„The Shortest Straw”
Znaczenie:
Daleko od „One” nie uciekamy i nie chodzi o to, że jest to utwór następny w kolejności na płycie, lub również wojenny (choć z wojną w tle). Od wojny do polityki jednak tylko krok. Nasz Johnny na froncie walki z komunizmem padł również i jej ofiarą, a konkretnie dopadło go zjawisko tzw. „blacklistingu”, o którym utwór opowiada stając w słusznej opozycji do tej formy represji. Tematyka jest zawiła, to kawał historii, ale postaram się możliwie najkrócej i najjaśniej, ale coś czuję, że skończy się na nieco dłuższym wywodzie, jak tak patrzę na ogromną ilość materiału, jaką wynalazłem. Jeśli kogoś nie interere zrozumienie podłoża utworu, od razu zapraszam do następnego kawałka 🙂
Na początek podajmy jakąś ogólną definicję słowa „blacklist” (rzeczownik: „czarna lista” / czasownik: „wpisywać na czarną listę” z jednoczesną nutką „oczerniania”):
Jako rzeczownik oznacza listę ludzi, którym z jakiegoś powodu odmawia się dostępu do określonych przywilejów, usług, pozwoleń, etc. Jako czasownik oznacza zabronienie komuś wykonywania pracy na określonym polu, bądź też wykluczenie kogoś z określonego kręgu.
Generalnie pojęcie to ma wydźwięk pejoratywny, ponieważ to coś dużo więcej niż zwykły bojkot – praktyki blacklistingowe de facto nierozerwalnie wiążą się z łamaniem praw obywatelskich (a więc ich przesłanki są niesłuszne, czy też dalece nieadekwatne do podstawy uskutecznianego ostracyzmu i zwykle przez to nielegalne, lub balansujące na granicy prawa). Należy dodać, że czarna lista nie musi funckjonować jako namacalny przedmiot – zwykle tak nie jest, ponieważ zgodnie z obowiązującym porządkiem nie powinna. To wszelakie autorytety, instytucje, media, firmy, a nawet całe branże na zasadzie zmowy odrzucają określone jednostki w oparciu o własne, wydumane kryterium.
Podejżewam, że np. jego świątobliwość o. Rydzyk nie zatrudnia u siebie Żydów (żywiąc silne, acz błędne przeświadczenie, mimo przeczących temu dowodów, że to oni skazali Jezusa uwalniając Barabasza – mit ten jest kamieniem węgielnym antysemityzmu i wszelkich jego przejawów z holocaustem włącznie), choć teoretycznie (zgodnie z konstytucją) pochodzenie i wyznanie nie powinny w Polsce mieć znaczenia przy rekrutacji. Oczywiście nie posądzam o nic dobrodzieja, sam na siebie dość haków dostarcza w regularnych odstępach, ale gdyby np. odkrył, że ktoś z jego otoczenia jest Żydem i zwolnił go, a ten nie mógł potem przez to znaleźć pracy w kręgu redemptorystów, to w tym wypadku (napotykając odmowę bez uzasadnienia lub wprost tłumaczoną mniej lub bardziej uprzejmie jako 'jude raus’) mielibyśmy klasyczny przykład blacklistingu. Ktoś coś postanowił, a inni np. z uwagi na bliższy lub dalszy stosunek podległości powielają tę samą praktykę, nawet jeśli osobiście się z nią nie zgadzają.
Dlatego też dziś termin ten – choć nadal funkcjonuje – często zastępuje się przez „blocklist” („lista zablokowanych”), „denylist” („lista oddalonych”), czy też „rejectlist” („lista odrzuconych”), tudzież „banlist” („lista zbanowanych”), by – na okazję praktyk jak najbardziej normalnych i potrzebnych (np. lista osób zbanowanych na forach internetowych) nie rodzić złych skojarzeń. I tu zbliżamy się do politycznego kontekstu, z którego się one wzięły, a którym Metallica się inspirowała. Przypuszczam nawet, że gdyby nie poznali Daltona Trumbo i jego dzieła „Johnny Got His Gun”, nigdy nie przyjżeliby się bliżej tej niechlubnej części amerykańskiej historii, w której chcąc, nie chcąc Trumbo miał nieprzyjemność odegrać jedną z głównych ról. To już jednak tylko moje domniemanie, choć wniosek ten wydaje się mieć silną podstawę. Utwór nawiązuje do konkretnych wydarzeń (o czym później), lecz może odnosić się do problemu blacklistingu ogólnie, wszak zjawisko to występuje po dziś dzień, choć w dalece subtelniejszej, niezradykalizowanej formie (przynajmniej jeśli o tzw. cywilizowane kraje – z USA na czele – chodzi) w porównaniu do gorącego okresu jawnych politycznych prześladowań, o którym zaraz opowiem.
Otóż.. Na sam początek pozwolę zacytować fragment Wikipedii dot. osoby i nurtu, który rozpoczął bieg w zw. z jej poczynaniami i od której nazwiska przyjął nazwę..
Maccartyzm:

Joseph McCarthy w 1950 roku został członkiem (sekretarzem) kierowanej przez Demokratów senackiej komisji badającej działalność rządu oraz stałej podkomisji śledczej. Głównym celem tych ciał stało się badanie powiązań z komunistami osób zatrudnionych w urzędach państwowych.
Przeszedł do historii jako inicjator kampanii oskarżeń o działalność komunistyczną znanych osób w kręgach władzy i w show-businessie w Stanach Zjednoczonych. On i jego ludzie oskarżani są o prowadzenie nagonki, rzucanie oskarżeń i pomówienia często niewinnych osób. W tym okresie w USA panowała powszechna obawa społeczeństwa amerykańskiego przed radziecką infiltracją („a mass histeria”). Umożliwiło to początkowo McCarthy’emu uzyskanie wpływowej pozycji („megalomania”).
Telewizja CBS nadawała audycję Edwarda R. Murrowa pt. „See It Now” na temat działalności Komisji pod przewodnictwem McCarthyego. Jak przyznał po latach Murrow, program był celowym montażem wypowiedzi senatora tak by przedstawić go w negatywnym świetle. Programy pojawiły się w schyłkowym okresie pracy komisji śledczej, w czasach gdy powoli, ze względu na coraz bardziej obsesyjne działanie (słynny rajd po amerykańskich bibliotekach w poszukiwaniu komunistycznych publikacji) („witchhunt riding through”) oraz alkoholizm zaczynał tracić poparcie awet ze strony swoich republikańskich kolegów.
Odsunięcie od władzy i pracy w komisji nastąpiło z powodu zatargu z armią amerykańską i wywiadem (CIA). W tych kręgach McCarthy zaczął samodzielne poszukiwanie osób związanych z komunistami bez opierania się na faktach.
Koniec cytatu.
Ten młody polityk o niemal nieskazitelnej do omawianych czasów biografii, przez swoją (gorszą od faszyzmu) nadgorliwość narobił niezłej maniany w społeczeństwie. Przepraszam, że tyle czytania w ramach wstępu, ale w przeciwnym razie nie dochowałbym należytej staranności.
„Hollywood Ten”

Historia „Hollywoodzkiej Dziesiątki” to jeden z najbardziej spektakularnych przykładów blacklistingu wszechczasów. Większości reżyserów i scenarzystów ze zdjęcia powyżej nikt dziś nie kojarzy, mimo zasług. Wyjątkiem prawdopodobnie jest tu właśnie nasz znajomy zdobywca oskara, Dalton Trumbo (na zdj. w środkowym rzędzie z lewej). Zaczynał jako jeden z najlepiej zarabiających scenarzystów w Hollywood, otrzymując za swoją pracę ok. $4000 tygodniowo. Potem napisał „Johnnego..” i.. wracamy do wydarzeń opisanych przy okazji „One”. Po tym jak partia komunistyczna USA wykorzystała jego nowelę na łamach swojej gazety jako propagandę antywojenną i – niedługo potem – po pamiętnej wizycie FBI, stał się persona non grata w fabryce snów („your being, ostracized”). Pomijając politykę, pamiętajmy że w Hollywood chodziło i nadal chodzi tylko o pieniądze, nie o ideologię. Zła prasa może zatem zdewastować każdą produkcję, szczególnie, gdy odpowiada za nią pacyfista w dobie ekspansji sowieckiej, no bo jak sprzedać film patriotyczny napisany przez „komucha”? Nawet jeśli absolutnie nim nie był, podobnie jak wielu innych dopadł go efekt domina zbiorowej paranoji czyniący komunistę z każdego z byle powodu. Mimo trafienia na czarną listę gildii scenarzystów („living infamy”) nadal zarabiał na życie w Hollywood, ale tylko pod warunkiem, że jego praca nie była sygnowana prawdziwym imieniem i oczywiście już za haniebne pieniądze. Co ciekawe, pracy mimo wszystko miał dużo więcej niż wcześniej. Działał tak przez kolejne 12 lat, w ciągu których pod pseudonimem Sam Jackson spłodził ok. 70 scenariuszy.

Na fotce powyżej widzimy osoby protestujące przeciwko aresztowaniu sławnej dziesiątki (stojącej przed sądem na pierwszym zdj.). Czarnych list było kilka i zawierały po setki nazwisk, ale oni konkretnie wsławili się tym, że jako pierwsi odmówili zeznań przed HUAC (komisją śledczą McCarthiego), prowadzącej dochodzenie w sprawie sowieckiego wpływu na amerykańskie media i przemysł rozrywkowy, w tym filmowy.
Za koniec tego całego, współczesnego polowania na czarownice („witchhunt, modern day”) uznaje się rok 1960, choć jej reperkusje wielu dały odczuć się jeszcze latami na bezrobociu. W owym roku gwiazdor Kirk Douglas, będąc producentem filmu „Spartacus”, zdecydował się podpisać pracę Daltona jego prawdziwym nazwiskiem (dodam, że z Kirkiem Douglasem i jego synem Michaelem wiąże się też ciekawa historia odnośnie „Johnnego..”, ale zostawiam to już najbardziej ciekawskim do własnych poszukiwań). W następstwie tego wydarzenia prezydent-elekt John F. Kennedy, w symbolicznym akcie poparcia i demonstracji oddania białego domu w działania zmierzające do zakończenia blacklistingu, przekroczył pikiety Amerykańskiego Legionu blokujące seans, by obejrzeć ten film (American Legion to organizacja zrzeszająca weteranów największych wojen, w których Stany brały udział, która m.in. 8 lat wcześniej protestowała przeciwko wyświetlaniu „Moulin Rouge” z udziałem aktora „spisanego” przez HUAC). Wtedy też reżyser obrazoburczego jak na tamte czasy „Exodusu” przyznał, że to Trumbo napisał także jego scenariusz.

Dosłownie liznęliśmy historii, mam nadzieję, że nie nudnej. Po więcej odsyłam do wielu podstron Wikipedii i tego źródła.
Ukryte w tekście cytaty z utworu wrzucałem luźno na zasadzie skojarzeń, analogii – nie twierdzę, że odnoszą się do akurat w danym zdaniu opisywanych wydarzeń. O jednym jednak możemy powiedzieć, że na pewno dotyczy czegoś konkretnego z tamtego okresu, mianowicie: „Channels Red, One word said, Blaclisted” (przy okazji: podobno zrobiono tu drukarski błąd, bo powinno być rzecz jasna „blacKlisted” – czy ktoś to może sprawdzić w książeczce / wkładce?). Dowodzi on jednocześnie, że utwór nawiązuje do omówionego, feralnego dwudziestolecia. 22 lipca 1950r. bowiem ukazał się nakładem ultraprawicowego pisma „Counterattack” (założonego przez byłych agentów FBI) antykomunistyczny trakt zatytułowany „Red Channels” ze 151 nazwiskami pisarzy, aktorów, muzyków, dziennikarzy, itd., wliczając ówcześnie najpopularniejszych, posądzając ich o komunistyczne manipulacje w show-biznesie. Była to jedna z najpoważniejszych czarnych list, które zrujnowały kariery wielu osobom, a niejedną zmusiły do opuszczenia kraju.

Na zakończenie dla politycznej poprawności dodam, że o ile szacunkowo przez w sumie 60 lat szerokopojęci Demokraci łatwo przez show-biznesowy blacklisting nie mieli, o tyle dziś sytuacja się odwróciła i to oni, na swój sposób, napiętnują co bardziej konserwatywne, republikańskie poglądy. Jest to szczególnie dotkliwe dla wchodzących gwiazd, dopiero próbujących swych sił w Hollywood. Na znacznie większą swobodę pozwolić mogą sobie tylko sławy o ugruntowanej pozycji. Ledwie co przecież pewnej miss za wyrażony sprzeciw wobec małżeństw homoseksualnych odebrano koronę, choć – o ile pamiętam – ostatecznie jej ją zwrócono (ale cienko widzę jej dalszą karierę). Jest to niewątpliwie dobry przykład na to, że blacklisting wciąż ma się nienajgorzej i że „The Shortest Straw” pozostaje aktualne po dziś dzień.
Ciekawostki:
– Niektórzy mają taką teorię – rzekomo utwór ma być ironicznym spojrzeniem na minione, tragiczne wydarzenia. Jak wiemy każdy miał w autobusie stałe miejsca do spania, jednak tego feralnego dnia Cliff i Kirk zamienili się wskutek zabawy kartami – Cliff WYCIĄGNĄŁ NAJWYŻSZĄ KARTĘ I WYBRAŁ miejsce Kirka, a więc paradoksalnie przypadło mu w udziale „najkrótsze źdźbło”. Pomijając fakt, że tekst wyraźnie mówi o czym innym, czy można w ogóle posądzać chłopaków o taki sarkazm nawet w ramach hołdu?
– Demo:
httpv://www.youtube.com/watch?v=_YnouotKjPA