Kim Kelly z „The Quietus”przeprowadziła obszerny wywiad z Nergalem. Kilka najciekawszych kwestii, jak zwykle zresztą szczerych i bezpośrednich (jak przystało na Darskiego), możecie przeczytać poniżej.
O najnowszym albumie, „The Satanist”:
Prawdopodobnie codziennie gadasz z artystami, którzy mówią, „Tak, ten album jest naszym najlepszym, itp.”. Jestem więc szczęśliwy, że będę oryginalny i powiem- nie, to nie jest nasz najlepszy album, bo nie mi to oceniać. Niektórzy ludzie lubią „Demigod” ponad wszystko, inni mówią, że to „Evangelion” było naszym najlepszym dziełem, ale ludzie mają swoje własne opinie. Dla mnie zasadniczą kwestią jest, że „The Satanist” jest najbardziej szczerym albumem, który kiedykolwiek stworzyliśmy. To bardzo organiczny i naturalny krążek pod wieloma względami, a na dodatek jest strasznie niebezpieczny. To prawdopodobnie płyta, z której jesteśmy najbardziej usatysfakcjonowani. Może to być oksymoron czy cokolwiek, ale rozmawiasz właśnie ze szczęśliwym artystą! To wspaniały krążek. Kocham go. To nie arogancja, to pasja i miłość do tego, co sam stworzyłem i pełna akceptacja tego, kim jesteśmy w swojej naturze.
Jak „The Satanist” ma się do innym albumów z nurtu ekstremalnego metalu:
Różne czynniki, które tworzą ten album są od siebie bardzo różne. Mam też jednocześnie nadzieje, że tym, co odróżnia nasze nowe dzieło od większości ekstremalnych albumów dostępnym w tych czasach w sklepie jest to, że większość muzyki oferowanej przez zespoły z gatunku ekstremalnego metalu wcale nie są ekstremalne. Paradoksem jest, że przeciętny ekstremalny metalowy zespół w tych czasach jest jedynie kolejną przyjazną kapelą, co aktualnie strasznie mnie wkurza, ponieważ nie tak powinien wyglądać ekstremalny metal- black metal, death metal. To jest powód, dla którego tego nie słucham.
Jeśli chcę posłuchać ekstremalnego metalu, sięgam do niszy gatunku, gdzie zespołu się nie pierdolą, ponieważ pieniądze i biznes nie są w to zaangażowane, nie ma kompromisu. Jestem bardzo zainspirowany zespołami, które się nie pierdolą, więc możesz nazwać „The Satanist” albumem, który „się nie pierdoli”! To, czego brakuje mi w tych wszystkich „ekstremalnych” kapelach to ten niebezpieczny czynnik. Próbują oni być z każdym przyjaciółmi, grają blasty w każdym miejscu, granie blastów przez 45 minut to głupota, to nudne.
„The Satanist” jest dynamiczny, to bardzo zróżnicowany krążek. Z jednej strony możesz powiedzieć, że jest to totalnie najbardziej złowieszczy album, jaki kiedykolwiek wydaliśmy, ale w tym samym czasie flirtuje on z różnymi gatunkami. Jest pełno tradycyjnych rzeczy, które wchodzą w jego skład. Jest klasyczny hard rock, możesz go usłyszeć w gitarach prowadzących lub w niektórych riffach. To nie jest typowy death metalowy album. Lubię myśleć o tej płycie jak o czymś bardzo unikatowym.
Więc, z jednej strony tak, jesteśmy częścią gatunku, jesteśmy integralną częścią black metalowej tradycji i wiemy skąd pochodzimy, mamy bardzo duży szacunek do naszych korzeni, ale z drugiej strony jest coś więcej niż tylko to.
www.youtube.com/watch?v=yosDDDAmE2g
Nergal wypowiada się też o 5-miesięcznej walce z białaczką, którą przezwyciężył w styczniu 2011r., po przeszczepieniu szpiku kostnego.
Dosłownie przezwyciężyłem śmierć. Pokonałem ją i jestem szczęśliwy mogąc śpiewać o tym, co inne zespoły mogą sobie jedynie wyobrażać. Dla nich jest to tylko spekulacja, lecz byłem tam i doświadczyłem śmierci, mam nadzieję, że w najbliższym czasie nie będę musiał znów tego przeżywać. Ale- na pewno chciałem podzielić się tą energią na nowej płycie, bo to bardzo szczere. Nie ma tam żadnego chrzanienia. Nie zrozum mnie źle, nie mówię że inne zespoły chrzanią- możesz być poetą bez ukończenia uniwersytetu. Cały koncept „The Satanist” polega na połączeniu tych wszystkich przeciwstawnych wartości, które dla mnie tworzą spójny obraz i mogą ze sobą współżyć. Zapytasz mnie, czy adoruję śmierć – teraz jest dla mnie oczywiste, że tak, ponieważ tak bardzo, jak adoruję śmierć, tak bardzo doceniam i czczę życie – jedno nie może istnieć bez drugiego. Nie będę adorował śmierci po to, aby po prostu wzmocnić mój black metalowy wizerunek.
Mam nadzieję, że zebrałem dużo doświadczenia i zasiałem je w muzykę, tworząc Behemotha bardziej szczerym. Moje całe doświadczenie uczyniło mnie jeszcze bardziej otwartym w stosunku do świata. Możemy używać wymyślonych imion, masek i innych takich rzeczy, ale w jakiś sposób doprowadziło to do uczucia, że nie mam już nic do ukrycia. Nawet z całą tą garderobą i wizerunkiem wokół zespołu, który jest złowieszczy, straszny i zły, z pewnością stoimy za tym, co reprezentujemy, ale dla mnie nie ma sprzeczności między wejściem na scenę i graniem ,Conquer All’, a mówieniem „To świetnie uczucie móc żyć!”.
O byciu celebrytą w Polsce:
Chcę wykroczyć poza gatunek heavy metalu. Wiem, ze są dzieciaki, które czuję się zmieszane, spoglądając na kolesia, który nosi makijaż, a następnie widzą go w jury „The Voice of Poland” czy w filmie „Ambassada”, w którym ostatnio zagrałem, będącym komedią o nazistach (grali to we wszystkich kinach, a ja byłem jedną z głównych postaci). Mogą być zdezorientowane, ale to jest mój cel, mącenie ludziom w głowach. Jeśli chcą mnie zdefiniować i mieć mnie wyłącznie dla siebie, mogą spać spokojnie, bo nigdy im się to nie uda. Nie dam się zdefiniować. Wierzę w fakt, że istoty ludzkie są bardzo złożonymi indywidualistami. Fakt, że jestem heavy metalowym muzykiem nie czyni mnie tylko nim. Podążam daną ścieżką, a jednocześnie jestem poza nią. Przebywam w kilku różnych wymiarach, niektóre z nich mogą ci się wydawać dziwne, niektóre mogą wykluczać inne, ale nie w moim przypadku. Dla mnie tworzą one pełen obraz złożoności, którą tworzy dwoistość mojej natury.
