W ciekawej rozmowie z Larsem Ulrichem i Lou Reedem, opublikowanej przez serwis GQ, muzycy odpowiadają na szereg pytań zw. ze wspólnym albumem – 'Lulu’. Jednym z poruszonych tematów jest niezależność w tworzeniu muzyki oraz możliwy wpływ, jaki ten projekt może mieć na kolejny album Metalliki.
GQ: Lars, wasze poprzednie albumy były bardzo wypolerowane, pod pełną kontrolą. Jak czujesz się przed wypuszczeniem czegoś takiego? Boisz się jaki będzie odbiór?
Lou: „Boisz się” – żartujesz chyba?
Lars: Ekscytuje mnie myśl o dzieleniu się tym. To najbardziej oczywista współpraca na tej planecie. Uśmiecham się gdy czytam, że stanowimy „Przedziwną parę”. Kto może bardziej pasować do siebie niż Metallica i Lou Reed? (…) Przebyliśmy taką samą ścieżkę: Lou żyje w swoim własnym świecie od czterech dekad; my mamy swój świat od trzech dekad. Nie gramy wg życzeń innych. Jesteśmy autonomiczni. Żyjemy we własnym, samowystarczalnym muzycznym wszechświecie. Nie musimy dbać o potrzeby żadnego głupka.
GQ: Jak to jest przejść od sytuacji, gdy każdy jeden detal możesz naprawić na komputerze, do czegoś takiego (jak na 'Lulu’)?
Lars: To niezwykle wyzwalające i inspirujące na przyszłość – wiedzieć, że istnieją takie możliwości. Lou przyszedł z dziesięcioma kompletami świetnych tekstów. Jeśli chodzi o Jamesa Hetfielda – mówię to w jak najbardziej pozytywnym sensie – teksty są zawsze na końcu. Ostatnie linijki są dopisywane, gdy album jest już masterowany w Nowym Jorku. Zajebistym darem była sytuacja, gdy Lou przyszedł z gotowymi tekstami mogącymi nas inspirować. Robimy to dopiero od trzydziestu lat, więc dopiero się rozkręcamy; teraz mamy nowe metody tworzenia na następne cztery lub pięć dekad.
