„The Frayed Ends of Sanity”
Znaczenie:
Nie, nie – to nie adaptacja „Czarnoksiężnika z Krainy Oz”. Tym razem mamy tylko zaczerpnięcie motywu muzycznego z absolutnie kultowego dla dorobku kinematografii (przez osiągnięcie wyżyn kiczu i tym samym ustanowienia nowej, nieznanej ówcześnie jakości) filmu „The Wizard of Oz” z 1939r., choć nie bez przyczyny chyba go wybrano, bo tekst jako taki mówi o paranoii i rosnącej niezdolności do odróżnienia świata iluzji od rzeczywistości (film kończy się w stylu „to wszystko było tylko snem”). Ale do rzeczy.
Na pewno kojarzycie ten dziwny dźwięk na samym początku utworu idący wraz z gitarą intra. Jest to bezsłowna pieśń intonowana przez maszerujących żołnierzy złej czarownicy w sławnej (bo wielokrotnie otwarcie imitowanej w ramach hołdu w innych filmach, w tym „Władcy Pierścieni”, „Dzikości Serca” i „Indiana Jonesie”) scenie, w której trzej przyjaciele docierają na zamek wiedźmy:
httpv://www.youtube.com/watch?v=Jtie6r27JeU
Mówi się o ironii wykorzystania tego motywu w tym samym czasie przez Prince’a (ironia w tym, że on żyje w świecie iluzji i kiczu, i wydaje się nie mieć do tego dystansu) w utworze „It’s Gonna Be A Beautiful Night”:
httpv://www.dailymotion.pl/video/x6m3sl_its-gonna-be-a-beautiful-night-1987_music
Poza Princem po ten motyw sięgali później również LL Cool J w utworze „I’m That Type of Guy” i Kid Rock w „Trucker Anthem”.

Ciekawostki:
– Istnieje jeszcze inny związek tego filmu z zespołem…

– Skoro już przy bajkach dla dzieci jesteśmy (choć może niekoniecznie, bo w filmie pada słowo „fuck”), zobaczmy jak oni wyglądali za dzieciaka:
httpv://www.youtube.com/watch?v=_4Mu202oRTg
– A jak widać dziś niektóre dzieci Metallikę słuchają na dobranoc i zjadają na śniadanie 😉 :
httpv://www.youtube.com/watch?v=TtNrNhja4P4
– Mamy aż trzy wersje demo „Frayed Ends”:
Pierwszą (bez wokalu):
httpv://www.youtube.com/watch?v=t1Gu-rXU1Tg
Drugą („nanana” zamiast wokalu):
httpv://www.youtube.com/watch?v=iwFW2SYThiM
…i trzecią 🙂 (bez wokalu) :
httpv://www.youtube.com/watch?v=WAfcp54co4M
„To Live Is To Die”

Znaczenie:
– Flemming Rasmussen wspaniale oddał sens utworu w jednym z wywiadów:
Oczywiście ciężko było nam nagrywać 'Justice’ bez Cliffa, ale w chwili, gdy ja przejąłem pałeczkę produkcja była już 1,5 miesiąca w toku, więc [z uwagi na pośpiech]nie to zaprzątało nam głowę, z wyjątkiem, gdy nagrywaliśmy „To Live Is To Die”, które jest hołdem złożonym Cliffowi, a który w zasadzie sam z nami napisał.

![]()
Lars w jednym z wywiadów stwierdził, że utwór oparty jest na wielu riffach, które Cliff napisał kilka lat wstecz. Pomyśleli, że byłoby super, gdyby na AJFA znalazło się coś jego autorstwa. A zatem w ten sposób wziął on udział w nagraniu.
Poniżej znajduje się kompilacja cholernie wczesnych (1982r.) garażowych jammowań zespołu, która zawiera m.in. BARDZO wczesną wersję głównego riffu „To Live Is To Die” (około 12:58 do końca – miodzio), ale wraz z nim też wiele innych (również nuconych i beatboxowanych przez Larsa), które potem zmienione mniej lub bardziej trafiły na studyjne wersje różnych kawałków zarówno Metalliki jak i Megadethu. (Kto wyłowi i przypasuje najwięcej?):
httpv://www.youtube.com/watch?v=6Z8xf8OmYEM
James w 2008r. dla magazynu „Mojo” powiedział, że utwór jest „hołdem dla Cliffa pozbawionym zbędnej przesady”. Dodał, że chodzi w nim o „uświadomienie sobie tego, jak bardzo wdzięczni byliśmy za ten cały czas z nim spędzony”.


W kontekście powyższego być może utwór ten powinienem był uwzględnić już w odcinku o „Bólu istnienia..” (całego zespołu). Jednak „To Live Is To Die” jest jedynie dedykowane Cliffowi i choć powstało dla niego, odkładając na bok sentymenty zespołu mamy do czynienia z instrumentalnym utworem zawierającym fragment jego poezji recytowanej przez Jamesa w trzeciej „zwrotce” (a której ostatnie wersy wypisane zostały na nagrobku Cliffa):
When a man lies,
he murders some part of the world.
These are the pale deaths
which men miscall their lives.
All this I cannot bear to witness any longer.
Cannot the Kingdom of Salvation
take me home…
(„Gdy człowiek kłamie,
morduje jakąś cząstkę tego świata.
To takie blade śmierci,
które ludzie nazywają życiem.
Nie zdzierżę widoku tego wszystkiego ani chwili dłużej.
Czy Królestwo Zbawienia
Nie może zabrać mnie do domu…”)
– powinniście to znać na pamięć!

Wers „These are the pale deaths which men miscall their lives” Cliff zaczerpnął z książki fantasy pt. „Lord Foul’s Bane” (u nas: „Jad Lorda Foula”) z serii „The Chronicles of Thomas Covenant the Unbeliever” („Kroniki Thomasa Covenanta Niedowiarka”) autorstwa Stephena R. Donaldsona. Główny bohater postanawia ułożyć biały wiersz, by poprawić sobie nastrój:
These are the pale deaths
which men miscall their lives:
for all the scents of green things growing
each breath is but an exhalation of the grave.
Bodies jerk like puppet corpses,
and hell walks laughing…
(„Są takie blade śmierci,
które ludzie nazywają życiem:
mimo zapachu rosnącej zieleni
każdy oddech jest tylko tchnieniem grobu.
Podskakują ciała jak zwłoki marionetek,
a piekło skrada się ze śmiechem…”)
Opis i recenzja książki tutaj!
Ciekawostki:
– Zobaczmy, co jeszcze powie nam pytany o Cliffa i całą ówczesną sytuację z perspektywy ponad 15 lat producent chyba najbardziej kultowych albumów Metalliki:
„Tak szczerze to jak bardzo niesamowity był Cliff, czy był geniuszem, jeśli chodzi o muzykę?”
Flemming Rasmussen:
Był naprawdę świetny. Nie tak całkowicie przezajebisty, ale piekielnie muzykalny i bardzo innowacyjny.
– „Czy w pracy Cliff był otwarty na różne pomysły, czy miał raczej mocno wyrobioną opinię o tym, jak jakiś kawałek powinien iść?”
Flemming Rasmussen:
Cliff miał silną wizję tego, jak Metallica powinna brzmieć i postępować, ale był przy tym osobą o bardzo otwartym umyśle, przez co słuchał i próbował wszystkich koncepcji.

(Poniższe pytanie zostało zadane jednym tchem jako jedno wraz z pytaniem o ogólny nastrój w zespole w związku z brakiem Cliffa podczas nagrywania AJFA. Odpowiedź na tą część pytania zacytowałem na samym początku – teraz uzupełnienie…)
– „Czy miałeś wrażenie, że Jason w pełni zintegrował się z zespołem?”
Flemming Rasmussen:
Jeśli o sytuację Jasona chodzi, widać było od razu, że to „ten nowy”. Robił, co do niego należało i zaszywał się w domu, ale ogólnie radził sobie całkiem dobrze.
– „Jak to było pracować z Jasonem w porównaniu do pracy z Cliffem?”
Flemming Rasmussen:
Nie ma porównania. Cliff był niepowtarzalnym gościem, nie było i nie ma drugiego takiego jak on i nie sądzę, by wtedy szukali kogoś, kto by go im zastąpił, szukali po prostu jakiegoś nowego basisty. Jason był technicznie lepszy, ale w muzyce chodzi o uczucia i musiał znaleźć swoje miejsce w zespole. Miał inne dobre strony niż Cliff, więc i ogólne wrażenie było inne.
Pełne trzy wywiady z Flemmingiem w oryginale tutaj (być może przetłumaczymy je dla nieanglojęzycznych wraz z resztą tam zawartych później, chcecie?):
– Jason dla Playboya (2001) o koncercie 6 marca 1985r. w Phoenix, Arizona:
Pierwszy rząd. Tuż naprzeciw Cliffa Burtona, oddając mu cześć i chwałę. Śliniąc się. Machając wściekle głową. 14 baksów za koszulkę, wtedy to był majątek całego świata. Poszliśmy tam tylko dla Metalliki. Jak tylko Metallica skończyła grać, poszliśmy sobie. Oni po prostu zmiażdżyli, a my czuliśmy każdy ich ruch całym sercem.
Jason dla Metal Rules (2003):
Kumpel obudził mnie o szóstej rano i powiedział: „Cliff odszedł”. Mówię mu: „Kurwa niemożliwe. Czemu mnie tyrasz tak z rana?”, a on: „Nie, to prawda. Zobacz gazetę”. Więc spojrzałem w gazetę, wpatrzony w epitafium po prostu rozmyślałem i miałem to wrażenie, że „Będę tym kolesiem. Zrobię to. Jeżeli zdecydują się iść dalej, wtedy ja będę ich człowiekiem. Dokonam tego.” I od tamtej minuty nie dałem nikomu innemu zająć jego miejsca.

Lars dla Kerrang!:
Przesłuchaliśmy jakichś 60 kolesi w tydzień. Zdecydowaliśmy się zaprosić ponownie 4 z nich. (…) Jason był drugi w kolejce. Graliśmy cały dzień, a potem poszliśmy coś zjeść. A potem przyszedł czas na główny sprawdzian, którym oczywiście był pijacki maraton. Jakimś cudem, i przysięgam, że to nie było zaplanowane, ja, Kirk i James razem znaleźliśmy się kiblu, żeby się wyszczać. Więc stoimy tam o trzeciej nad ranem, wszyscy w rzędzie, i po prostu powiedziałem, nie patrząc na żadnego z nich: „To ten, tak?” A oni odpowiedzieli: „Taa, to ten”. I było po wszystkim!
– Garry Sharpe-Young, który zrobił wywiad z Cliffem na tydzień przed jego śmiercią:
Jak na ironię rozważałem wtedy z Cliffem, co by teoretycznie zrobiła Metallica, gdyby jeden z nich zginął: to było przy okazji gadki o Led Zeppelin i o Johnie Bohnamie. Tak właściwie to hipotetycznie rozpatrywaliśmy w tej roli Larsa, stającego przed obliczem Stwórcy… Cliff powiedział, że zrobiliby wielką popijawę na jego cześć, a potem poszukaliby nowego bębniarza. [I to] Szybko.
httpv://www.youtube.com/watch?v=NL6-WZDSeCM


„Cliff Burton lives!„