Pełny wywiad tutaj, a u nas fragmenty dot. Metalliki i Wielkiej Czwórki, czyli nic więcej niż w tytule się tu nie dowiesz, zapraszamy do środka.

– Ponieważ Tom [Araya] nie może już być gwoździem programu, jak to zwykle bywało, czy Ty i Jeff [Hanneman] czujecie potrzebę zrekompensowania tego, zrobienia czegoś dodatkowego na scenie, by zatuszować różnicę?
Myślę, że zawsze robiliśmy takie samo show, mniej lub bardziej. Nie jesteśmy typem kapeli, która biega po rampach i która ma mnóstwo chwytliwych ruchów scenicznych, lub robi cokolwiek takiego. Skupiamy się na graniu jak mocno tylko możemy i na byciu zwięzłymi jak się da. Nie sądzę, byśmy mogli cokolwiek więcej zrobić, ale jestem świadom, że on [Tom] nie może, więc może staram się nieco bardziej zrobić spektakl z siebie samego, nie wypadając przy tym jak dureń. Gdy chodzi o to, byśmy dobili do stawki, nie wydaje mi się, byśmy mogli cokolwiek jeszcze podbić [śmiech]. Rozumiesz, o co mi chodzi?
– Może czas zaprzęgnąć lasery, czy coś?
Raczej nie [śmiech], ponieważ Metallica właśnie to zrobiła i nie chcemy żadnych porównań, „Oh, oni robią tak, bo zobaczyli jak Metallica to robi.”
– Myślę, że to prowadzi do oczywistego pytania o to, co sądzicie na temat występów, które daliście w ramach Wielkiej Czwórki?
Były wyjątkowe, to było świetne. Zabawne w tym jest to, że szliśmy tam myśląc, że będziemy tam wszyscy razem na jednej scenie, a były takie występy, kiedy Megadeth i Anthrax grały na innych scenach niż my i Metallika, co jakby niweczy sens nazywania tego występami „Wielkiej Czwórki”. Ale te, gdzie był Anthrax, Megadeth, my i Metallika [ciekawy dobór kolejności, Kerry – red.], były świetne.
– Pytałem Joey’a Belladonnę z Anthraxu o możliwość występów w Ameryce i powiedział, że wszystkie zepoły skłaniały się ku temu pomysłowi. Podzielacie ten pogląd?
Trudno powiedzieć, bo w grę wchodzi bardzo wiele spraw logistycznych. Dość trudno sprawić, by dwa zespoły zagrały razem, więc tym bardziej cztery zespoły, które zwykły być gwiazdą wieczoru indywidualnie. Tak więc zorganizowanie tego gówna będzie trudne. Ale gdy trasa „American Carnage” przeszła przez San Fran[cisco]jakieś tydzień temu, widzieliśmy Larsa i Jamesa. Zespoły zdecydowanie dogadują się i na tyle ile jest mi wiadomo, wszyscy całkowicie popierają tą ideę.
– Wszystkie wyznania na temat koncertów Wielkie Czwórki, które widziałem, wyglądały jak wielki festiwal starej miłości.
Chyba sobie czegoś takiego nie przypominam [śmiech]. Ale pomijając całe to gówno, które miało miejsce w tę i z powrotem pomiędzy ludźmi, pomiędzy różnymi zespołami na przestrzeni lat, szczególnie na łamach prasy, zabawne co dzieje się, kiedy tak zebrać wszystkich w jednym miejscu. Chyba wszyscy chcieli pozostać w dobrym układzie, więc to było super.
(…)
– Patrząc na zepsutą krew / nienawiść / wojny słowne, które miały miejsce pomiędzy zespołami po pierwszej trasie Clash [of the Titans, Megadeth + Slayer + Testament / Anthrax w 1990r.], czy ta trasa naprawdę była tak kłótliwa?
Zdecydowanie wywołała wielkie bagno, prawdopodobnie przez to, że było tam tyle współzawodnictwa. Miałeś trzy zespoły u szczytu formy, na szczycie metalu, każdy sądził, że jest tu samcem alfa, tak więc [w takiej sytuacji]musiało dojść do jakichś spięć.
– Czy oczekujesz, że to zdarzy się i tym razem?
Myślę, że mamy to już za sobą, przynajmniej mam pewność co do nas [Slayera] [śmiech]. Nie sądzę, byśmy mieli jeszcze coś do udowodnienia.