W nowym wywiadzie dla ArtistDirect leader Anthraxu pytany jest przede wszystkim o Big 4 i ich najbliższy, pierwszy występ w Stanach, ale fani zespołu z pewnością ucieszą się też na odpowiedź na ostatnie pytanie.

– Zatem, czy Wielka Czwórka jest heavy metalowym wydarzeniem roku?
Taak, zgodziłbym się z tym zdecydowanie. [śmiech]
– Jakie osobiste znaczenie ma dla ciebie Big 4?
Dla mnie to kulminacja wielu lat pracy. To naprawdę wspaniałe wiedzieć, że ludzi na całej planecie nadal bardzo obchodzi, co te cztery kapele robią po tylu latach. Mówiąc skromnie, nasza czwórka jest teraz u swego szczytu. Jesteśmy lepsi jako zespoły niż kiedykolwiek byliśmy. Wiele świetnych heavy metalowych kapel pojawiło się na przestrzeni lat. Wygląda na to, że każde pokolenie zbiera własny plon bandów. Od czasu, gdy Metallica, Slayer, Megadeth i Anthrax zaczęły thrash metal w latach ’80, nic naprawdę się nie pojawiło, by – z braku lepszego słowa – uzurpować to, co zrobiliśmy. Poza może ruchem grunge i po troszę nu metalu w latach ’90, nadal uważam, że nigdy nie było niczego, co byłoby lepsze pod względem muzyki, którą robimy. [Pantera, halo – red.]. Pewnie, były tony świetnych kapel, które możnaby wsadzić obok nas do jednej szuflady, ale nigdy nie pojawi się już Metallica, Slayer, Megadeth i Anthrax na scenie, którą zaczęliśmy i stworzyliśmy. W przypadku grunge oczywiście można oglądać się na Nirvanę, Soundgarden, Alice In Chains i Pearl Jam. To były cztery gigantyczne zespoły i wszystkie są świetne na swój własny sposób. To, co my zrobiliśmy było bardzo wyjątkowe wtedy i nadal odstaje od reszty i jest prawdziwe po dziś dzień. Jest całe nowe pokolenie dzieciaków, które przychodzą ze swoimi starszymi braćmi, swoimi tatusiami, lub samemu. Cokolwiek zrobiliśmy, to bardzo mocno trafia do ludzi.
– Czy granie na raz z pozostałymi zespołami przywołuje ci wiele wspomnień?
Niespecjalnie, wszyscy dzielimy podobny punkt widzenia. Tu nie chodzi o patrzenie wstecz. Wielka Czwórka to parcie naprzód. Wszystkie nasze kapele indywidualnie zrobiły wszystko, by ruszyć naprzód w swojej karierze. Pewnie, zabawnie jest usiąść razem i pogadać o starych czasach i śmiać się z rzeczy, ale tu bardziej chodzi o robienie tego teraz i o to, co to oznacza na przyszłość. Tak ja to widzę.
– To jest również pierwszy koncert w Ameryce. Czy to zwiększa oczekiwania, skoro wszyscy jesteście ze Stanów?
W jakiś sposób ma się zdecydowanie poczucie, że to jest przez to jeszcze bardziej wyjątkowe niż pierwszy występ, który daliśmy w Polsce. To był oczywiście pierwszy koncert jaki robiliśmy jako Wielka Czwórka, więc w zw. z tym show narastała szalona energia. W przypadku koncertu w Indio, jest tak zdecydowanie jeszcze bardziej. Nawet jeśli graliśmy w zeszłym roku siedem razy, to jest pierwszy występ w Ameryce. Fakt, że robimy to w południowej Kalifornii ma sens, bo – poza Anthraxem – pozostałe trzy zespoły zaczynały w płd. Kalifornii. Nie mógłbym być już bardziej podekscytowany w zw. z robieniem tego u siebie. To niesamowite uczucie.
– Indio nigdy nie miało wielkiego, metalowego koncertu. Coachella zwykle ma jeden symboliczny występ hard-rockowy, ale to miejsce nie widziało jeszcze nigdy czegoś takiego.
[śmiech] To zabawne, gdy gadam z ludźmi i pytam, 'Hej, wpadasz na koncert w Coachella?” Odpowiadają, „Oh, gracie w Coachella?”. Muszę wyjaśniać, że nie gramy na [festiwalu]Coachella; gramy w tym samym miejscu. Wtedy zacząłem się zastanawiać. Wyobraź sobie, jakby Wielka Czwórka grała jednej nocy właściwego festiwalu Coachella. To byłoby naprawdę ciekawe mieć 50,000 ludzi przybyłych na Wielką Czwórkę do Coachella w czasie trwania festiwalu. Myślę, że wielu ludzi byłoby naprawdę załamanych i byłoby sporo płaczu. [śmiech] [festiwal muzyki i sztuki w Coachella przeznaczony jest raczej dla łagodnych, przyjaznych środowisku słuchaczy muzyki alternatywnej, niezależnej, hip-hopu, elektronicznej, czy nawet popowej, choć jak wspomniano pojawiają się tam, ale raczej odosobnione, nieco cięższe kapele jak RHCP, RATM, TOOL, NIN, itp. – red.]
– To byłoby spore spięcie kulturowe.
Yeah! Słyszałem o Coachella Festival. Nigdy osobniście na niego nie poszedłem. Myślę, że to fajne, że go organizują. Tydzień później będzie Wielka Czwórka. Jeszcze tydzień później będzie to wielkie coś z [muzyką] country, które robią co rok. To fajnie, że to miejsce staje się czymś w europejskim klimacie. Jeździmy na te festiwale w Europie co roku i myślimy, „Jak to jest, że nie mamy czegoś takiego u siebie?” Dobrze jest widzieć cośtakiego w Ameryce.
– Jak daleko jesteście z nowym albumem Anthraxu?
Płyta jest prawie gotowa. Joey śpiewa. Ma już jakieś 7 czy 8 kawałków w zasadzie skończonych w tym momencie. Mamy jeszcze trochę innych ścieżek do obrobienia – nieco gitar i partii prowadzących. Podsumowując powiedziałbym, że płyta będzie skończona i zmiksowana przed latem i spodziewamy się wydania na jesień.