Ekwadorski El Comercio 18 marca przeprowadził ciekawy wywiad z Kirkiem Hammettem. Poniżej możecie posłuchać całego wywiadu, my zaś tłumaczymy to, co interesujące (czyli nic o filmie „Through The Never”, horrorach i surfingu).
O tym, czy Metallica będzie już tylko jeździła w trasy zamiast robić nową muzykę:
Mam nadzieję, że nie. Bo wiesz… Ten zespół ma wiele aspektów, o które musimy zadbać. Ale naprawdę uważam, że koncertowanie wspiera nagrywanie, a nagrywanie – kreatywność, utwory – wspierają koncertowanie. Obie te rzeczy niejako wspierają się wzajemnie i siebie potrzebują, abyśmy mogli iść naprzód… Mogłoby być dokładnie odwrotnie – moglibyśmy w końcu wyłącznie nagrywać przez resztę naszej kariery w pewnym momencie. Albo moglibyśmy tylko jeździć w trasy. Ale osobiście wątpię, by którakolwiek z tych rzeczy miała mieć miejsce. Jestem całkiem przekonany, że zawsze będziemy kreatywni, ponieważ tacy jesteśmy jako jednostki. Tzn., ja taki jestem – nudzę się, łapię za gitarę, chwila, moment i mam pieprzony riff. Jestem podjarany i pokazuję to chłopakom, i nagle to jammujemy. To część tego, co robimy.
O spotkaniach ze swymi idolami (w nawiązaniu do tego, że niektórzy jak Gojira, czy Mastodon wskazują dziś na niego jako swego idola):
Pierwszy raz, gdy spotkaliśmy Ozzy’ego, to było coś! Cliff Burton był zszokowany, gdy spotkał Ozzy’ego, bo był z nas największym fanem Black Sabbath. Geezer Butler był jego ulubionym basistą ze wszystkich. Ozzy Osbourne był pierwszą dużą gwiazdą rocka, którą poznaliśmy. W tamtym okresie spędzaliśmy czas z, no wiesz, chłopakami z Anthrax, a potem trafiliśmy na trasę z Ozzym i nagle zaczęliśmy spotykać ludzi, którzy nas inspirowali, naszych idoli.
Po jakimś czasie w zasadzie znasz wszystkich. Jeśli grasz dość długo, w końcu spotkasz wszystkich. Znam Jimmy’ego Page’a, kurwa, wysłałem mu swoją książkę, podobała mu się bardzo, odesłał mi list i kurwa mówi, „Dobra robota, Kirk”, a ja myślę, „Fuck yeah, Jimmy!”. Za każdym razem, gdy jestem w San Francisco, przywożę mu butelkę wina, bo on bardzo kocha wino. I takie właśnie rzeczy są kurwa świetne.
Wiesz, byłem najlepszym kumplem Johnny’ego Ramone’a. Przez lata, lata, lata. Myślę, że ze wszystkich tego rodzaju przyjaźni z Johnnym byliśmy najbliżej. Obaj lubiliśmy horrory, plakaty filmowe, lubiliśmy ten sam typ muzyki, jego żona z moją były dobrymi przyjaciółkami, więc, kiedy umarł, byłem zdruzgotany, bardzo, bardzo smutny.
Jako fan, nie jak muzyk, jaki kawałek wybrałbyś w ramach 'By Request’?
To dobre pytanie.. Pewnie Ktulu, bo uwielbiam grać Ktulu, albo może Suicide & Redemption, naprawdę lubię grać ten utwór.
Ale to fani wybierają, nie Lars…
Nie tylko Lars wybiera nasze kawałki. Wchodzi do tuning roomu i pyta, 'Ok, chłopaki, to co macie ochotę grać?’. My mu rzucamy jakieś tytułu i niektóre wybierze, a niektóre nie. Czasem krzyczy, „To co chcecie grać, chłopaki?”, a my nic nie odpowiadamy [śmiech], więc musi jakąś setlistę wymyślić.
O traktowaniu fanów jak rodzinę, pokazywaniu się z ludzkiej strony na spotkaniach z nimi (w nawiązaniu do spotkania z kolegą robiącego ten wywiad dziennikarza, który poprosił Kirka o rodzicielską radę na Antarktydzie):
Wszyscy jesteśmy ojcami, większość z nas ma dzieci i wiesz.. Jesteśmy pod tym względem jak wszyscy inni. Przechodzimy przez te same doświadczenia, co wszyscy rodzice. To, że jesteśmy muzykami, metalami, gwiazdami rocka, czy coś – gdy podchodzi jakiś gość, to bez znaczenia, gówno go obchodzi, kim my kurwa jesteśmy [śmiech]. Podchodzi do nas z podstawowymi potrzebami, które wszyscy mamy. Jesteśmy zupełnie jak wszyscy.
Zabawne, że o tym wspominasz, bo ktoś nazwał naszą muzykę „dad metal”. „Tatusiowy metal”. Myślałem o tym i pomyślałem, „Cóż, wszyscy jesteśmy ojcami i wszyscy gramy metal, więc jest w tym trochę prawdy”, ale jak „dad metal” właściwie brzmi?
