W weekend Metallica zadebiutowała z nowym utworem w U.S. Bank Stadium w Minneapolis. A to tylko początek trasy promującej album „Hardwired…To Self-Destruct”. Lars Ulrich w rozmowie z RollingStone powiedział:
Zagraliśmy 180 koncertów promując „Death Magnetic” w dwutygodniowych okresach w ciągu trzech lat. To dla nas działa. Trasę w pełni zaczniemy w styczniu. Dopiero myślimy co zrobić w Północnej Ameryce, ale na pewno będziemy intensywnie koncertować.
Kiedy nagraliśmy „Black Album”, koncertowaliśmy sześć dni w tygodniu przez osiem miesięcy. Już nie gramy w ten sposób. Robimy wszystko po trochu.
Jak wiemy, uwagę muzyków od „Hardwired…To Self-Destruct” odciągały projekty, festiwale, występy na stadionach i inne wydawnictwa. Jak twierdzi Lars, taka sytuacja pobudziła kreatywność zespołu.
To zupełnie nas zainspirowało, ożywiło i wzmocniło. Dało nam to niezwykłą energię, którą wprowadziliśmy do studia.
Czas powrócić i dokonać odpowiedniej penetracji Ameryki.
W setlisty koncertów na pewno wpiszą się nowe utwory z „Hardwired…To Self-Destruct”.
Korci nas, żeby je zagrać. Za każdym razem kiedy wchodzimy do tuning room’u, gramy nowe piosenki. Później mówimy: „Chwila chwila, musimy tam wyjść i zagrać 'Master of Puppets'”.
Ulrich twierdzi, że łatwo będzie wprowadzić nowe utwory w setlistę koncertu.
Pewne rzeczy na „Death Magnetic” były trudne w odbiorze. Musiałeś naprawdę myśleć o czym jest następna szalona część. Niektóre utwory z nowego albumu są trochę bardziej fizyczne. Sprawią nam dużo frajdy na żywo. Część piosenek jest także krótsza niż na „Death Magnetic”. Fajnie będzie wrzucić je do setlisty, ale będziemy ją zmieniać każdej nocy, tak jak zawsze to robimy.
