Cześć Wszystkim! Zapraszam do zapoznania się z moją pierwszą playlistą dla DeathMagnetic.pl. Założyłem, że me zestawienia będą miały jakiś motyw przewodni, np. ten sam rok wydania itp. Dzisiaj postanowiłem skupić się na ciężkich brzmieniach lat 70, dekady kiedy to ciężka muzyka dopiero się kształtowała.
- Iggy & The Stooges – 'Search and Destroy’ (Raw Power 1973)
The Stooges to mój ulubiony zespół z przełomu lat 60 i 70. Moim zdaniem to oni byli pierwszym prawdziwie ciężkim zespołem rockowym na długo przed eksplozją punk rocka i Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu. Iggy i spółka po wydaniu albumu ,Raw Power’ osiągnęli szczyt swoich możliwości, a otwierający go ,Search&Destroy’ jest tego najlepszym dowodem. Ten numer już przy pierwszych dźwiękach atakuje swoim ciężkim riffem, przeplatanym solówkami Jamesa Williamsona, który to po reaktywacji zespołu przejął funkcję wioślarza po Ronie Ashetonie, który pełnił w tym czasie funkcję basisty. Natomiast sam Iggy Pop to istny żywioł, który swój punkt kulminacyjny osiąga gdy jego ekstatyczny krzyk łączy się z najdłuższą solówką, która kończy utwór. Można odnieść wrażenie, jakby w ten sposób próbował zagłuszyć resztę instrumentów. Śmiem twierdzić, że nikt na początku lat 70 poza Black Sabbath nie grał z takim impetem jak The Stooges i pomimo tego, że minęły już 43 lata od premiery ,Raw Power’, zarówno Search&Destroy” jak i inne numery z tej płyty powalają na kolana. Aż wierzyć się nie chce, że w Stanach zajęła dopiero 71 miejsce na liście Billboard, ale jego wkład w ciężkie granie jest nie do przecenienia.
`
- Scorpions – 'Pictuared Life’ (Virgin Killer 1976)
Jednym z najlepszych albumów drugiej połowy lat 70 jest ,Virgin Killer’ Scorpionsów, a w szczególności otwierahący go ,Pictuared Life’ w czasach, gdy w ich szeregach grał genialny Uli Jon Roth. Ten kawałek przypomina jedną wielką solówkę, która jest przerywana jedynie, gdy wchodzi wokal Klausa Meinego, który ani nie zdziera gardła, ani się nie nadyma by wydobyć jakieś niebywałe dźwięki. Najprawdopodobniej uświadomił sobie, że w tym utworze „pierwsze skrzypce” gra przede wszystkim Roth. Tak jak wspomniałem wcześniej Uli już od samego początku wchodzi z grubej rury z solówką i kontynuuje ją aż do samego końca. Jedynie przy partiach Klausa pozwala wejść z gitarą rytmiczną Rudolfowi, co zwykle w muzyce wygląda zgoła odwrotnie. Natomiast perkusja jest dość oszczędna, ale trzyma w ryzach całość kompozycji. Słuchając „Virgin Killer” jak i innych albumów Scorpions z udziałem Rotha, zachodzę w głowę jak to się mogło stać, że z takim wirtuozem gitary już wtedy nie osiągnęli sukcesu komercyjnego i co gorsza musieli się go pozbyć aby stać się dopiero popularni. To przykre, że ,Wind of Change’, który według mnie stał się z czasem politycznym wycieruchem i ulubionym utworem tych, którzy o tym zespole nie mają bladego pojęcia, przyćmił wiele ich genialnych kompozycji. Ostatni raz ten utwór zabrzmiał na żywo w 2006 na Festiwalu w Wacken, gdy jako gość specjalny wystąpił właśnie Uli Jon Roth.
- KISS – 'God Of Thunder’ (Destroyer 1976)
KISS to niewątpliwie zespół, któremu heavy metal zawdzięcza wiele, jeśli chodzi o wizerunek sceniczny. Szczególne zasługi w tej kwestii należą się Gene’owi Simmonsowi, który to reprezentował te mroczne oblicze kapeli. Dla mnie po raz pierwszy naprawdę ujawnił je wykonując ,God Of Thunder’, które moim skromnym zdaniem jest najlepszym utworem KISS obok ,War Machine’ z ,Creatures od The Night’ z Deamonem na wokalu. Utwór opiera się na jednym topornym riffie, który trwa przez cały utwór. Wokal Gene’a z całą stanowczością dorównuje jego demonicznemu wizerunkowi, co jeszcze lepiej widać gdy KISS wykonuje to na żywo. Po drugiej zwrotce perkusja chwilowo wychodzi ze swojego pierwotnego rytmu, po czym znów do niego wraca. Niektórych może zaskoczyć solówka Ace’a Frehleya, która jak na niego jest dosyć powolna, aczkolwiek idealnie wpasowuje się w mroczny nastrój utworu. Ciekawostką jest fakt, że dzieciaki hałasujące w tle to synkowie producenta albumu ,Destroyer’ Boba Ezrina- zmarły w 2008 David, który miał krótki epizod jako klawiszowiec zespołu Witch oraz jego brat Josh. Słyszałem kiedyś, że ten utwór miała na celowniku Telewizja TRWAM, która doszukiwała się zwłaszcza w jego refrenie przeróżnych erotycznych podtekstów. Ale nie ma co się tym przejmować, gdyż co poniektórym wyposzczonym celibatem księżom katolickim wszystko z jednym się kojarzy.
- Angel Witch- 'Extermination Day’ (Sinister History 1978, demo)
Mówiąc o latach 70 nie można nie wspomnieć o Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu, która wówczas próbowała się przedrzeć przez punkową anarchię. Jedynymi zespołami z tego nurtu, którym udało się przebić i zdobyć światową sławę są Iron Maiden i Saxon (no może jeszcze Venom, ale zalicza się ich do NWOBHM bardziej ze względu na to, że został w tym czasie założony). Niestety wiele zespołów Brytyjskiej Fali albo się dawno temu rozpadła, albo bardzo nieregularnie wydaje swoje płyty i wciąż tkwią w muzycznym podziemiu. Jednym z takich zespołów jest Angel Witch, który według mnie jest jednym z najlepszych zespołów tego okresu. Ich utworem, który zasługuje na szczególną uwagę jest ,Extermination Day’ z ich demówki ,Sinister History’ Zaczyna się od nieśmiałego postukiwania perkusji, po czym wchodzi monstrualnie ciężki riff rodem z Black Sabbath połączony z punkową energią, która nie ustaje do samego końca. Genialna jest również solo Kevina Heybourne’a, który pełni w zespole również funkcję wokalisty oraz jest jedynym stałym członkiem grupy. Osobiście dziwię się, że ,Extermination Day’ nie ukazał się na debiutanckim longplayu zespołu wydanego dwa lata później, był to najmocniejszy element tego dema. Na szczęście w dalszym ciągu przewija się w secie koncertowym, co można usłyszeć na albumach koncertowych oraz zobaczyć na amatorskich nagraniach. Według mnie to jeden z najbardziej diabolicznych kawałków końca lat 70 dorównujący kroku nawet wczesnemu Venomowi.
