Niedawno informowaliśmy o godzinnym wywiadzie z Jasonem Newstedem, przeprowadzonym przez ScuzzTV. Wklejaliśmy już fragmenty o okolicznościach odejścia z zespołu, a także trudach nagrywania …and Justice For All. Dzisiaj specjalnie dla Was mamy przetłumaczony pełny wywiad. Jason dzieli się wieloma nieznanymi informacjami oraz faktami z życia. Opowiada również o swoich pierwszych muzycznych inspiracjach oraz o roli w zespole. Jest to jeden z najbardziej szczegółowych wywiadów z nim.

Którzy muzycy zainspirowali Ciebie do sięgnięcia po gitarę basową?
Kiedy byłem młody, moich dwóch braci (5 i 8 lat starsi) mieli kolekcję płyt z różną muzyką. Znajdowały się tam rzeczy rockowe i cięższe brzmienia. Były to lata 70′, więc mieli tam na przykład Black Sabbath, ale w naszym domu leciał funk i blues. Kiedy byłem dzieckiem, nie zdając sobie z tego sprawy, byłem pod wpływem muzyki, gdzie dominował bas. Znałem Jackson 5, których uwielbiali wszyscy. Gdy dostałem pierwszą gitarę basową w wieku 13 lat, skupiłem się na płytach z kolekcji moich braci i starałem się nauczyć do nich grać (np. Jeff Beck). Większość tych utworów miała świetną linię basową i starałem się po trochu je ogarniać.
Gdy byłem w Junior High School (gimnazjum) brat przyniósł płytę Kiss. Byłem bardzo podekscytowany, jak większość, kreskówkowym imagem zespołu. Gene Simmons motywował mnie, aby stać się showmanem z basem i od tej pory brałem grę bardziej na poważnie.
Przejdźmy do pierwszego zespołu z którym jesteś kojarzony – Flotsam and Jetsam.
Zawsze zaczynałem na basie. Gdy miałem dziewięć lat grałem na gitarze, ale po półtora roku wyjąłem dwa środkowe klucze no i… miałem cztery. Zawsze chciałem być basistą. Obserwowałem styl gry Simmonsa. To pomogło mi grać różne rzeczy w Flostsam. Zawsze było trochę odskoczni do muzyki, którą pisałem. Zawsze w niej było trochę funku. W muzyce Newsted też jest dużo funku i groove’u.
Biorąc pod uwagę smutne okoliczności, jak określiłbyś atmosferę, gdy byłeś przesłuchiwany przez Metallikę?
Cliff to niesamowity człowiek, wyjątkowa osoba, moim zdaniem na równi z Hendrixem. Odszedł zbyt wcześnie i jego los zaczął moje przeznaczenie. Jest to dla mnie trudna pozycja. Było to surrelistyczne. Zacznijmy od tego, że Metallica jest moim ulubionym zespołem, więc perspektywa gry z nimi sprawiała, że kręciło mi się w głowie. Czyste szaleństwo. W pokoju i budynku panowała smutna atmosfera. Miało to miejsce 27 lub 28 dni po tym, jak Cliff zginął, a dwa tygodnie po rozrzuceniu jego prochów w północnej Karolinie. Tak właściwie, to grałem tam na jego wzmacniaczu. Panowała dziwna wibracja.
Pili przed snem i pili po przebudzeniu. On był da nich jak nauczyciel. Każdy zespół ma członka, który jest ponad całą resztę, lidera, kogoś uzdolnionego. Cliff był tym uzdolnionym. Nawet pośród Hammetta i Hetfielda, to on był nadal tym uzdolnionym. To było ciężkie przeżycie. Stracili kogoś w postaci mentora i nie obchodził ich nikt inny. Nie chcieli nikogo innego, stojącego na tamtym miejscu oprócz ich kumpla. A więc te wszystkie rzeczy dziejące się wokół… Chcieli by maszyna działała (…)Byli oddani temu, by coś osiągnąć i nadal istnieć. Wyobraź sobie to szaleństwo. Wybranie kogoś , a nawet ocena czy umie grać czy nie. A przyszło tam kilku (basistów), którzy potrafili grać.
W dzień przesłuchania byłem tam pierwszy, jeszcze przed nimi o 9 rano. Czekałem cały dzień, bo miałem zagrać ostatni. A więc czekałem i patrzyłem jak wchodzili goście z instrumentami. Patrzyłem przez szybę na reakcje Jamesa . Opowiem historię, którą większość już zna, ale jest bardzo szalona. Jeden koleś, nie wiem dokładnie skąd, ale gdzieś ze wschodniego wybrzeża, przeleciał Amerykę wzdłuż do Bay Area i spędził cały dzień w cholernym samolocie. Wziął ze sobą bas no i wchodzi: trzy kolorowe włosy itp. Patrzą na niego i mówią – next. Nawet nie zdążył się podłączyć. Przeleciał taki kawał drogi, nie spał, starał się nauczyć piosenek. Wchodzi, nawet się nie podłączył, a musi wyjść i wracać do domu. Działy się tam takie rzeczy. Było kilku, którzy grali dobrze, ale nie oddzwoniono do nich. Byłem zdziwiony, ale oczywiście zadowolony z takiego obrotu sprawy.
Halloween 31 października 1986 rok – zagrałem ostatni koncert z Flotsam . Wróciłem do Jetsam House, gdzie mieszkaliśmy i wszyscy już wiedzieli, że złożono mi propozycję gry z Metalliką, którą przyjąłem. Tego wieczoru wszyscy nosiliśmy czarne opaski, ku pamięci Cliffa. Spakowałem swoje rzeczy (…) Przebyłem drogę na szczyt bardzo szybko.
A więc zadzwonili do ciebie i zaproponowali byś grał z Metalliką. Wiem, że dali ci niezły wycisk na samym początku…
Jak patrzę wstecz, na te wszystkie rzeczy, to każdy ekskluzywny klub we wszechświecie ma coś takiego, jak znęcanie się na nowych członkach i okres próbny, by wiedzieć czy osoba, której zaproponowali członkostwo jest w stanie to przejść. Czy ktoś zostaje od tak kierownikiem, bo „O patrzcie ma fajną koszulę, więc się nada?”. Nie, musisz przejść przez to całe gówno, żeby dotrzeć do tego poziomu, nie mówiąc o kierownictwie w tym ekskluzywnym klubie. Mówimy o klubie, który okaże się największą heavy metalową bestią, która kiedykolwiek istniała i nawet w tamtym momencie wiedzieliśmy, że właśnie tym się stanie. To było przeznaczenie. Patrząc z perspektywy czasu, przemaglowałbym siebie dziesięć razy bardziej, niż oni mnie, by dostać się do tego klubu, by pozwolić małemu mnie z tamtych czasów, dołączyć do nich, którzy tyle do tej pory osiągnęli.
Mieli już „Master of Puppets”. Wystartowali w kosmos. Byli na swojej trajektorii, ja tylko pomogłem im ją utrzymać, dołączając w połowie. Musieli wiedzieć czy dam sobie radę. Myślę, że ten czas próbny był połączeniem ich poczucia dyskomfortu, w związku z tym, że nie wiedzieli jak sobie poradzić z żałobą. Tęskniąc za Cliffem, jego uwagami i wglądem w zespół, czyli umiejętności której nie posiadałem. Tymi ogólnymi sprawami w stylu, czy nowy sobie poradzi czy nie. I teraz musicie sobie zdać sprawę, że rzeczy niesione przez prasę mogą być plotkami, niosącymi sensację itp. O tym mówią ludzie.
Na przykład ta rzecz z Wasabi?
To prawda, to się zdarzyło, ale nie było tak źle. Z perspektywy czasu nie było tak źle. A było o wiele więcej zabawy, spełnienia, braterstwa, podbojów i poczucia niezniszczalności . A to wszystko trwało od 3 do 6 miesięcy, nim zostałem oficjalnie zaproszony do gry w Metallice, jako pełnoprawny członek w kwietniu 1987 roku. A więc przez 6 miesięcy pokazywałem, że jestem w stanie robić to co robię, to co najważniejsze na scenie. Oczywiście to wszystko się udało. Widzieli, że mogę to robić. Po tym, jak dołączyłem do zespołu całe to gnębienie zaczęło znikać. Czy byłem tym kolesiem, który to przeszedł? Tak, bo byłem nowy. Zawsze będę tym nowym i nowemu zawsze się obrywa. Teraz to fajne być Newstedem a nie kimś nowym. Wiem dlaczego w taki sposób się to odbyło. Gdyby odbyło się to w inny sposób, nie wytrwalibyśmy 15 lat razem. No wiesz to musiało się zdarzyć, byśmy mogli dominować.
Czy uważasz, że twój bas mógłby, a może powinien był być bardziej słyszalny na „…And Justice For All”?
Nie mam pojęcia, co tam się działo (podczas miksów). Uderzanie w ciemność i nic. Jest 1989 jesteśmy na trasie Monsters of Rock w lecie – Scorpions, Van Halen, Dokken, gramy drudzy i miażdżymy wszystkich. Nawet Van Halen przyznał, że skopaliśmy im dupska. Było zamieszanie, graliśmy 3-4 koncerty tygodniowo, prowadząc tego giganta po kraju. I w międzyczasie Lars i James starają się miksować, kończyć kawałki, ogarnąć okładkę, bla bla bla. Ja wciąż byłem tym kolesiem z zespołu, któremu wszystko wirowało.
Dwa dni zajęło mi nagranie basu. Dwa dni. Potem wróciłem do domu. Robiłem to jak za czasów Flotsam, bo tylko tak umiałem (…) Siadam z zastępcą inżyniera dźwięku do Justice, ustawiam wzmacniacz, na którym nagrywałem Doomsday i Garage Days, no i on odpala ścieżki i jedziemy. Przychodzę na drugi dzień, kolejne pięć piosenek. Koniec. Pakuję kurwa mój sprzęt sam i wracam do domu. Myślę, że wyjdzie tak samo jak za garażowych czasów. I nie wyszło. Moi kumple byli zajęci, pijani. Nie wspominając o inżynierach, których coś rozpraszało, by zrobić z tym coś konkretnego.
Nieważne, który kawałek przesłuchiwaliśmy, czy to był Redfang czy też… Jezu, kto miksował ten kawałek? Gitarzysta? Kto robił ten kawałek? No biorąc pod uwagę, że hi-hat jet głośniejszy, niż wokal, powiedziałbym, że perkusista. Wygląda na to, że w zespole jest tylko dwóch kolesi. No a kto miksował kawałki? Ci, których najlepiej słychać. Kirk i ja byliśmy poza miksami. Siedzieliśmy w hotelu, a Lars i James latali pomiędzy trasą (a studiem), by miksować.
Mówimy o 80 tysiącach ludzi na gigu. Czy byliście gotowi na szał jaki nastąpił po Czarnym Albumie?
Tak, uważam, że byliśmy gotowi. Metallica miała na swoim koncie tyle godzin na trasie, że nie było z tym problemów. Są cztery twarze, ciała, głosy itp., które tworzą Metallikę. To jednak tysiące fanów sprawia, że Metallica dalej żyje. Posiadanie tej samej ekipy przez lata sprawia. że możemy pokazać pełnię naszych możliwości. Jest tak ważne jak rozgrzewka gitarzysty przed solówką. To ważne mieć ludzi, którzy wiedzą, co się dzieje, by zagrać show, na który ludzie chcą wracać. To wszystko się złożyło na Czarny Album.
Nauczyłem się grać na basie, a nie grać na nim jakby to była gitara. Pisałem piosenkę na basie, a gitarzysta do tego grał i tak powstawał kawałek. To wszystko zaczęło się zgrywać i elementy orkiestry trafiały na właściwe miejsce. Jeśli spojrzysz na nagrania z About to Rock czy z Moskwy, zauważysz, że to był szczytowy okres tej kapeli. Koniec kropka
A Year and a Half in Metallica. Znalazłem tam kilka ciekawych rzeczy o tobie. Pisałeś, że robisz dla siebie kanapki, miałeś plany na przyszłość, które nie wyszły, a w szczególności widząc Larsa w białej skórze z frędzlami. Jak opisałbyś bycie na drugim końcu spektrum w tamtym czasie?
Zawsze było mi wygodnie we własnej skórze. Myślę, że trzymałem się gruntu. Będąc w stylu życia gwiazdy rocka myślę, że byłem jego przeciwstawną stroną. Teraz jesteśmy bliżej siebie. Zasadniczo zawsze byliśmy braćmi. Nauczył mnie wiele, ja go też wiele nauczyłem. Nie przyznałby się wtedy, ale teraz tak, bo myślę, że dorośliśmy. Dla mnie ważne było być prawdziwym i wielu ludzi to powtarzało. Kiedy jesteś w takiej sytuacji, ciągnie Cię w wielu kierunkach, aż głowa puchnie i w każdej minucie, kiedy ludzie klepią cię po plecach, staram twardo stać na ziemi. Wciąż jestem tym kolesiem z Michigan, któremu się poszczęściło.
Gram ostro na basie, mam dobry band i cały czas tak się czuję. Cieszę się z każdego dnia i cieszę się z tego co robię cały czas. Nie mówię o Metallice. Byłem w Metallice i będę jej częścią, nikt mi tego nie może odebrać. Czuję się najbardziej utytułowanym basistą na świecie, bo dali mi szansę zaistnieć i tego nie odpuszczę. Lars bardzo chciał być gwiazdą, to jego sprawa, ok. Nie mam nic przeciwko, ale czy chciałbym być na fotkach w białej skórze? O nie. Hehe, zrobiłem już to wcześniej, ale były to białe spodnie i to była tylko jedna sesja zdjęciowa. W tym czasie starałem się trzymać fason w zespole.
Muszę powiedzieć, że najmniej docenianym nagraniem rockowym od 25 lat jest Load i będę się o niego bić z niektórymi…
Skończysz z siniakami.
Taa… Dla Ciebie to było kreatywne. Wtedy na fali była Sepultura itp. Te nagranie poszło w innym kierunku. Większość stereotypowych fanów nie tego oczekiwała od Mety. Jak ty na to patrzyłeś, gdy te utwory się ukazywały?
To był czas rozrzutu. Większości tych utworów nie graliśmy razem na próbach. Było wiele muzyki z tych 30 utworów. To było jak orzeł i reszka. Mniej więcej wiedzieliśmy jak to połączyć, by miało sens. Trudnym zadaniem było skupić się na zrobieniu jednego utworu, zapominając o reszcie. Ale się później okazało, że trochę części jest w innej kompozycji i… to było trochę pomieszane. Może to wpływ tego, że trzymałem dystans, czy to, że reszta czuła się bardziej protekcyjnie w stosunku do tych utworów. James i Lars zdawali się być blisko nich (…)
Część muzyki robiliśmy w Los Angeles, San Francisco i Nowym Yorku. Nagrywanie w Nowym Yorku było dziwne dla kolesi z San Francisco . Było wiele rzeczy, które nas rozpraszały w takim miejscu od robienia muzyki. Zawsze głosowałem za takim miejscem jak Echo Brain Record w Północnej Karolinie. Jest to samodzielne studio. Zamykasz się na miesiąc. Jest tam kucharz, który gotuje i siedzisz tam. Nie ma sklepów, cywilizacji. Jest to tak naprawdę w górach. Jesteś tam, by robić muzę. Jeśli jesteś gdzieś indziej, zajmuje to więcej czasu. To miało wpływ. Były tez osobiste wyzwania członków zespołu. Małżeństwa, drugie małżeństwa, dzieciaki itp
Masz jakieś ulubione utwory z tamtego okresu?
Nie pamiętam wielu tytułów i nie zwracałem uwagi który utwór, to który.