Komisja Europejska 31 października zabrała głos w zw. z toczącym się postępowaniem apelacyjnym ws. Adama Darskiego i stwierdziła, że wszystkie kraje Unii muszą respektować Europejską Konwencję Praw Człowieka (której jesteśmy sygnatariuszami), a która to konwencja, jak podkreślono:
„Chroni nie tylko informacje czy idee, co do których panuje powszechna zgoda lub uznawane są za nieobraźliwe, bądź spotykają się z obojętnością, ale również te, które obrażają, szokują, lub budzą niepokój.”
Dlaczego w ogóle KE wypowiedziała się w tej kwestii? Szczegóły wewnątrz / poniżej.

Adam Darski został uniewinniony przed sądem I instancji za podarcie Biblii, nazwanie religii katolickiej „największą zbrodniczą sektą” i in. – większość z Was sprawę raczej zna. Sąd rejonowy uznał, że nie było zamiaru bezpośrednieg”, a więc to co robił, nie miało wprost na celu obrażenia czyichkolwiek uczuć religijnych. Obrona podnosiła, że nikt z uczestników koncertu nie poczuł się dotknięty czynami i słowami Nergala, które jednocześnie wpisywały się w artystyczną poetykę Behemotha, a nagranie z koncertu wyciekło do internetu bez jego zgody (dopiero na jego podstawie wniesiono oskarżenie i sprawa stała się głośna).
Sprawa doczekała się apelacji. Sąd okręgowy w Gdańsku rozpatrując ją skierował zapytanie do Sądu Najwyższego, czy na podstawie art. 196 kk (obraza uczuć religijnych) można w ogóle skazać kogoś, kto nie działał w zamiarze bezpośrednim. W takim wypadku odpowiedź SN jest dla sprawy wiążąca, choć w żadnym stopniu nie przesądza o rozstrzygnięciu.
29 października Sąd Najwyższy wydał więc uchwałę stwierdzającą, jakoby winną obrażania uczuć religijnych była osoba nie tylko czyniąca to z zamiarem bezpośrednim, ale również z zamiarem ewentualnym, czyli gdy sprawca może tylko przewidywać możliwość popełnienia przestępstwa i godzi się na to.
Sąd Najwyższy otworzył więc furtkę (co prawda tylko w tej sprawie, ale może to rzutować na inne) pozwalającą na uznanie winnym kogoś, kto obraził czyjeś uczucia religijne nawet, kolokwialnie mówiąc, „niechcący”, o ile mógł to przewidzieć (Nergal drąc Biblię otwarcie i ostro wypowiadał się na temat religii, co w ocenie SN oznaczało, że dobrze wiedział, co robi). SN przywołał przy tym konwencje międzynarodowe i polską konstytucję, na mocy których trudno określić, czy ważniejsza jest wolność wypowiedzi i swobody artystycznej, czy też wolność sumienia i wyznania. Sąd okręgowy musi teraz określić, czy przekroczono granice wolności słowa, bo – jak dodaje SN – „dopóki istnieje art. 196 kk, istnieją takie granice”.
Mimo to Ryszard Nowak, stojący na czele Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami (będący stroną postępowania przeciwko Nergalowi) stwierdził w telewizji, że „Sąd Najwyższy wyraźnie stwierdził, że są granice dla artystów, które nie mogą być przekraczane.” – co nie miało miejsca, bo Sąd Najwyższy dokonał tylko wykładni obowiązujących przepisów, a dopuszczenie zamiaru ewentualnego nie przesądza jeszcze sprawy (choć zdecydowanie ją utrudnia), co podkreślił sam Sąd Najwyższy. Adwokat Darskiego, Jacek Potulski, skomentował: „Decyzja jest negatywna i ograniczająca wolność słowa. Nadal argumentujemy, że mamy tu do czynienia ze sztuką, która pozwala na bardziej krytyczne i radykalne stwierdzenia.”
httpvh://www.youtube.com/watch?v=Nrvv0HRKgqg
Rzeczony artykuł 196 kk. aktualnie stwierdza:
„Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”
SLD chciało złagodzenia tego przepisu, tak by maksymalną karą było 6 miesięcy pozbawienia wolności, a wina przypisana mogła być wyłącznie osobom obrażającym czyjeś uczucia religijne w miejscu wykonywania obrzędów religijnych, przy czym ściganie miałoby następować z oskarżenia prywatnego – nie z urzędu. Ruch Palikota chciał całkowicie pozbyć się przepisu, ale wszystkie dotychczasowe propozycje zmian przepadły w Sejmie.
Komisja Europejska przypomniała teraz Polsce w świetle uchwały Sądu Najwyższego (oraz wydarzeń zw. z Pussy Riot, czy wcześniejszymi karykaturami Mahometa w Danii), choć wyrok jeszcze nie zapadł, że wolność słowa i swobodę artystyczną w Unii Europejskiej roztaczać należy również na „niewygodne wypowiedzi”. W obliczu takiej wykładni płynącej niejako „z samej góry” istnieje szansa na potwierdzenie wyroku uniewinniającego I instancji. Komisja Europejska to jednak nie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i jej zdanie nie jest w żaden sposób wiążące dla polskiego sądu. W razie zmiany wyroku uniewinniającego sprawa może więc toczyć się jeszcze długo przed kolejnymi instancjami.