Kolejne relacje redaktora naczelnego pisma SO WHAT! dotyczące Wielkiej Czwórki, tym razem rozmawia on z Kirkiem i Larsem. Całość prezentujemy jako jeden artykuł, mimo, że w istocie są to dwa osobne materiały. Po raz kolejny padną pytania o powstanie idei tej trasy, a Stefan Chirazi przypomni nam jeszcze raz, jak wspaniała była warszawska publiczność i jaką energią charakteryzowały się zespoły na tym koncercie…

Towarzyszenie wszystkim na całej trasie jest rzeczą ciężką do zrealizowania. Każdy zespół ma swoje plany i musi przejechać tysiące kilometrów między koncertami. Do tego wszyscy myszą dotrzeć na występ różnymi środkami transportu, to już nie jest 1985 i każdy koncert nie może być wielkim zaskoczeniem.
Występ w Pradze jest, no… dobry. Bardzo dobry, ale nie tak powalający jak w Warszawie. Mogę pozwolić sobie na bycie czepialskim, kiedy oglądam Wielka Czwórkę parę razu pod rząd, ale prawdę mówiąc, poziom każdego z występów jest bardzo wysoki. Tylko czasem ta moc nie wynosi 110% a może tylko 97%. Po części to przez straszną pogodę, która nie jest odpowiednia dla mistrzów metalu. Dziwnie o tym mówić, zwłaszcza, że mniej więcej w tym samym czasie w zeszłym roku, jak byliśmy w Danii, narzekałem, że jest jakieś 200 stopni. Globalne ocieplenie, niefortunne określenie.
Zespół rozstaje się na dwa dni. Niektórzy z nich kierują się w stronę Morza Śródziemnego, a Kirk i Rob w stronę Paryża. Przyłączyłem się do Kirka na jego trasie do miasta, załatwiamy swoje sprawy i znajdujemy trochę czasu na drodze do Sofii, gdzie rozmawiamy o jego nastawieniu do Wielkiej Czwórki.
„Uważałem to za świetny pomysł,” powiedział Kirk, „ale nigdy nie starałem się sięgnąć pamięcią do momentu gdzie gralibyśmy razem, byłem zdumiony, że nie graliśmy nigdy.”
Stefan Chirazi: Były jakieś nerwy? Jakieś obawy o relacje z przeszłości?
Kirk Hammett: Nie, nie, ponieważ to nigdy mnie nie obchodziło. Podchodzę do każdego występu Metalliki z wielką uwagą, cokolwiek się dzieje, nieważne czy kamery to kręcą. Najbardziej zdenerwowany to jestem teraz, kiedy potykam się o ludzi z kamerami.
SC: Porozmawiajmy o tej mieszance zespołów, o tym jak bardzo się różnią.
KH: Yeah, to właśnie jest w tym piękne. Wszyscy wywodzimy się z tego samego nurtu, a teraz wciąż istniejemy, po 27 latach, wszyscy skończyliśmy w różnych miejscach. Jest okres między `83 a `85, kiedy wisieliśmy na jednym drzewie, ale każdy z nas zamienił się w całkiem smaczne, ale różne od siebie owoce. Naprawdę, przyjście na ten koncert, to jakby posmakować wyjątkową heavy metalową sałatkę.
SC: Nie zapytam kto jakim jest owocem!
KH: Dziękuję.
SC: A co z obiadem?
KH: Oh, było bardzo zabawnie! Ciągle powtarzam, że ta trasa to jak ponowne zjednoczenie się heavy metalowej rodziny! Nie rozmawialiśmy o takich rzeczach, jak muzyka, albo biznesy, rozmawialiśmy o życiu, o naszych rodzinach, sprawach życiowych, jak bardzo dorośliśmy, tego typu rzeczach. Wszyscy byliśmy bardzo zainteresowani życiem innych, co według mnie podkreśla naszą dojrzałość.
SC: Łapiesz się na tym, że próbujesz grać jeszcze lepiej, przez to, że są tu ci wszyscy kolesie z innych zespołów?
KH: Może w ramach entuzjazmu i przyjacielskiej rywalizacji, ale nie sądzę, żeby któryś z nas bał się wywalenia ze sceny. Myślę, że to przez nasze różne podejście, granie i brzmienie, to jak porównywać jabłka do pomarańczy! To jak oglądanie naraz czterech różnych telewizji. Nie ma sensu mówienie, że jedni są lepsi od drugich, ponieważ każdy dał z siebie wszystko. Jestem totalnie wyluzowany, poddaję się jedynie tej presji, o której wcześniej wspominałem.
SC: Czy nie masz wrażenia, że ten występ nie miał miejsca wcześniej tylko przez media, które interesowały jedynie konflikty, które wciąż odkopywały?
KH: Media na pewno spowodowały schizmy w naszych zespołach, ale tak działo się głównie w latach 80. A wtedy byliśmy bardzo młodzi! Prawdopodobnie byliśmy też za młodzi w 1998. W 1998 nikt się z tym nie pierdolił (śmieje się – SC) i oto jesteśmy. Wszyscy tego chcieli , dostrzegamy aspekty historyczne, jakie idą z tym w parze, jestem naprawdę szczęśliwy, że to się stało, ponieważ to musiało się stać, nawet tylko raz!
Prawdopodobnie nie jest zaskoczeniem, że ostatnim członkiem, z którym będę rozmawiał o Wielkiej Czwórce jest Lars. To ważne, że czerpał z tego radość, co więcej większość tej radości była spowodowana stosunkami z Davem Mustainem. Jak już wspominałem w tej długiej opowieści, Lars wydaje się lubić Dave`a, a Dave wydaje się lubić Larsa (i jeszcze raz to powtórzę, rozumiem to, CO WIĘCEJ i ja lubię Dave`a, pomimo paru powiedzianych wcześniej rzeczy i potrafię dostrzec, czemu Lars też za nim przepada). Tak więc będzie wypadało w naszej rozmowie wspomnieć o Davie…
SC: W porządku, zanim ruszymy dalej, porozmawiajmy o Megadadeth i Davie. Zawsze miałeś odwagę lubić Megadeth.
Lars Ulrich: Uwielbiam Megadeth, yeah. Myślę, że tworzą niesamowity zespól metalowy…
SC: …i zawsze miałeś uznanie dla Dave`a Mustaina, co doskonale rozumiem, ponieważ on jest nie do zdarcia! Na przestrzeni lat wydaje się, że zawsze byłeś przygotowany, żeby pozostawić przeszłość taką jaka jest i zbliżyć się do Dave`a.
LU: Yeah, nie sądzę, żebyś znalazł różnice w moim myśleniu między 2010 czy 1990. Zawsze mówiłem to samo. Zawsze lubiłem Dave`a. Zawsze go podziwiałem i szanowałem. Było nam ciężko, żeby…być razem w zespole, z powodów, które zostały udokumentowane w przeszłości, ale zawsze wiedziałem jak świetnie sobie radzi, wiesz, robił swoje i stworzył coś wyjątkowego i wspaniałego. Myślę, że dwa czy trzy albumy, które zrobili (Megadeth)można ustawić obok największych metalowych płyt w historii. Zawsze tak myślałem i kiedy mnie pytano to tak mówiłem. Czułem też, że mnie i Dave`a łączą dwie różne relacje, mówiłem o tym nawet parę tygodni temu, kiedy razem udzielaliśmy wywiadu. Łączyły nas relacje prywatne i publiczne; publiczne relacje zawsze były napędzane prasą, być może były nawet trochę naciągane. To znaczy tak, trochę zeszło to na inne tory po Some Kind of Monster. To był prawdopodobnie najcięższy moment, ale wiedziałem, że będzie dobrze. On oczywiście się trochę wkurzył i nie rozmawialiśmy ze sobą przez jakiś czas, ale przez te lata utrzymywaliśmy ze sobą kontakt i prywatnie nasze stosunki były dobre. Myślę, że zawsze można było polegać na stosunkach prywatnych i mogłeś się zawsze na nie powołać, kiedy było to konieczne.

SC: Myślę, że można śmiało powiedzieć, że wielokrotnie wierzyłeś w wasze relacje, nawet kiedy przesz lata słyszałeś od Dave`a wkurzające rzeczy. Teraz znowu, Dave często mówi rzeczy , których tak głęboko, głęboko w duszy nie chce powiedzieć.
LU: Wierzę, że tak jest. Ufam, że zawsze powraca do prawdy, która jest nawet lepsza, ponieważ na świecie są teraz dwa wspaniałe zespoły. Z powodu naszych osobowości to był bardzo interesujący rok (pomiędzy 1982-83 – SC), ale między Larsem Ulrichem, Jamesem Hetfieldem, Cliffem Burtonem, Davem Mustainem, chodzi mi o to, że panował konflikt osobowości, rozumiesz, co chcę przez to powiedzieć?
SC: …zabawnie o tym mówić z perspektywy czasu. Lousi McClean, aka Blou, powiedział mi ostatnio „Jezu, widziałeś, kiedyś tyle zmian w zespole w ciągu roku? ” Rozbawiło nie to, ponieważ nigdy wcześniej tak o tym nie myślałem.
LU: Gadaliśmy o tym setki razy, ty i ja, nie widzę potrzeby, żeby to ciągle wyciągać. Oczywiście to, co on powiedział to prawda, ale finalnie mamy dwa wspaniałe zespoły, które mogą wspólnie egzystować, mam nadzieję, że dziś każdy może być z tego zadowolony, zwłaszcza fani.
SC: To prawda. Zadam ci jeszcze jedno pytanie, a potem przejdziemy do właściwego tematu, Wielkiej Czwórki. Za parę tygodni wyjdzie książka w całości poświęcona Dave`owi , powiedziałbym „w irlandzkim stylu,” bardzo możliwe, że był on bardzo wylewny co do swoich uczuć i wspomnień w chwili przeprowadzania tych wywiadów. Plotka głosi, że to ostra książka. Będziesz zdolny do jej zignorowania? Chcesz to zrobić?
LU: Wiesz, co? Bo ja sam nie wiem. Jestem dość gruboskórny i ciężko mi sobie wyobrazić, że powie coś, co nie zostało powiedziane przez te 28 lat albo będzie zawierała jakieś wielkie rewelacje, które przysłonią wszystko, co już wiemy. Trzeba do tego podejść lekko sceptycznie, ciężko mi to sobie wyobrazić, ale znowu to powiem, kto wie? (wiele tygodni później zapytałem Larsa czy przeczytał książkę. Odpowiedział, że nie ma sensu jej czytać, ponieważ jest bardzo szczęśliwy z obecnych stosunków, które są między nimi, te wywiady zostały zrobione dawno temu i nie chce patrzeć na ich relacje, przez ich pryzmat – SC)
SC: Przejdźmy więc do Wielkiej Czwórki. Jak wiele razy podsuwano ci ten pomysł?
LU: Wspominano o tym wiele razy. Wiesz, kiedy siedzieliśmy tak lot temu, czując się nostalgicznie w związku z wprowadzeniem do Rock and Roll Hall of Fame, to wszystko sprawiło, że postanowiliśmy ściągnąć te zespoły. Rozmawialiśmy o zrobieniu takiej jednej wielkiej rzeczy z Testamentem, Exodusem, Ronem Quintana MC…
SC: Czy to w ogóle było możliwe?
LU: Nie, ale rozmawialiśmy o wszystkim, o zagraniu jednego koncertu, o zrobieniu trasy, o zrobieniu wieli różnych rzeczy, a wszystko przy lampce wina o drugiej w nocy. Ja zazwyczaj nie traktuję niczego poważnie, jeżeli nie przedyskutujemy tego pięćdziesiąt razy bez wina. Kiedy uczepiliśmy się tego pomysłu, nazwa Wielka Czwórka wydawała się być logiczną nazwą i wydawało mi się, że coś takiego było w przeszłości, zdaje się, że Geoff Barton (były naczelny pisma K!), z którym ciężko się kłócić na te tematy, przypisuje wymyślenie stwierdzenia „Wielka Czwórka” Donowi Kaye (szanowany hard rockowy dziennikarz i prezenter). Ja myślałem, że to pochodzi z Anglii. Wydawało się stosowne, że ta czwórka pokręci się na karuzeli i zobaczy gdzie to ją zabierze w następnych paru latach.
SC: Czy uważasz, że dzieje się to teraz ponieważ każdy się postarzał i stał się bardziej dojrzały?
LU: Możliwe…mówiłem już o tym. Najlepsze jest to, że zrobienie tego w 2010 stało się naturalne, to nie było zrobione z powodów biznesowych, ekonomicznych albo jakichkolwiek innych. To było coś, co wypłynęło z przyjaznej i pozytywnej chęci uhonorowania przeszłości. Nie było więc żadnych sztucznych, albo biznesowych podtekstów. To jest, jak dla mnie, największe osiągnięcie, jak naturalne to powstało. Mogę mówić tylko w naszym imieniu, ale czujemy radość i to uhonorowanie przeszłości, na które wcześniej nie mogliśmy sobie pozwolić, ze względu na strach przed utknięciem w przeszłości.
SC: Ja chciałem to powiedzieć.
LU: Myślę, że mógłbyś się sprzeczać, ponieważ jakoś w `06 była dwudziesta rocznica wydania Master of Puppets, to mogło złagodzić nasze nastawienia, potem o Ricka Rubina, który mógł zachęcić nas do pogodzenia się z przeszłością, pogodzenia się z różnymi sprawami i zainspirować nas tymi sprawami z przeszłości. Ponieważ, jak wiesz, Metallica zawsze chciała patrzeć przed siebie, nie spoglądając w przeszłość, gdyż to mogłoby doprowadzić do strachu przed ‘utknięciem’ muzycznie. Teraz dołącz do tego Rock and Roll Hall of Fame, to powiedziało OK. dobremu podejściu do przeszłości i uhonorowania tego, niekoniecznie doprowadzając do utknięcia w niej.
SC: Muszę powrócić do tego, jak wspaniała była atmosfera na koncercie, jak przez być może niektóre rzeczy wypowiedziane tutaj, przeszłość wyparowała.
LU: Myślę, że kiedy masz 40 na karku i tak samo jest w innych zespołach, to stare „on to powiedział, ona powiedziała tamto” to gówno prawda, wszystkie rzeczy z przeszłości, od których wtedy stroniłeś, znaczą tyle co zeszłoroczny śnieg. Te stare słowa nie są na tyle mocne, żeby powstrzymać to, co się dzieje.
SC: Czy sądzisz, że stara Metallica byłaby wystraszona, widząc ten stary materiał i tutejszą atmosferę, na przykład, „co pomyślałby Bono jakby zobaczył jak gram ‘Fight Fire with Fire’?”
LU: Nie. Na pewno nie.
SC: Dobra. W porządku, przejdźmy teraz do nocy, kiedy cała Wielka Czwórka jadła wspólnie posiłek. Jak było? Jak się czuliście? Jak to się zaczęło? Chodzi mi o to, czy było to coś w stylu, „Hej, podasz mi groszek?”Jak to się sprawdziło? W paru przypadkach nie widzieliście się 20 lat, prawda?
LU: Nie sądzę, żeby był tam ktoś, kto nie widział się 20 lat. Chodzi mi o to, że prawie cały Anthrax przychodził na nasze koncerty. Spotkaliśmy się z nimi w Chicago na trasie Death Magnetic. Kerry King zazwyczaj przychodzi się z nami spotkać po występach w LA. Przez dłuższy czas nie widziałem Deve`a Lombardo i Mustaina, nie widziałem, no nie wiem, z cztery, pięć, sześć lat, no może siedem. Ellefson przyszedł na koncert w Phoenix. Więc nie wyglądało to tak, wiesz „Oto grupka ludzi w pokoju, widząc się po raz pierwszy.” My przyszliśmy pierwsi, byliśmy tam ze dwanaście sekund i wszedł Megadeth. Powiedzieliśmy sobie wszyscy „cześć”, a po paru minutach wszedł Anthrax, a pięć minut po nich wszedł Slayer i każdy zaczął gadać. Wszystko było naturalne, nic nie było wymuszone, było parę osób, które nie widziały się przez szmat czasu i nadrabiali to. Było wiele dyskusji na temat rodziny i dzieci, rzeczy, które dotyczą wszystkich, o rodzicielstwie, jak radzą sobie dzieci w szkole, o podróżach i byciu z dala od naszych rodzin i tego typu rzeczy. To coś, czym każdy może się podzielić. Jeżeli spojrzysz na 17 muzyków, to nie wierzę, że żaden z nich nie ma żony, albo nie jest w związku. Każdy ma podobne zdanie. Każdy ma dzieci.

SC: Więc siedzieliście i wspominaliście historie z przed lat, typu „pamiętasz, jak się wtedy wkurwiliśmy w Peori?”
LU: Nie, niezbyt, nie.
SC: To wspaniale, bardzo dojrzale, cywilizowanie, wszystko się zgada, ALE czy dało się wyczuć ducha współzawodnictwa? Wydawało się, że koncert w Warszawie wyraźne wzmógł współzawodnictwo, które skończyło się najlepszym występem od czasu dwóch nocy w Meksyku.
LU: Myślę, że Dave Ellefson dobrze to określił w dzień przed występem, na kolacji. Mówił, że każdy z naszych czterech zespołów jest zakorzeniony w swojej osobowości, dorobku i wyjątkowości, że nie odczuwa żadnego ducha współzawodnictwa. Nie użył dokładnie tych słów, parafrazuję, ale mam nadzieję, że zgadza się to z jego założeniem. W ogóle nie ma tej „bezpośredniej rywalizacji.” Uważam, że istnieje teraz tylko współzawodnictwo wewnętrzne. Jedyna rywalizacja polega na tym, czy możesz wyjść na scenę i zagrać tak dobrze, jak tylko umiesz. Dotyczy to poprzednich występów albo po prostu bycia tak dobrym, jak nigdy. Nie było sytuacji, w której pomyślelibyśmy. „Ok, rozwalmy wszystkich.”
SC: Muszę o to zapytać, skąd to się bierze? Będzie więcej tego typu występów i /albo tras?
LU: Myślę, że to możliwe, że dalej będziemy celebrować przeszłość i, jeżeli wszyscy będą chcieli pójść o krok dalej, to nie widzę powodu, dla którego nie miałby z nami wystąpić Exodus, Testament albo Legacy, czy jak ich tam nazywano, Forbidden, albo Vio-lence, wiesz, Rob Flynns, ci, których można nie kojarzyć. Każdy będzie miał inne zdanie, każdy będzie miał inne układy wytyczone liniami historii. Myślę, że bardzo trudno mieć jedno z góry ustawione stanowisko w tej sprawie. Mógłbyś świętować Bay Area z lat 1983,1984,1985, Mógłbyś świętować narodziny amerykańskiego metalu. Dave Mustaine wpadł na coś, o czym ja nigdy bym nie pomyślał, ponieważ w pewnym sensie stworzyły go najznakomitsze amerykańskie zespoły (sprzed co najmniej ponad 20 albo 30 lat)z lat `70, Van Halen-Aerosmith-Nugent, tego typu rzeczy. Więc tak, uważam, że wspaniale byłoby powrócić do Wielkiej Czwórki i uczcić całą scenę Bay Area. Można by w to zaangażować Exodus, Testament, można by zaangażować wielu ludzi i zespołów. Jest wiele opcji.