Rob Halford mówi stanowcze „nie” przejmowaniu się internetowymi trollami. Będąc wokalistą jednego z najbardziej znanych zespołów metalowych, Halford musi mieć grubą skórę.
Choć większość internetowych komentarzy na temat Judas Priest jest pozytywna, muzyk wciąż spotyka się z krytyką za niemal wszystko, począwszy od wokalu, na swojej orientacji kończąc.
Krytyka, może cynizm, jest po prostu nieunikniony. Zwłaszcza w muzyce, w zajęciach kreatywnych. Każdy ma swój zestaw opinii opartych na tym, jak ta muzyka działa na poszczególne osoby. Jeśli mi się coś nie podoba, to nie wchodzę na Twittera i mówię „ten zespół jest do bani” albo „nie mogę się doczekać aż nawalą i staną się katastrofą”. Nie ma to absolutnie żadnej wartości i niefortunne jest to, że w muzyce zawsze zwraca się największą uwagę na negatywne komentarze i krytykę. Rzadko słyszysz historie o dobrych rzeczach, o tym co się komuś udało. Zawsze chodzi o to, że coś poszło nie tak, coś jest źle, coś powinieneś zrobić inaczej. To na prawdę nie ma sensu, ale to jest świat w którym żyjemy.
Zapytany o to, jak radzi sobie z atakami na mediach społeczniościowych, Halford odpowiedział:
Jeśli widzę, że ktoś napisał o mnie jakieś pierdoły, to po prostu to usuwam. Ale generalnie już przestałem to robić, zostawiam takie komentarze w spokoju, bo w ciągu kilku minut ktoś i tak mnie obroni. To jest piękna rzecz. Wsparcie jakie masz w fanach, zawsze pomagają w takich chwilach.
