Sully ze śniadaniowego programu z Triple M w Brisbane przeprowadził z Jamesem rozmowę na backstage’u odnośnie ostatnio wydanej australijskiej EP-ki nr 1, przy okazji prowokując dygresję odnośnie poczucia rytmu fanów. W środku newsa więc.. wiecie już co.

Jak James zrobi dzióbek, to…
„Chcieliśmy poskładać ze sobą tylko fragmenty każdej naszej obecności tutaj i to wydać.”
Dalej James mówi o tym, że starsze kawałki były zbootlegowane przez fanów w tłumie.
„Nie nagrywaliśmy tras do czasu dwóch poprzednich. Teraz z pomocą cyfrowego świata możesz nagrać cokolwiek, kiedykolwiek, gdziekolwiek. Ale [dawniej]wtedy w ogóle tego nie rejestrowaliśmy… ale ktoś owszem, dzięki Bogu.” – śmieje się
Mówi, że wiele z tego zostało uchwycone na kasetach i odtwarzaczach taśm cyfrowych.
„To dość ciekawe. Wziąć boolegowe nagranie i sprawić, by brzmiało całkiem przyzwoicie… To całkiem fajne.”
Sully zauważa (poza tym, że zespół zostawił surową postać bootlegów), że na jednym z utworów fani zabawnie klaszczą zupełnie nie w tempo.
„Kiedy zaczynasz [grać] zwłaszcza jakiś łagodny [lub 'pijacki’, jeśli mówił to slangiem – red.]kawałek, to leży w ludzkiej naturze, stary, zaczniesz klaskać.. i chcesz siebie słyszeć, więc klaszczesz nieco szybciej, nieco głośniej i wtedy wszyscy to już robią.”
Wszystko zależy od tego, gdzie jesteś. Pewne kraje mają lepsze poczucie rytmu od innych.”
A kto ma najlepsze?
„Kraje Ameryki Południowej, zwłaszcza Brazylia. Mają naprawdę niezły rytm. Ameryka [USA] jest najgorsza, stary. Oni ciągle chcą szybciej, szybciej, szybciej! Wiesz, taki już styl życia. Im szybciej, tym lepiej.” – śmieje się.
Jeśli jeszcze nie słuchałeś, posłuchaj całej „Six Feet Down Under EP One” tutaj.