Roger Glover, basista Deep Purple, udzielił niedawno wywiadu w dwugodzinnym, emitowanym co tydzień programie „Noize In The Attic”.
Glover pytany o to, czy Deep Purple rozważa wykonanie na żywo całego albumu „Perfect Strangers” by uczcić 30. rocznicę jego wydania, odpowiada:
Nie. Zrobiliśmy tak raz, kilka lat temu z „Machine Head”, to była amerykańska trasa, nie robiliśmy tego nigdzie indziej. Jednak to w pewnym sensie potęguje te kajdany 'klasycznego rocka’ na naszych szyjach, których nie dostajemy w pozostałych częściach świata. To się dzieje tylko w Ameryce. Ponieważ to radio uznaje, że jesteś taki, a to jest takie. W innych częściach świata nie mamy takiego przydomku.
Czy nadal ma frajdę z grania klasyków Deep Purple takich jak 'Smoke On The Water’:
Oczywiście. Po pierwsze, nie odtwarzamy sztuki, nie jesteśmy jakimś rodzajem karnawałowych występów. Jesteśmy muzykami grającymi muzykę. To każdej nocy jest trochę inna interpretacja. I wiemy, że ludzie mają z tego frajdę, my tak samo. Myślę, że gdybyśmy grali sam nowy materiał…w sumie, nie wiem co by się stało. Nie wiem. W każdym razie mamy frajdę grając te kawałki. Jak powiedział kiedyś Steve Morse [obecny gitarzysta Deep Purple przyp. red.]: Gdyby 'Smoke On The Water’ było przyciskiem, który po wciśnięciu sprawiałby, że publiczność szaleje, wcisnęlibyśmy go.
Czy brakuje mu byłego gitarzysty Deep Purple Ritchie’go Blackmore’a:
Tak, byliśmy przyjaciółmi. Tak. „Brakuje” nie jest chyba dobrym określeniem, ale z pewnością nie wszystkie uczucia są złe. Niektóre z najlepszych i najgorszych rzeczy przytrafiły mi się z powodu Ritchiego, przynajmniej były tam te najlepsze. On jest wspaniałym, wspaniałym gitarzystą, pisarzem, postacią… nie wszystko jest w czarnych barwach. Przez lata bardzo się lubiliśmy. Sam wiesz, to jest on. Ja jestem szczęśliwy, on jest szczęśliwy.
