Na 2 dni przed premierą nowego albumu zatytułowanego „To the Bone”, Steven Wilson w rozmowie z FaceCulture odpowiedział na pytanie, czy chciałby osiągnąć mainstreamowy sukces.
Skłamałbym, mówiąc, że choćby część mnie o tym nie marzy. W latach 80., gdy dorastałem, to moimi idolami byli Prince i Bowie. Gwiazdy popu. I jak większość dzieciaków, marzyłem wtedy, aby zostać gwiazdą pop. A nawet teraz część mnie wciąż o tym marzy.
Mam jednak przeczucie, że prawdopodobnie bym tego nie polubił. Nie mógłbym przetrwać pod takim nadzorem ze strony środowiska. Dlatego cieszę się, że jestem nieco bardziej undergroundowym artystą. Jednak jest w tym po prostu pewna naturalna tendencja.
Moim zdaniem każdy artysta ma potrzebę, aby podzielić się z jak największą publicznością tym, w co wkłada całe swoje serce. I czuję się sfrustrowany, że wciąż tak wiele osób w ogóle o mnie nie słyszało. I nigdy nie będą mogli zdecydować, czy lubią moją muzykę, czy nie.
