Na początku października Lars Ulrich udzielił wywiadu dla brytyjskiego portalu METRO. Opowiada w nim między innymi o Through The Never, wyborze muzyki do filmu, ryzykownych decyzjach, Napsterze oraz o odejściu na emeryturę.

Jak wasz nowy projekt – film „Metallica: Through the Never” – w ogóle powstał? Skąd pomysł?
Lars: Metallica kocha ruszać tyłki z wygodnych kanap i zabierać się za projekty, których trudności jesteśmy świadomi. Pomysł pojawił się jako idea połączenia dramatycznej historii [Dane DeHaan występuje jako techniczny zespołu, który ma misję] z koncertem. W większości filmów-koncertów jest zazwyczaj pokaz tego, co dzieje się za kulisami – ujęcia jak są masowani czy też są w kółeczku modlitewnym, albo przybijają sobie piątki…
Też to wszystko robicie?
Lars: Staramy się, by ludzie tego nie widzieli! To jednak ciągle ukazywane jest w [koncertach]filmach. Chcieliśmy po prostu wsadzić w to dramatyczną historię bardziej, niż wszystkie tamte głupstwa. Spędziłem półtora roku rozmawiając o tym pomyśle z wieloma hollywoodzkimi, dobrze znanymi reżyserami i każdy miał problemy, by go zrozumieć. W końcu znaleźliśmy odpowiednią osobę – Nimróda [Antala, reżysera], który był w sam raz, by temu podołać.
Jak wybraliście muzykę do filmu?
Lars: Połączyliśmy wszystko. To nie tak, że wybraliśmy kawałki lepsze czy bardziej znane. Wybraliśmy te, które nagrano najlepiej i które były dobre do naszego pomysłu. Jest wiele z naszych najbardziej znanych utworów, które nie znalazły się na filmie, więc nie chodziło o to.
Wcześniej Metallica pojawiła się w filmie dokumentalnym Some Kind of Monster, który ukazał niemalże wasz upadek. Jak z tym było?
Lars: Jesteśmy zaskoczeni tym, jak wiele ludzi wspomniało o nim. Prawdopodobnie było więcej ludzi ze świata filmu, którym spodobał się ten dokument, niż ze świata muzyki. Ci z muzycznego świata byli nastawieni raczej w stylu: 'Ugh, rozpadają się i o co chodzi z tą całą terapią?’
Czy myślisz, że to było ryzykowne dla waszej reputacji?
Lars: Taa, wiesz, lubimy skakać, a potem sporadycznie spytać 'Ups! Gdzie lądujemy? Gdzie jest spadochron?’ Wydaje mi się, że to trzyma nas na krawędzi, utrzymuje przy życiu, pozwala wciąż funkcjonować. Myślę, że naprawdę boimy się powtarzalności i zastoju kreatywności. Jeśli więc pchasz się w takie zwariowane sytuacje – jak robienie albumu [Lulu] z Lou Reedem czy organizacja własnego festiwalu [Orion Music + More] – to daje ci zajęcie.
Czy możesz zdefiniować sukces zespołu?
Lars: Metallika istnieje w naszej własnej bańce. Nie jesteśmy częścią gatunku, fali czy chwili. Jesteśmy totalnie niezależni finansowo. Jesteśmy właścicielami naszych produkcji. Sami sobie jesteśmy szefami. Film opłaciliśmy z własnej kieszeni. Nie musimy za nikim latać, by zrobić z nim jakiś interes. Po prostu żyjemy w naszym małym świecie. Jesteśmy własną jednostką. Całkowicie autonomiczną. A to jest dość nietypowa sytuacja.
Czy ciężko wtedy nie pozwolić, by ego stanęło wam na drodze?
Lars: To miejsce, którego jesteśmy świadomi tak, jak tego w jakiej luksusowej pozycji teraz jesteśmy. To sprawia, że chcesz zawsze być najlepszy i dać z siebie tak wiele, jak to możliwe bez sprzedawania się. Wydaliśmy jednak na ten film zbyt dużo pieniędzy przez ostatnie parę lat. Gdybym ci powiedział jak dużo, musiałbym chyba się zabić.
W 2000 roku pozwałeś portal umożliwiający dzielenie się plikami – Napster. Czy twoje podejście w stosunku do muzyki online zmieniło się?
Lars: Nieporozumieniem w tym wszystkim było to, że Metallica wydawała się być grupą technofobów i ludzi anty-internetowych. Zapewniam cię, że spędzam więcej czasu w Internecie niż ty. Ta cała sprawa, 15 lat temu, dotyczyła kontroli. Niczego więcej. Kto kontroluje to, co się dzieje? Jesteśmy przekonani, że mieliśmy prawo kontrolować wszystko, co działo się Metallice. Niektórzy nazwali nas ignorantami za nasze poglądy, a inni pionierami, prawda leży gdzieś po środku.
Czy wracacie w końcu do studia?
Lars: Taak. Zawsze robimy ten kolejny album. Trochę już majstrowaliśmy będąc tydzień tu, tydzień tam.
Jesteście już ze sobą tak długo. Ciężko jest nie mieć siebie wzajemnie dość?
Lars: Z biegiem czasu nauczyliśmy się, że wolelibyśmy być w Metallice niż w niej nie być. Myślę, że mamy ogromny szacunek do wszystkiego, co znaczy Metallica. Nigdy nie znałem niczego innego. Jestem w tym zespole odkąd miałem 17 lat. Ostatecznie chcesz więc, by to się utrzymało i zdajesz sobie sprawę, co w tym pomaga, a co nie.
Czy kiedykolwiek myślałeś o emeryturze?
Lars: Widziałem Stonesów w zeszłą niedziele. Charlie Watts ma 72 lata i to zainspirowało mnie, by iść dalej. Najtrudniejsza w tym jest kondycja fizyczna. Dwóch najciężej pracujących w Metallice ludzi, to tych dwóch, co masują nas każdej nocy, po każdym występie. To jest koncert, którego nie życzyłbyś nikomu. Zobaczymy, jak długo uda im się trzymać nas razem, ale jak na razie jest bardzo dobrze.