To już czwarte, coroczne wydarzenie odbywające się pod szyldem „Randy Rhoads Remembered: A Celebration For A Guitar Legend”, podczas którego muzycy upamiętniają legendarnego gitarzystę, który przedwcześnie, bo zaledwie w wieku 25 lat, tragicznie odszedł z tego świata. W tegorocznym koncercie 19 stycznia w Yost Theatre w Santa Ana w Kaliforni, swój hołd muzykowi złożyli między innymi muzycy: Brian Tichy (Whitesnake, Ozzy Osbourne), Rudy Sarzo (Quiet Riot, Ozzy Osbourne), Richie Faulkner (Judas Priest), Scotti Hill (Skid Row), Micheal Sweet (Stryper), Ozz Fox (Stryper) i Marzi Montazeri (Philip H. Anselmo & The Illegals). Kilka fanowskich nagrań z tego wydarzenia, możecie obejrzeć poniżej.
Warto dodać, że samym pomysłodawcą i twórcą wspomnianej gali jest właśnie perkusista i założyciel zespołu Whitesnake – Brian Tichy, który na temat Randiego wypowiada się w następujący sposób:
Kocham Randy Rhoadsa! Pojawił się w moim życiu w tym samym momencie, kiedy uczyłem się grać na gitarze w 1980. Sprawił, że chciałem nauczyć się każdej nuty, jaką zagrał. Byłem już co prawda perkusistą, ale gitara była tam obecna razem z perkusją, a cała inspiracja spłynęła od Rhoadsa grającego na „Blizzard of Ozz”. Nie wiedziałem co robiłem, ale bardzo chciałem grać jak Randy Rhoads.
Do dziś Randy Rhoads pozostaje inspiracją i wyzwaniem dla wielu muzyków. Bez wątpienia należy przyznać, że bez względu na to, jak krótko żył, pozostawił w muzycznym świecie ewidentny i nieskazitelny odcisk. Jednym z jego najlepszych przyjaciół był oczywiście Ozzy Osbourne, który tragiczną śmierć przeżył bardzo ciężko i trudno ukryć, że do dziś Randy Rhoads znaczy dla niego bardzo wiele, niekiedy wciąż wzbudzając łzy. Ozzy Osbourne w sposób szczególny wspomina to wydarzenie w swojej autobiografii „I am Ozzy”, skąd możemy dowiedzieć się jeszcze o małej sprzeczce Ozziego z Randym, poprzedzającą tragiczne wydarzenie.
Oto oficjalne oświadczenie Ozziego:
Około 9 rano, w piątek, 19 marca 1982 roku, zostałem zbudzony ze snu przez głośną eksplozję. Natychmiast pomyślałem, że uderzyliśmy w pojazd na drodze. Zszedłem z łózka krzycząc do mojej narzeczonej Sharon: „Wychodź z autobusu.”. W międzyczasie ona krzyczała do wszystkich innych, żeby opuścili autobus. Po wydostaniu się na zewnątrz, zobaczyłem rozbity samolot. W tamtej chwili nie wiedziałem kto był w samolocie. Kiedy dowiedzieliśmy się, że to nasi ludzie byli w tym samolocie, było niemożliwe oczekiwać jakiegoś wsparcia. Minęło pół godziny, zanim ktokolwiek przybył. Przyjechała mała pompa strażacka, która wylała trzy galony wody na wrak. Poprosiliśmy o dalsze wsparcie, choćby telefon ale nie otrzymaliśmy niczego. W ostateczności znaleźliśmy w końcu telefon, a Sharon zadzwoniła do swojego ojca.
