Przed koncertem Metalliki w Chile w ramach festiwalu Lollapalooza Lars Ulrich udzielił wywiadu Sonar FM. Miało to miejsce 1 kwietnia. Lars opowiedział m.in. o relacji z Jamesem Hetfieldem oraz o swoim miejscu w świecie muzycznym i nie tylko.
O stosunkach między nim, a Jamesem:
Myślę, że teraz są najlepsze. Wiemy, gdzie jest każdy z nas i wiemy o wiele więcej kim jest każdy z nas, wiemy jak daleko możemy się posunąć wobec siebie i jest o wiele więcej partnerstwa niż wcześniej. Już nie walczymy ze sobą, by wygrać kłótnię. Rzadko się sprzeczamy o cokolwiek i próbujemy zobaczyć punkt widzenia drugiej osoby. To się nazywa dorastanie. Wszystko jest więc w bardzo dobrym miejscu – tak naprawdę o wiele bardziej dojrzałym niż kiedykolwiek.
O byciu w Metallice Lars wypowiedział się nieco bardziej filozoficznie i, jak na niego, wyjątkowo skromnie:
Myślę, że bycie niezależnym zawsze było w duchu Metalliki. Nigdy nie czuliśmy przynależności do czegoś konkretnego. Nigdy nie czuliśmy się częścią ruchu nowej fali; zawsze byliśmy raczej samotnikami. Zawsze czułem się jak samotnik i myślę, że James i ja, gdy się poznaliśmy, połączyła nas muzyka, ale zawsze czuliśmy się trochę wykluczeni. Tak więc bycie w zespole daje ci poczucie przynależności do czegoś. Kochamy to co mamy i myślę, że zawsze czuliśmy, że nigdzie nigdy nie pasowaliśmy. I gdy to mówię, ludzie mówią „Och, jesteście największym zespołem na świecie” czy coś tam, ale to naprawdę nie znaczy tak wiele. Ciągle czuję się tak, jakbyśmy nie pasowali do czegokolwiek; zawsze byliśmy w swoim małym świecie. Ale mamy wiele przyjaciół i fanów, co sprawia, że warto to robić. Ale bycie niezależnym to świetne położenie, bo czujesz, że nic nikomu nie jesteś winien.
Tutaj zobaczycie cały wywiad:
A tu cały koncert Metalliki z Chile:
https://www.youtube.com/watch?v=dhRGol6GVGk
