Metallica: Hołd dla Lemmy’ego na nowej płycie

0

“Murder One” to jeden z utworów, które pojawią się na nowej płycie Metalliki “Hardwired… To Self-Destruct”, której premiera już 18 listopada. Jak się okazuje, tytuł piosenki nieprzypadkowo kojarzy się z jednym ze wzmacniaczy Lemmy’ego, który nosił taką właśnie nazwę. Co więcej, w tekście pojawi się wiele nawiązań do kawałków Motörhead.

lemmy

Jak mówi James w wywiadzie dla Rolling Stone:

Motörhead wiele znaczy dla obecnej Metalliki. Ale sam Lemmy, jako jednostka, w pewnym sensie nasz ojciec, wiele nam pomógł. Był nieustraszony. Był osobowością. I był sobą. Wszyscy bardzo to szanowaliśmy. Robił swoje aż do ostatniego tchu. Nie ważne kim jesteś, jak może cię to nie inspirować?

Lars dodaje:

W lecie 1981 roku podążałem za Motörhead na trasie. To sprawiło, że chciałem być w zespole. Kiedy wróciłem do Kalifonii Południowej zadzwoniłem do Jamesa i powiedziałem “Słuchaj, musimy spróbować”… Motörhead był katalizatorem.

Po śmierci Lemmy’ego Lars chciał oddać hołd jemu oraz zespołowi:

Byłem na 70-tych urodzinach Lemmy’ego i miałem okazję siedzieć z nim około 10 minut – tylko on i ja. Powiedziałem mu, że jego obowiązkiem dla rockowej społeczności jest życie wieczne, bo jego urodziny były jak spotkanie po latach rockowej klasy. Wszyscy tam byli, bo Lemmy był jedną z niewielu osób, co do której wszyscy się zgadzali – jeden z najfajniejszych ludzi na świecie. Wszyscy się pokazaliśmy. Powiedziałem, że musi żyć wiecznie, bo on był powodem, dla którego się spotkaliśmy i świętowaliśmy hard rocka i Motörhead i widzieliśmy znajome twarze, bo teraz jesteśmy rozrzuceni po świecie. Było widać jego pogarszające się zdrowie, ale mieliśmy bliską więź, taką która nie musiała być okazywana lub wyartykułowana. Im mniej mówiliśmy, tym większy był kontakt między nami.

Kiedykolwiek Metallica grała w Los Angeles, Lemmy zawsze wpadał nas obejrzeć i kiedykolwiek grało tam Motörhead, my też ich widzieliśmy. Nasze ścieżki przecięły się prawdopodobnie 50-100 razy w ostatnich 20 latach, on także grał z nami parę razy na scenie. To była bardzo głęboka więź, która sięgała do szalonego lata 1981.

Zawsze będę cenił i wspominał te świetne czasy, ale przede wszystkim te pierwsze dni. Byliśmy jeszcze tacy bezbronni i dopiero się kształtowaliśmy, a duża część tego, czym się staliśmy jako zespół i jako ludzie to zasługa nie tylko jego, ale i osób, które były zainspirowane i piły z tych samych flaszek i dzieliły te same historie i przestrzeń. Jego duch zawsze będzie żył w nas.

Lemmy również zawsze cenił Metallikę. W jednym z wywiadów przyznał:

Nie możesz przebić Metalliki. Są zajebistym zespołem. Jestem zachwycony, że powiedzieli, że jestem jednym z ich inspiracji. Pomimo, że mają swoje inspiracje, to tego u nich nie słychać i to jest świetne. Stali się samymi sobą i to też jest świetne. Bardzo ich lubię. Spędziłem z tymi chłopakami wiele czasu.

 

 

Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!