O tym, jak wiele obowiązków wziął na siebie basista Metalliki, przeczytaliście już w pierwszej części wywiadu z muzykiem, udzielonym specjalnie dla magazynu „So What!”. W drugiej jego części rozmowa podążyła w innym kierunku. Muzyk opowiadał o przygodach na trasach koncertowych oraz obecnej relacji z członkami Metalliki. Ostatni odcinek jaki prezentujemy mówi o filmie, w którego realizację zaangażował się Rob Trujillo. Basista opowie o swoim wkładzie artystycznym i finansowym w projekt dotyczący Jaco Pastoriusa. Dowiecie się dlaczego to przedsięwzięcie było dla niego tak bardzo istotne, jacy jeszcze wybitni artyście wzięli w nim udział oraz na czym polegało wsparcie kosmosu w tworzeniu tego dokumentu. Zapraszamy do lektury!
Pomówmy o filmie na temat Jaco. Myślę, że ludzie wiedzą czemu zaangażowałeś się w ten projekt. Ale kiedy zaczynałeś pracę nad przedsięwzięciem, towarzyszył ci naiwny entuzjazm?
O tak. Ale przed tym w roku 1979 miałem przyjemność zobaczyć Jaco Pastoriusa na żywo w Santa Monica Civic Auditorium. To na wiele sposobów zmieniło moje życie; to było dla mnie coś takiego, jak dla innych zobaczenie na scenie Hendrixa, albo kogoś równie ważnego. Miał niesamowitą prezencję na scenie, tańczył i grał tak funkowo, jak tylko można to sobie wyobrazić, był po prostu genialny! Mielił i rwał struny zupełnie jak Cliff Burton. Zawsze uważałem, że między nimi istnieje jakiś rodzaj interesującego powiązania. Kiedy oglądałem ten występ, miałem jakieś 14 lat, potem byłem świadkiem jego koncertów jeszcze trzy razy. Doszedłem do wniosku, że ten człowiek ma ogromny wpływ na muzykę na całym świecie, to było coś. To zainspirowało mnie do pisania muzyki. Mniej więcej dzięki temu powstało Infectious Grooves. Kapela była zainspirowana Jaco Pastoriusem, Jamesem Brownem, Cameo oraz Slayerem. Wiesz co mam na myśli? Mieszanka tylu gatunków oznaczała eksperyment, dzięki któremu mieliśmy mnóstwo zabawy.
Ale wróćmy do Jaco. Spotkałem Johnny’ego (syn Jaco) w 1996 roku w Fort Lauderdale za sprawą naszego wspólnego znajomego. Dogadaliśmy się natychmiast. Był akurat fanem Suicidal Tendencies oraz Infectious Grooves, a ja oczywiście byłem fanem jego ojca, to stworzyło między nami więź. Powiedziałem mu, że powinien kiedyś zrobić film o swoim tacie, ponieważ to ważna historia i jest wielu muzyków poza jazzmanami, którzy inspirują się Jaco. Są to ludzie grający rocka, punk i wielu innych. I tak to się właśnie zaczęło. Potem otrzymałem telefon od Johnny’ego, który powiedział: „Hej, robimy ten dokument, chcemy z tobą pogadać.”. Dwa lata później dostałem kolejny telefon, w którym dowiedziałem się, że film właśnie się tworzy w swoim tempie.
Więc, Johnny przyszedł na koncert Metalliki, przyprowadził gościa – Boba Bobbinga, który miał około 64 lat, rok więcej niż Jaco, tak mi się wydaje. W tym czasie Bob kierował projektem, był przyjacielem Jaco. Był zmieciony wpływem Metalliki na publiczność i wszystkim, co zobaczył podczas naszego występu. Oprócz tego stwierdził, że to wspaniale, że basista Metalliki jest ogromnym fanem Jaco! Zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi. Dlatego, razem z Johnny’m zabiegali o mój udział w projekcie.
Zauważmy coś, co jest tutaj istotne. To oczywiste, że nie zostałeś zaproszony do projektu tylko ze względu na altruizm i przyjaźń twórców. Myślę, że oni, szczególnie Bob, zdawali sobie sprawę, że twój udział pomoże nagłośnić film!
Tak, zdecydowanie to też był powód. Tak czy inaczej zdecydowaliśmy się na współpracę i rozpoczęła się podróż. Jej pierwsza faza. To było wspaniałe, rozmawiać z Carlosem Santaną czy Flea. Potem dotarliśmy do Iana Huntera. Wtedy zdecydowałem, że naprawdę zaangażuję się w projekt, produkcję oraz pomogę finansowo.
Dlaczego nie wyjaśnisz ludziom co to znaczy? Co znaczy obudzić się w swoim łóżku i powiedzieć „To jest facet, którego naprawdę kocham, kocham jego historię, chcę być zaangażowany w tworzenie filmu o nim, pieprzyć to, sfinansuję projekt!” – jak to nazwiesz?
Wiesz co to jest? Powiem ci co to jest. To się nazywa pasja. Kieruje mną pasja pochodząca z serca. Nie myślę o pieniądzach. Nigdy nie myślałem. „O tak, zarobię kupę złota robiąc to, to i to. To zaowocuje dużymi profitami”. Jest milion innych rzeczy, w które mógłbym zainwestować i zyskać o wiele więcej niż z tego filmu. Ale najdziwniejsza rzecz w tym wszystkim to fakt, że angażujesz się w to, a dopiero później zaczynasz myśleć: „To super zabawa! To co robimy ma moc, jestem podekscytowany! Niech ta podróż trwa!”. I to oznacza, że już naprawdę jesteś częścią tego. Masz rachunki do zapłacenia. Masz żonę i dzieci. Większość filmów nie jest finansowana przez jedną osobę. Zazwyczaj angażują się w to profesjonalni inwestorzy. Nic o tym nie wiedziałem, po prostu zasponsorowałem budżet na ten film. Nauczyłem się jednak, że istnieje wiele ograniczeń w takim działaniu.
Pozwól, że spytam. Na samym początku jaki koszt filmu przewidywałeś?
To jak budowanie domu. Zawsze masz jakąś liczbę w głowie.
Więc, powiesz jaka to była liczba? Twoje naiwne założenia?
Naiwne założyłem, że będzie to około pół miliona dolarów, czyli bardzo dużo pieniędzy. Ale realna liczba, żeby zrobić dobry film, ze wszystkimi bajerami, musieliśmy wydać około miliona dolarów. Kiedy starasz się zrobić film, to wszystko wchodzi na poziom emocjonalny i artystyczny, wypośrodkowanie tego zajmuje trochę czasu. Nie idziesz, nie składasz filmu i już. Masz też rodzinę i ich oczekiwania wobec projektu, co jest dla mnie bardzo ważne. Zależy mi, żeby wywiązała się między nami więź, tutaj Johnny Pastorius był moim partnerem w tej podróży. Dlatego był bardzo zaangażowany. Jednym z punktów tej wycieczki było poczucie, ze otaczają cię różni partnerzy, bracia, z którymi łączy cię więź.
Myślę, że Paul Marchand i Roger de Giacomi byli twoimi totemami podczas tego doświadczenia.
Tak, byli. Roger zdecydowanie był totemem. To ktoś o ogromnym doświadczeniu i zawsze mogłem liczyć na jego rady kiedy gubiłem się w tym całym projekcie. Zawsze służył radą i wsparciem. Tak samo Armand i Paul Marchand, nasz dyrektor, anioł, który mi zaufał. Ja też dałem mu duży kredyt zaufania, ponieważ zajmował się tym już pięć lat. Obudził ten film do życia i bez niego nie udałoby mi się go zrobić.
(W tym momencie do pomieszczenia wchodzi Jeff Bass, asystent Roberta w towarzystwie Larsa )
Lars Ulrich:
Co jeeeeeeest kuuuuurwaaaaaaaaaaaa??!! (To powitanie)
Robert Trujillo:
Co jest stary?
Więc był moment, że w projekcie byłem sam z Rogerem. Zaangażowaliśmy Johnny’ego w mixy, ale to Roger pomógł mi w tym trudnym czasie. Nie chciałem tylko tego prowizorycznie poskładać. Chciałem, żeby to miało głębie. Zawsze wolałem się angażować w sytuacje.
Więc uważasz, że w którymś momencie się od tego oddaliłeś?
Nie wiem. W moim sercu zawsze nie czuję się w porządku. Ale to musi wynikać z masy krytyki jaka na mnie spływa.
(W tym momencie James wsadza głowę do pokoju i mówi „dzień dobry” po czym dyskutuje o triumfie drużyny Giants)
Ok, wróćmy do sedna. Wiem, że weszliśmy za mocno w te wszystkie polityczne sprawy, ale naprawdę czuję, patrząc na to, że z jednej strony zostałeś wyciśnięty politycznie w sposób, którego mogłeś uniknąć.
(Rob potrąca przez przypadek głowę Larsa)
Robert Trujillo:
Oh, sorry stary.
Lars Ulrich:
Przeszkadzam ci w czymś?
Może wyjdźmy na zewnątrz.
A pada deszcz?
Nie wiem stary, przecież siedzę z tobą tutaj cały czas do cholery!!!
Robert Trujillo:
Ok, idźmy tam.
Lars Ulrich:
Nie, nie, nie musicie!
Wszystko w porządku, dzięki.
(Siedząc na zewnątrz – nie pada!)
Nadal mamy trochę szczypania z projektem, ale zbliżamy się już do końca. Widzę zakończenie tego wszystkiego na każdym poziomie. Bardzo dużo się wydarzyło przez ostatni rok. Pojawiła się Joni Mitchell. Nikt się tego nie spodziewał. Pojawił się też Jerry Jemmott.
Jak mam to rozegrać najbardziej dyplomatycznie? Odkryłeś nową drogę, zdałeś sobie sprawę, że nie musisz pokonywać wielkich gór. Istnieje wolna droga, która poprowadzi cię tam, gdzie chcesz.
Tak, myślę, że to kombinacja wielu czynników. Jest tradycyjny sposób na osiąganie czegoś, jest szczęście i jest coś jakby Jaco patrzył z góry i myślał „Przyprowadzę ci Joni”, albo „Przyprowadzę ci Jerry’ego Jemmotta”. Ponieważ oni byli jak enigmy człowieku. Nikt nie wiedział co się działo z Joni. Były tylko plotki o jej zdrowiu.
I wtedy do niej pojechałeś.
I kiedy się spotkaliśmy powiedziała, że z jej zdrowiem wszystko w porządku, rozstawaliśmy się będąc przyjaciółmi! Dwa lata wcześniej, była dla mnie tajemnicą. Potem Jerry Jemmott, który był ulubionym basistą Jaco przyjechał do Alabamy. Nikt nie wiedział czy on w ogóle jeszcze żyje. Wszystkie te nagłe kroki wykonał dwie mile ode mnie w Los Ageles z powodów rodzinnych. I oto jest! Czułem się jak „Żartujesz? To się dzieje naprawdę?”. Dlatego dzisiaj patrzę wstecz i myślę o tych wszystkich przeszkodach, jakie napotkaliśmy po drodze, kiedy myśleliśmy, że zbliżamy się do końca, teraz to wszystko nabrało sensu. Wszystko ma swój sens i naprawdę nie potrafię wyjaśnić jak działa kosmos, ale czuję, że gwiazdy sprawiły, że w wieku 50 lat zrealizowałem film o Jaco z taką energią na jaką zasłużył. Pamiętam, kiedy projekt ruszał, powiedziałem „Co jeśli to potrwa do mojej pięćdziesiątki? Nie mogę. To się nie uda!”. Ale się udało i teraz o tym rozmawiamy.
Film ujawnia całą prawdę i szacunek rodziny wobec jego dziedzictwa. Nie ukazałeś go jako kogoś pomylonego i nigdy nie pełniłeś roli wybielacza jego osoby. Pomówmy jak trudno było podążyć tą drogą, w szczególności, ze Johnny bez względu na to jak był rzetelny, to nadal jego syn.
To było wyzwanie, bo dla rodziny też są dwie strony tego wszystkiego. Jedna to oczywiście silna więź z ojcem i to żeby sportretować go jak najlepiej, ale oni także rozumieli, że jest druga strona – afektywna choroba dwubiegunowa. Co też mogło nadać mu pozytywnych cech. Widzisz osobę cierpiącą na takie schorzenie, która występuje publicznie i jest ciągle oceniana. Bardzo często źle oceniana. Wielu z tych ludzi było wyjątkowych. To był powód dla tego co się stało i ja nauczyłem się lepiej to rozumieć. W sytuacji Jaco musimy powiedzieć, że był wyjątkowym geniuszem. To sztuka umieć funkcjonować prawidłowo z taką chorobą i łączyć to jeszcze z błyskotliwością muzyczną, dobrą naturą i pozytywnymi aspektami jego osobowości. Wszyscy znali historię Jaco i było w niej wiele momentów, które pozwoliły zrozumieć np. jego poczucie humoru. Posiadał umiejętności, które pozwoliły mu stać się kompozytorem, basistą, pionierem pewnego stylu gry, ale poza tym wszystkim miał też ogromny zapas pozytywnej energii, która czyniła go dobrym przyjacielem. Dobrym człowiekiem. Humor. Zawsze myślał pozytywnie, nawet w najmroczniejszych sytuacjach. Humor pozwalał mu przez to przejść. Jest bardzo wiele stron osobowości tego człowieka, które próbowaliśmy pokazać w filmie i to było wyzwanie, ponieważ możesz obrać jeden kierunek i zabrnąć tak daleko, że każdy skręt będzie odebrany dużo bardziej negatywnie.
Jedna z rzeczy, którą kocham w tym filmie to to że prezentuje inne perspektywy życia człowieka. Nie jedną, twardą ścieżkę, wszystko jest zbadane i zostajemy z pełnowymiarowymi informacjami a nie jednym punktem widzenia.
Tak, pracowaliśmy bardzo ciężko, żeby utrzymać tę wielkowymiarowość. Jaco miał tę właściwość, że ludzie chcieli mu pomagać. I było w nim coś takiego, co zobaczył i uwierzył w rzeczy, w które inni nie mogli. Teraz wyobraź sobie ludzi dzielących się tą informacją, ich historie w filmie wskazują, że to dobrzy przyjaciele Jaco, więc nie plotą bzdur w żaden sposób. Wyrażają prawdę o więzi z Jaco i dzielą się osobistymi przeżyciami. My tylko byliśmy ich przewodnikami.
To był bardzo dobry sposób działania, doskonale się sprawdził. Jest coś jeszcze o czym chciałem pomówić. Coś o czym ludzie powinni wiedzieć w sprawie filmu. Musisz unikać czegoś, co można nazwać pułapką widowni: Wspaniały muzyk, jakim był Jaco. Myślę, że dużo ludzi nie jest zdziwionych słuchając niekończących się pokładów jego muzyki. Tobie udało się soundtrackiem, namalować intrygę, interesujący i zabawny słuchowy obraz bez zbędnego przesytu. Udało ci się zainteresować filmem, który oprowadzi widza po muzycznym dorobku Jaco, ale też poza nim. Uczyniłeś ten film podróżą człowieka przez Miami Cuban funky. Jest tam wspaniały cytat mówiący o Florydzie, który brzmi: „Nowy Jork jest bardzo linearny i jazzowy, ale jeśli teraz naprawdę chcesz oszaleć, poczuć się wolnym, jedź na Florydę.”. Nie wiedziałem o tym.
No tak, na Florydzie nie ma żadnych zasad ani restrykcji, jeśli chodzi o to, co chcesz grać. Na Florydzie masz doskonałą muzykę country, masz jazz, muzykę z wysp, dużo reggae, ale też kubańskie rytmy. Muzyka jest tam bardzo rozmaita. Oczywiście rock n’ roll jest bardzo ważny i soul także. Floryda lubi wyspy i muzykę, która stamtąd pochodzi. To jest jak huragan, huragan muzyki, która łączy się z kosmosem. Idąc tą drogą, jest tu także trochę metalowych zespołów jak Decide. I tak jak powiedziałeś, Nowy Jork jest bardziej skupiony na jazzie.
To była świadoma decyzja: „Nie , nie włączę do soundtracku samych utworów Jaco”?
Kierowała mną wiadomość od Jaco. Powiedział to bardzo dawno temu, że ta muzyka jest dla wszystkich. I wielu z hardkorowych fanów Jaco, którzy mieli obsesję na jego punkcie nie zrozumiało wiadomości, jaką on próbował przekazać. Dlatego, kiedy słuchasz jego albumów nie słuchasz rocka, jazzu, funku. Masz tam jazz, ale jednocześnie słyszysz „Come On, Come Over”, która jest według mnie bardzo zaraźliwa. To funk. Za każdym razem, kiedy gram ją komuś, nawet tym, którzy jej nigdy nie słyszeli, kochają ją.
Chodzi mi o to, że Jaco mógł stworzyć czysty album jak Sly & the Family Stone, albo James Brown i zdobyć uznanie krytyków, pozostać w tym stylu. Albo mógł stworzyć inny album, zupełnie progresywny. Stworzył album Iana Huntera, był rockowy. On ma wiele twarzy. Tak poza tym, fakt, że w filmie pojawia się Ian Hunter to skarb. Dużo osób nie ma pojęcia, że Jaco Pastorius nie tylko grał na płycie Huntera „All American Alien Boy”, ale także pomagał mu w aranżacjach oraz produkcji. Kiedy dołączył do Weather Report, przestał być ich producentem, ponieważ miał wpływ na wszystkie sytuacje. Z Joni Mitchell to samo. Zaangażował się, cieszył współpracą i zmienił oblicze i styl jej muzyki.
Są w filmie także bardzo klarowne, zabawne i ciepłe momenty ujęć z dziećmi Jaco, kiedy byli młodzi. To rzuca bardzo pozytywne światło na Jaco, tak samo jak w przypadku filmu Control Antona Corbijna o Ianie Curtisie; Curtis uchodził za depresyjnego, a Anton chciał rozświetlić trochę jego postać wśród tego całego smutku.
To było najważniejsze dla Mary Pastorius, zwrócić uwagę na Jaco nie tylko jako kompozytora, ale też na jego osobowość, historię. Jego pozytywne cechy, kiedy wszystko jeszcze było w porządku.
Stworzyłeś kilka pięknych, zabawnych migawek z jego udziałem.
Jest tu wiele pozytywnych, niesamowitych skarbów, które zebraliśmy ostatnimi laty. Pokazuje to, że każde sześć miesięcy mogło być błogosławione. Dlatego czasami mówię, że Jaco nas w jakiś sposób przez to wszystko prowadził. Z jednej strony, gdy zaangażowało się Sony, ponieważ wykorzystywaliśmy soundtrack pochodzący z zasobów tej wytwórni, powiedzieli, że mają ujęcia z Havany i Kuby. I to było coś jak: „Co? Żartujesz sobie?”. Powiedzieli też, że mają fotografie z pierwszej sesji nagraniowej Jaco, kiedy pracował nad swoim pierwszym albumem, nie były wcześniej publikowane, a my mogliśmy ich użyć. Potem Michael Kurtz, pomysłodawca Record Store Day powiedział, że ma nagrania z czasów, kiedy Jaco miał 17 lat. Widział go w Północnej Karolinie, kiedy grał z Weather Report, to była jego pierwsza trasa koncertowa. Ian Hunter miał nagrania ze wspólnej pracy w studio z Jaco, oglądanie tego było niesamowite. Widzieć jak te rolki filmu ożywają, a wcześniej leżały i kurzyły się w piwnicach – to było magiczne. Wracając do Joni Mitchell, kilka miesięcy temu została częścią przedsięwzięcia. Dla mnie to było, jak znalezienie brakującego elementu, o którym nawet nie mieliśmy pojęcia, ukryty skarb, który musiał być odnaleziony. I to wszystko zaprowadziło nas do punktu, w którym jesteśmy. Teraz kiedy już zdobyliśmy ten cały materiał, musieliśmy nim dobrze zagospodarować, ponieważ czas był ograniczony. Historia Jaco mogłaby trwać przez dziewięć dwugodzinnych filmów. Ale my zrobiliśmy jeden film.
To gospodarowanie wyszło doskonale. Film jest pod tym względem podobny do produkcji o Lemmym. Nie zaczęliście od chęci stworzenia kompletnej biografii, ponieważ przez sposób życia Jaco byłaby niekompletna o kolejny tydzień pracy!
To kolejna interesująca rzecz o Jaco – mógłby umówić się z Lemmym. Zdecydowanie. Jego osobowość mogłaby się zgrać z osobowością Lemmy’ego. Albo Ozzy’ego. On właśnie taki był, wibrujący. Dzwonił czasem do Stinga.
Tak, Sting był wybitną częścią filmu, to było super.
To pozwoliło nam pokazać szalony szacunek dla Stinga. Ale on był showmanem, mógł być Muhammadem Alim jeśli tylko byłaby taka potrzeba.
Pomówmy jeszcze o Paulu Marchandzie.
Chciałbym na wstępie powiedzieć, że wszyscy, którzy byli ze mną podczas tej podróży, w moim przekonaniu sprawili, że była ona bardziej intensywna i byli oni zjednoczeni, skupieni i zrobili wiele wspaniałych rzeczy. To nie było perfekcyjne dla nikogo z nas. Jesteśmy tylko ludźmi, robimy wszystko, co w naszej mocy, każda indywidualność odegrała swoją pozytywną rolę w tym projekcie. Paul był bardzo zaangażowany i pełen pasji. Poświęcał się bardzo, ale nie zawsze podążał za komercjalnym rynkiem, żeby być częścią projektów takich jak „Big River Man”, „Good Hair With Chris Rock”. Podejmował się tych wszystkich kreatywnych rzeczy i stawał się ich częścią, angażując się prawie do szaleństwa. Bardzo często ja też starałem się być wsparciem dla niego, wtedy brałem głęboki wdech, ponieważ też czułem presję.
Pracował w twoim domu w Venice, żeby złożyć to wszystko do kupy?
O tak. W tym czasie, kiedy robiliśmy film, przeszedł długą drogę. Nie miał pojęcia o serfowaniu, a teraz jest na poziomie średniozaawansowanym. Jedną z pozytywnych rzeczy, które osiągnął to nauczenie się nowego sportu, połączył się z naturą poprzez ocean i serfowanie, a to wszystko zaczęło się w Venice Beach. Dlatego teraz mamy wiele wspólnego, spotykamy się w wodzie! To bardzo pozytywne i ma moc terapeutyczną.
Więc faktycznie zmiany w filmie zostały omówione, kiedy wokół kołysały się fale.
O tak! Kiedy łapaliśmy fale uzupełnialiśmy paliwo i zmywaliśmy się na fantastyczną przejażdżkę.
To wspaniały obrazek.
Myślę, że to był dla nas specjalny moment tej podróży. Jest wielkim filmowcem, który naprawdę się angażuje dla sztuki i ma w sobie duże pokłady pasji. Nasze głowy były pełne kreatywności.
To ważne.
Mieliśmy pełne głowy cały czas. Czasami próbowałem przygotować się do poproszenia go, żeby czegoś spróbować, coś zmienić, albo przywrócić. Wiem, że jest nieugięty odkąd zajmuje się filmami. Mieliśmy kilka trudnych sytuacji, ale zawsze sobie z nimi radziliśmy i było dobrze.
Twoje korzenie mają wpływ na jakość filmu. To bardzo istotne w osiągnięciu wspólnego celu.
To prawda. Kolejna rzecz to oczywisty fakt, że jest kreatywnym artystą. Ma swoją wizję i wierzę, że moja więź z Paulem wymaga szacunku. Ja musiałem go szanować, rodzina Pastoriusa musiała, ponieważ on także był wielkim pasjonatem. Przejmował się Jaco, przejmował się sztuką, którą produkował i którą prezentował na ekranie. Chciałem, żeby był szczęśliwy. Chciałem żeby czuł się w pełni zaangażowany, a nie tylko zatrudniony. Poświęcał się bardzo dla tego projektu, był ważną jego częścią.
To kiedy projekt będzie gotowy?
Chcemy zrealizować soundtrack przed latem, w okolicach czerwca, a realizacją filmu zająć się potem. Jesteśmy teraz zapraszani na liczne festiwale, a my chcielibyśmy skupić się na skończeniu filmu.
Wykończysz się.
Tak jak już mówiłem, to był wspaniały plan dotyczący tego czego mogliśmy dokonać w przyszłości, absolutnie.
![Robert Trujillo o udziale w realizacji filmu o swoim idolu, Jaco Pastoriusie [So What! vol. 21 4/2014]](https://deathmagnetic.pl/wp-content/uploads/2015/05/Rob-Trujillo-i-Jaco-Pastorius.jpg)

