W czerwcowym wydaniu magazynu Decibel pojawił się wywiad z byłym gitarzystą Megadeth, Martym Friedmanem. Muzyk wyjaśnił w rozmowie, dlaczego zdecydował się wydać w większości instrumentalny album, skoro wcześniej wspominał o tym, że muzyka instrumentalna to trudny kierunek i on sam nie jest jej fanem.
Friedman komentuje:
Tak, jestem hipokrytą. Zabawną rzeczą u artystów jest to, że często sobie zaprzeczają, z pewnością jestem temu winien. Jednak naprawdę uważam, że muzyka instrumentalna to ślepa uliczka, jeśli jesteś ambitnym muzykiem.
Gram już od dłuższego czasu, posiadam konkretną rzeszę fanów. Dobrą rzeczą w moich fanach jest to, że nie jest to jeden typ ludzi. W Japonii większość ludzi zna mnie z programów telewizyjnych – pewnie nawet nie wiedzą, że tworzę muzykę. Niektórzy ludzie kojarzą mnie jedynie z moich solowych albumów. Inne osoby znają mnie z wcześniejszych etapów mojej kariery, to w większości ludzie z Ameryki. Fani znają mnie z wielu różnych rzeczy, co pozwala mi na luksus robienia tego, co tylko bym chciał, tworzenia muzyki instrumentalnej albo z wokalem.
Jeśli jednak dopiero zaczynasz, to muzyka instrumentalna jest ciężkim sposobem na rozpoczęcie kariery.
Będąc z tobą szczery, nie jestem wielkim fanem muzyki instrumentalnej. Nie słucham jej zbyt wiele. Na ogół wkurzam się, gdy ją słyszę, ponieważ ja zrobiłbym to inaczej. To szczera odpowiedź. Muzyka, której słucham, to w 100 procentach muzyka z wokalem i w taki oto sposób postanowiłem stworzyć swoją muzykę instrumentalną. Ciężko jest to wytłumaczyć, ale to inna mentalność w przeciwieństwie do kogoś, kto zanurzony jest w instrumentalnej muzyce. Ale tak, możecie powiedzieć, że jestem hipokrytą.

