Zespół Limp Bizkit oraz jego wokalista Fred Durst bardzo często odnoszą się do swoich inspiracji – właściwie na każdym koncercie grają covery grup, które miały na nich wpływ. Tym samym obok 'Smells Like Teen Spirit’ Nirvany, czy 'Master of Puppets’ Metalliki pojawia się też 'Killing in the Name Of’ – najbardziej znany utwór Rage Against the Machine. Durst w zeszłym roku tak zapowiadał wykonanie tego utworu przez własną grupę:
Ta piosenka jest zadedykowana rap-rockowemu zespołowi, które rozpoczął to całe gówno!
Jak się jednak okazuje, idole Dursta nie odwzajemniają sympatii do wokalisty. Wyraz temu dał w ostatniej wypowiedzi basista Rage Against the Machine, Tim Commerford, który stwierdził:
Przepraszam za Limp Bizkit. Naprawdę. Czuję się bardzo źle, że zainspirowaliśmy taki syf. Co prawda oni są już skończeni i to jest piękne. Została tylko jedna grupa i jest to Rage i z tego co mi wiadomo, jesteśmy jedynymi, którzy się liczą.
Padły ostre słowa, ale czy są one uzasadnione? Przypomnijmy, że macierzysty zespół Commerforda nie wydał nowego materiału od 2000 r. (płyta z coverami „Renegades”) i na koncertach serwuje raczej nostalgiczny powrót do czasów swojej świetności. Sytuacja z Limp Bizkit wygląda podobnie – ich występy opierają się głównie na materiale wydanym kilkanaście lat temu, ale przynajmniej wciąż obiecują nową płytę. W przeciwieństwie do RATM, którzy nie ukrywają, że nie mają w planach premierowego albumu, a ostatni show dali 4 lata temu.
