W sierpniowym wydaniu magazynu Guitar World, na okazję przypadającego w tym roku 30-lecia albumu „Ride The Lightning”, znajdziemy wywiad z Kirkiem Hammettem. Dysponujemy już kilkoma fragmentami, które tłumaczymy dla Was w dalszej części.
Jak jego postrzeganie czasów „Ride The Lightning” wygląda z perspektywy 30 lat?
To ciekawe. Dopiero co tego ranka mówiłem swoim dzieciom, co będę dziś robił. Mówię, „Ci ludzie zrobią mi zdjęcie na krześle elektrycznym!” Oboje są mali, rzecz jasna, więc odpowiadają, „Dlaczego?” Wyjaśniłem im, że to dlatego, że mamy utwór o tytule „Ride The Lightning”, a to jakby inne określenie na „Usmażą cię na krześle elektrycznym!”. Wtedy musiałem zagrać im ten utwór i zaśpiewać im tekst. Siedzą tak i na mnie patrzą, wiesz, „Wow”. [śmiech] Siedzę więc sobie z nimi, słucham solówki z „Ride The Lightning” i wiesz, kompletnie nie pamiętam, żebym układał te wszystkie harmonie! [śmiech]
Kiedy składaliśmy ten utwór do kupy mieliśmy riff do intro, zwrotki, refrenu i część instrumentalnego przejścia. Kiedy całość spowalnia i jest tam ta solówka, pamiętam, że zagrałem to solo tak w zasadzie z kapelusza.
Gdy nagrywałem to w 1984r. miałem 21 lat. To szaleństwo. W 1984r. takie solo to było coś. Jeśli spojrzeć na to w kontekście tego, co się wtedy wyprawiało, to brzmiało naprawdę nowocześnie. Jasne, że jeśli spojrzeć na to z dzisiejszej perspektywy, to brzmi jak klasyczny rock [śmiech]. Nie jest to dzisiejsza norma, kiedy wszędzie mamy sweeping arpeggio i trzydziestki-dwójki. Muszę też powiedzieć, że kiedy słuchałem tego rankiem, zdałem sobie sprawę, że samo brzmienie albumu jako takie jest nadal dobre. Po tych wszystkich kurwa latach to nadal nie odstaje brzmieniowo.
Gdybyście przypadkiem mieli tę gazetkę w rękach, podeślijcie nam skany, a przetłumaczymy cały wywiad!
O istotnej roli, jaką odegrał Cliff Burton w przyjęciu przez Metallikę bardziej postępowego kierunku na „Ride The Lightning”:
Cliff był totalną anomalią. Do dziś wciąż staram się pojąć wszystko, czego z nim doświadczyłem. Był basistą i grał jak basista. Ale, no ja pierdolę, z tego wychodziło wiele gitarowych brzmień. Napisał wiele zorientowanych na gitarę pasaży. Zawsze nosił ze sobą małą gitarę akustyczną z obniżoną tonacją. Pamiętam jak raz ją wziąłem i pomyślałem, „Na co to jest przestrojone? Na C?” Wyjaśnił mi, że lubił tak, bo mógł mocno naciągać struny. Zawsze wymyślał harmonie na tym akustyku. Siedziałem i grałem na swojej gitarze, a on podnosił swój bas i z miejsca wygrywał harmonię. Również wyśpiewywał harmonie. Pamiętam, że kiedy The Eagles grali w radio, zawsze śpiewał do tego harmonie, nigdy główne dźwięki.
