Serwis Entertainment Weekly przeprowadził ostatnio wywiad z Mikem Fleissem, reżyserem dokumentu o ikonie heavy metalu, „God Bless Ozzy Osbourne”. Posiada on ciekawe zdanie na temet tego, dlaczego Ozzy wciąż żyje:
Sharon uratowała mu życie. Myślę, że jest on jednym z tych gruboskórnych, brytyjskich gentlemanów, wiesz. Ma zajebiście silny organizm. Nie możesz sprawić, żeby padł. Sam fakt, że wychodzi i gra dwugodzinne koncerty jest niesamowity. Chodzi mi o to, że ja sam gram w zespole i kiedy kończymy 45-minutowy występ jestem padnięty, nie mogę iść do pracy, jestem wypompowany, muszę odespać. Czuję się strasznie! A on ma 62 lata, skacze, tańczy jak żaba i śpiewa niezwykle wyzywające utwory przez prawie dwie godziny. Mam do niego olbrzymi szacunek.
