Max Norman, producent współpracujący z zespołem Ozzy’ego Osbourne’a przy nagrywaniu dwóch pierwszych płyt, w wywiadzie z Eddiem Trunkiem wspomina współpracę ze zmarłym tragicznie w 1982 roku gitarzystą grupy, Randym Rhoadsem. Randy, pomimo krótkiej kariery, zdołał wywrzeć ogromne wrażenie i wpływ na scenę muzyczną. Jego styl, łączący energię rocka i melodie neoklasyki, wyróżniał go i sam zespół na tle innych grup. Jedną z charakterystycznych cech nagrań Ozzy’ego z Randym były solówki, które młody muzyk nagrywał kilkakrotnie, idealnie pokrywając wcześniej wykonaną partię. Max wspomina, że obserwował to z niemałym podziwem:
Nagrywając solówki z Randym, kiedy mieliśmy już ją nagraną – czasami po paru próbach, czasami od razu – stwierdzał: „ok, teraz ją powielmy!”. Zastanawiałem się wtedy, czy jest tego pewien, bo niektóre partie były naprawdę skomplikowane. On odpowiadał wtedy: „Nie ma problemu, poradzę sobie” i rozpoczynał nagrywanie, kiedy ja zastanawiałem się jak wytłumaczę się Ozzy’emu. [Naśladując Ozzy’ego] „Nie mamy nagranych jebanych partii!”.
Tak czy inaczej, nakładaliśmy te ścieżki na siebie, a wtedy Randy proponuje, by nałożyć jeszcze trzecią ścieżkę. Ja tymczasem myślę tylko, że będę miał przez to problemy.
Jak zaznacza Max, po dziś dzień rzadko spotyka się muzyków tak uzdolnionych, aby nagrać jeszcze raz, nuta w nutę, swoją solówkę. Była to jedna z cech, które wyróżniała Randy’ego na tle innych gitarzystów, zapewniająca mu unikalne brzmienie:
To rzadko spotykane, aby gitarzysta potrafił nagrać trzy idealnie pokrywające się ścieżki solówki. Nie ma żadnego efektu, który wiernie odda takie brzmienie. Można stosować parę sztuczek, ale ostateczny efekt nigdy nie jest taki sam. To jak dublowanie wokalu – zawsze najlepszym wyjściem jest ponowne nagranie ścieżek z wokalistą.
Ostatecznie wszystkie solówki Randy’ego były miksowane z trzech ścieżek, zarówno na „Blizzard of Ozz” jak na na „Diary of a Madman”.
