Świeży, dłuższy wywiad z Kirkiem, jak widać po liście tematów wymienionych w tytule. Zapraszamy do środka.

– Na początek porozmawiajmy o tym, co cała metalowa społeczność w Indiach ostatnio mówiła – tych dwóch koncertach Metalliki w Bangladore i Delhi w październiku. Jak bardzo podekscytowany jesteś?
Naprawdę nie mogę doczekać się, by zobaczyć Indie jako kraj i jako kulturę, a następnie zobaczyć, jak nasi fani i nasza muzyka wpisują się w to wszystko. Kultura indyjska, dla mnie, jest bardzo interesująca i bardzo prowokująca. Jest duchowa i mistyczna; jest miejscem narodzin buddyzmu i hinduizmu, jak również jogi, więc jestem bardzo podekscytowany, że jadę do duchowego miejsca narodzin tych trzech dyscyplin.
Ponad to, otrzymujemy wiele listów od fanów, w których wiele osób prosiło nas, by przyjechać do Indii i w końcu jedziemy. Będzie więc bardzo fajnie i naprawdę nie mogę się na to doczekać.
– Co sprawiło, że to właśnie odpowiedni czas, by Metallica zawitała do Indii?
Cóż [śmiech], głównie to, że mamy na to czas! Oficjalnie nie jesteśmy na trasie, ale z takiego czy innego powodu tego roku udało nam się wypełnić nasz kalendarz garścią występów w miejscach, do których nigdy przedtem się nie udaliśmy, albo do których jeździliśmy rzadko. Więc, dlatego że mieliśmy czas i dostaliśmy ofertę zagrania w Indiach, wszyscy uznaliśmy, że czas to zrobić. Czujemy się całkiem dobrze z wyjazdem i graniem tam, ponieważ to coś, co chcieliśmy zrobić od długiego, długiego czasu.
– Czy indyjscy fani mogą oczekiwać nowego materiału na koncertach?
Cóż, o ile o nowy materiał chodzi, dopiero zaczynamy myśleć o pisaniu nowego materiału. Wydaje mi się, że jeśli cokolwiek zostanie ukończone między dniem dzisiejszym a końcem października, to kto wie? Możemy zagrać nowy kawałek, a może nie, ale ponieważ Indie to niejako wyjątkowe miejsce i będzie to pierwszy raz, gdy tam zagramy, może się nam też wyrwać kawałek, którego nie graliśmy od jakiegoś czasu.
– Pomówmy o Wielkiej Czwórce, serii koncertów, które robiliście wraz z Anthraxem, Slayerem i Megadeth. Cztery największe thrashowe zespoły na świecie na tej samej scenie. Jak do tego doszło?
W zasadzie pomysł wyszedł od nas, gdy myśleliśmy, jak fajnie byłoby, gdyby wszystkie kapele thrashowe z San Francisco spotkały się razem w jakby festiwalowej sytuacji; może zagrały festiwal w San Francisco. Gdy tak zaczęliśmy myśleć o tym, zdaliśmy sobie sprawę, że cztery główne zespoły metalowe lat ’80 – Anthrax, Slayer, Megadeth i my – nigdy nie grały występu, który uwzględniałby wszystkie cztery kapele razem. Zdecydowaliśmy się sprawdzić, czy byłoby to możliwe, czy udałoby się naprawdę to zrobić. Jak się okazało, pozostałe zespoły w to weszły. Zagraliśmy ten pierwszy koncert w Europie [Warszawa, 16 czerwca 2010, Sonisphere] i wyszło wspaniale.
Więc teraz jest to coś, co wiemy, że możemy naprawdę zrobić i wyrosło to na bardzo fajne, metalowe wydarzenie. To również całkiem fajny sposób na uczczenie faktu, że jesteśmy tu już tak długo i że nadal jesteśmy razem, nadal robimy albumy, nadal gramy koncerty. Z uwagi na sam ten fakt uważam, że to bardzo fajna sprawa.
– Na ile przyjemnie gra się z tymi kapelami i jaka jest twoja ulubiona część show?
Wspaniałą rzeczą w występach Big Four jest to, że bycie na backstage’u jest super, super fajne, ponieważ wszyscy jakby spędzamy czas i gadamy, jesteśmy kumplami, mówimy o starych czasach. Więc to bardzo fajne po prostu spędzać razem czas i być częścią tego wydarzenia.
Inna naprawdę fajna częścią show jest wtedy, gdy wszystkie cztery zespoły wchodzą razem na scenę i jamują „Am I Evil?”. To nie jest coś, co robimy na każdym koncercie, ale zrobiliśmy to w Bułgarii i zrobiliśmy to w L.A. i muszę ci powiedzieć, że to super, super fajne, to świeta sprawa tego doświadczyć i to świetnie być tam na scenie z wszystkimi innymi świetnymi zespołami.
– Zuchwałe pytanie więc – który zespół, twoim zdaniem, jest najlepszy z całej Wielkiej Czwórki?
Err.. cóż, my [śmiech]. Ale oczywiste, że dla mnie to my. Lepszym pytaniem byłoby, który jest moim drugim ulubionym zespołem?
– Dobrze więc. Więc który zespół jest twoim drugim ulubionym?
Muszę powiedzieć, że Slayer. Co mogę rzec, są czadowi, są ciężcy i w ogóle nie idą na kompromisy. Slayer po prostu rządzi. Muszę jednak powiedzieć coś jeszcze; Scott Ian to jeden z moich najlepszych przyjaciół. Znam go tak długo, jak jestem w zespole i sporo razem spędzamy czasu prywatnie. Robimy razem różne rzeczy, nasze rodziny się spotykają, więc muszę powiedzieć, że naprawdę po prostu lubię spędzać czas ze Scottem, bo to jeden z moich braci.
– Przy całym tym koncertowaniu, czy zespół miał okazję na serio zabrać się za nowy album?
Nie zaczęliśmy jeszcze tak naprawdę; myślimy o tym jednak [śmiech]. Jest po prostu garść innych praw, które teraz robimy. Mówimy sobie ciągle, że zabierzemy się do pisania utworów, ale wiesz, coś nam wypada. Zwykle to koncert, albo konieczność podróży do Indii, by grać, czy coś jeszcze innego, a potem album odkładany jest na drugi plan na trochę. Ale moim prywatnym zdaniem, nowy album po prostu będzie, kiedy będzie.
– Wyszła nowa biografia Metalliki – Enter Night: Biografia Metalliki autorstwa Micka Walla. Autor stwierdził już wcześniej, że zanim zaczął pisać książkę myślał, że wiedział wszystko, co można wiedzieć o Metallice. Dwa lata później zdał sobie sprawę, że nie wiedział nic. Co takiego odkrył?
Wiesz, to dobre pytanie. Szczerze, nie wiem. Tzn., wiem co wiem [śmiech], ale nie wiem, co Mick Wall wie, a czego nie, rozumiesz co mam na myśli?
– Pewnie, a co podejrzewasz, że to może być?
Podejrzewam, że może to być nasz naturalny sposób bycia poza trasą, wiesz, gdy nie robimy zbytnio nic. Jesteśmy naprawdę normalnymi kolesiami, którzy jakby robią różne naprawdę normalne rzeczy. Podejrzewam, że to może być coś, co go zszokowało [śmiech].
[Mick Wall sam na to pytanie bez ogródek wypowiadał się wcześniej. – red.]
– Czas pogadać po gitarowemu. Na wcześniejszych albumach Metalliki używałeś dużo Flying V Gibsona. Jesteś również fanem Les Paula. Powiedz nam o swojej pasji do gitar.
Tak, moim pierwszym Gibsonem był Gibson Flying V i po prostu go uwielbiałem. To chyba był Flying V albo z ’78, albo z ’79. Kupiłem go głównie przez to, że Michael Schenker miał takiego, ale też dlatego że miał humbuckery (gitara, którą miałem wcześniej, miała jednocewkowe przetworniki). Poszukiwałem pełniejszego brzmienia, brzmienia, którym mogłem osiągnąć „heavy metal” [śmiech], więc kupiłem sobie Gibson Flying V i to była moja gitara.
Tej gitary używałem na pierwszych pięciu albumach – Kill ’Em All, Ride the Lightning, Master Of Puppets, …And Justice For All i lack Album. Wszystkie te płyty mają gdzieś w sobie tą gitarę. Zdaje mi się, że Kill’Em All zagrałem na niej całe, podobnie z Ride the Lightning. Kocham Flying V.
Kupiłem swojego pierwszego Les Paula w 1988r. Poszedłem kupić następnego w 1989r. i wtedy zacząłem kupować Les Paule regularnie. To głównie przez to, że po prostu kocham Les Paule, zwłaszcza te stare. Stare Les Paule, które piały przetworniki PAF są dla mnie po prostu niesamowite.
– Co cię pchnęło do sięgnięcia po tą gitarę?
Pamiętam, że zobaczyłem film pt. „A Film About Jimi Hendrix” [do obejrzenia u tego użytkownika YouTube pod „Jimi Hendrix Documentary 1973” – red.]i ten film po prostu totalnie mnie rozwalił. Chciałem po tym być Jimim Hendrixem. Nie tylko chciałem grać na gitarze jak on i wyglądać jak on, ale chciałem być nim. Więc kupiłem gitarę i zacząłem uczyć się, jak grać kawałki Hendrixa. Po tym odkryłem UFO i Michaela Schenkera. To wtedy przeszedłem od poprzedniej gitary do Flying V, ponieważ – rzecz jasna – musiałem mieć taką samą gitarę, jak ktokolwiek, kto mi akurat imponował.
– Uczyłeś się pod okiem legendy, wielkiego Joe Satrianiego. Jak do tego doszło i jak było?
Cóż, w tamtym czasie miałem swoje Flying V i pewnego dnia powiedziałem do swojego przyjaciela, „Grasz naprawdę dobrze, co jest, jak to jest, że tak dobrze ci idzie?” On na to, „Oh, znalazłem tego nowego nauczyciele w Berkeley, nazywa się Joe, powinieneś go sprawdzić.”. Więc poszedłem tam, i na tyłach słyszałem, jak ktoś gra na gitarze, gra jak szalony, jak nikt inny, kogo do tej pory słyszałem. Poszedłem tam na tył, a na krześle siedział Joe, który powiedział, „Cześć, jesteś moim nowym uczniem?” Powiedziałem, „taak”, więc usiedliśmy i Joe po prostu zaczął grać.
Nawet wtedy brzmiał jak brzmi teraz. Tzn., wszystkie elementy jego stylu gry były wtedy na swoim miejscu. Byłem tak totalnie rozdupiony jego techniką i stylem. Pierwszą rzeczą, jaką do mnie powiedział, było: „OK, jeśli masz brać ode mnie lekcje, oczekuję, że odrobisz swoje lekcje. Jeżeli przyjdziesz tu za tydzień bez opanowania lekcji, po prostu zmarnujesz nasz czas i nię będzie żadnego realnego powodu, dla którego miałbyś brać lekcje.” Więc zasadniczo jakby powiedział mi, żebym zebrał się do kupy, gdy przyjdę w następnym tygodniu. Więc dostałem lekcję, nauczyłem się wszystkiego przez tydzień i wróciłem w następnym. Od tego się wszystko zupełnie zaczęło.
Widziałem, że Joe lubił ze mną grać, ponieważ zawsze graliśmy dłużej, niż w przewidzianym czasie. Tzn., zwykle spędzał około pół godziny z innymi swoimi uczniami, ale z jakiegoś niewiadomego powodu ze mną spędzał więcej czasu. Dowiedziałem się później, że to po prostu dlatego, że lubił ze mną grywać.
Później w wywiadach Joe powiedział, że gdy na początku zaczął mnie uczyć, dostrzegał coś w moim stylu gry i moim podejściu, co radykalnie różniło się od podejścia większości ludzi w tamtym czasie. Wiele z tego miało związek z faktem, że siedziałem wtedy głęboko w heavy metalu, w czasie gdy heavy metal nie był nawet jeszcze popularny. To prawdopodobnie miało też coś wspólnego z faktem, że słuchałem takich gitarzystów jak Ulrich Roth i Michael Schenker. Tzn., nie było w tamtych czasach wielu ludzi w Stanach, którzy choćby wiedzieli, kim byli ci gitarzyści. Więc wychodziłem z jakby całkiem wyjątkowej perspektywy.
Nauczyłem się od Joe wielu rzeczy, wielu rzeczy o technice zwłaszcza. Nauczyłem się również, że uczucie gry jest lepsze niż wszystko inne. Więc zawsze dążyłem do bycia gitarzystą z dużym feelingiem raczej niż gitarzystą z wielką techniką. Zawsze byłem świadom faktu, że można wypowiedzieć równie dużo pięcioma nutami, co pięcioma tysiącami nut. Pojęcie tego było dla mnie bardzo ważne.
– Mówiąc o technice, co powiedziałbyś, że jest najbardziej wyjątkową stroną twojej techniki, coś, co ewoluowało na przestrzeni lat?
Powiedziałbym, że po prostu nie umiem przestać grać na pedale wah. Wiem, że to niezbyt wielkie stwierdzenie ale, wiesz, lubię grać z wah-wah. Kocham grać solówki używając mojego waha. To w sumie na tyle.
Naprawdę staram się tworzyć solówki, które są chwytliwe i zapadają w pamięć, które zostają ci w głowie i są niemal jak utwór w utworze. Zawsze starałem się tworzyć chwytliwe solówki, które da się po prostu nucić i do nich śpiewać.
– Metallica jest już w obiegu od 28 lat. Widzieliśmy wiele metalowych kapel, które po prostu przychodziły i odchodziły, sam gatunek miał swoje wzloty i upadki. Jaki magiczny składnik sprawia, że Metallica jest na samym szczycie od 30 lat?
Szczerze, nie mam pojęcia. Mogę ci tylko powiedzieć tyle, że moim zdaniem nasza muzyka zwycięża próbę czasu. Nasza muzyka nadal brzmi współcześnie i nadal brzmi odpowiednio po 30 latach. Ludzie ją słyszą i nadal jest dla nich świeża w odbiorze. Mogę tylko powiedzieć, że to po prostu niesamowite, że się to nam naprawdę przytrafiło.
– Gdy w 1983r. dostałeś telefon zapraszający cię do dołączenia do Metalliki, miałeś jakiekolwiek pojęcie, do czego to wszystko zmierza?
Nie [śmiech]. Wszyscy patrzeliśmy na to, jak na możliwość nagrania albumu, wydania albumu i zrobienia trasy po klubach [śmiech]. To autentycznie wszystko, co myśleliśmy, że możemy z tego mieć. Oczywiście okazało się to być wiele więcej i dzięki Bogu!
Ale owszem, przez długi czas dążyliśmy do bycia zespołem nagrywającym płyty, który byłby w stanie wydawać albumy u jeździć w trasy i grać w klubach i małych teatrach.
Pamiętam jak w czasie, gdy wyszły Kill’Em All i Ride the Lightning, heavy metal nie był wcale taki popularny. Mieliśmy te wszystkie różne rodzaje muzyki, które były ówcześnie dużo popularniejsze. Wtedy kapele heavy metalowe odstawały od otoczenia, a ludzie w istocie nie rozumieli heavy metalu.
Myśleliśmy tylko o nagraniu kilku albumów i jeżdżeniu w trasy, ale zdecydowanie nie oczekiwaliśmy, że tak to wyjdzie.
– Zanim skończymy, musimy zapytać cię o tą nową książkę o kolekcjonerskich przedmiotach zw. z horrorami, pt. „Too Much Horror Business”, nad którą pracujesz.
To książka o starych, filmowych plakatach do horrorów i starych zabawkach-potworach. Kolekcjonuję te rzeczy już jakby od zawsze. Kupiłem pierwszy magazyn o potworach, gdy miałem pięć lat i tkwię w tych rzeczach od zawsze. Po prostu zdecydowałem pewnego dnia, że ponieważ mam tą wielką kolekcję plakatów i zabawek, że podzielę się tym ze światem. Zasadniczo to właśnie teraz robię, dzielę się tym ze światem. To naprawdę dobra zabawa. To dużo pracy i nadal pracuję nad tym teraz, ale to świetna zabawa i nie mogę się doczekać, aż to wydam.