W ostatnim wywiadzie dla portalu Steel For Brains, gitarzysta i wokalista John Baizley zdradził szczegóły na temat nadchodzącego, 4. albumu Baroness. Będzie to pierwszy album studyjny po odejściu ze składu basisty Matta Maggioni’ego i perkusisty Allena Blickle’a, których zastąpili odpowiednio Nick Jost oraz Sebastian Thomson. Oryginalni członkowie zespołu odeszli z Baroness po groźnym wypadku drogowym, w którym ucierpiał cały band 15 sierpnia 2012 roku w okolicach angielskiego Bath.
John Baizley o nowym albumie Baroness:
Jesteśmy pośrodku i myślę oraz mam nadzieję, że wkroczymy teraz na tą drugą połowę pisania materiału. I jeżeli o mnie chodzi to myślę, że zaczynamy widzieć przebłysk światła na końcu tunelu. W tym momencie, jesteśmy już poza trasą od lutego. To dla mnie bardzo długi okres czasu. Nigdy nie byłem poza trasą tak długo w mojej niemalże 12-letniej karierze muzycznej.
Ale też posiadam rodzinę i swoje inne sprawy, więc przyjemnie było wziąć sobie przerwę od koncertowania. Ale zdecydowanie chcielibyśmy już powrócić do rzeczy, w których jesteśmy dobrzy: podróżowania i przeżywania przygód, spotykania nowych ludzi, grania gigów, odwiedzania miejsc w których jeszcze nigdy nie byliśmy.
Jak prawdopodobnie większość z was wie, musieliśmy w zeszłym roku przejść przez poważne zmiany w składzie po naszym wypadku. Oni nie chcieli dalej koncertować, więc niech tak będzie. Nie było żadnej urazy i nikt nie stracił do nikogo sympatii. Wciąż kocham tych kolesi. Ale wymiana 50% twojego bandu to poważna sprawa i nie byliśmy pewni jak to wszystko wyjdzie i potrzebowaliśmy nieco czasu, by wszystko się dotarło i ponownie stało się dobrze naoliwioną machiną.
I już na samym początku mieliśmy opóźnienie. Jeżeli chodzi o pisanie materiału, po prostu trochę czasu musiało minąć by wszyscy poczuli się komfortowo i zrozumieli w jaki sposób tworzy się w Baroness i ku czemu ostatecznie nasz band zmierza.
Na szczęście już to mamy za sobą i teraz po prostu kopiemy tyłki i piszemy. Trudno określić jakiś termin. I nie zdradzę żadnego też sekretu mówiąc, że to na pewno nie będzie podwójny album. Tylko raz chcieliśmy coś takiego nagrać [chodzi o dwupłytowe „Yellow & Green” – przyp. red.]. Wiedzieliśmy, że ten pomysł był niedorzeczny i wiedzieliśmy, że prosiliśmy ludzi o wiele, ale na tym właśnie się skupiliśmy pisząc ostatni album. Natomiast teraz jesteśmy po przeciwnej stronie tego spektrum. Ten album jest o wiele bardziej skondensowany od poprzedniego nagrania. Myślę, że to może być interesujące, jeżeli Baroness wyda teraz krążek, który nie będzie musiał po ściśnięciu znaleźć się na dwóch winylach, no ale zobaczymy czy to może się w ogóle zdarzyć.
Przez ostatnich parę tygodni słuchałem materiałów z prób oraz demówek które zrobiliśmy i jestem super nabuzowany tym gdzie się teraz znajdujemy. Sam fakt, że nadal piszemy muzykę oraz że posiada ona to nieodłączne dla Baroness brzmienie, pomimo tego przez co przeszliśmy – jestem niesamowicie tym podniecony. I jak zwykle interesujące będzie co się stanie po wydaniu tego nagrania. Jesteśmy szczęśliwi, że nadal mamy swoją grupę odbiorców.
Jesteśmy szczęśliwi, że wciąż żyjemy. I chcemy nadal grać. I mówiąc artystycznie po prostu próbuję znaleźć odpowiedni czas, by pewne rzeczy się zdarzyły. Mam teraz parę spraw tak jak wielki, solowy występ w którym będę uczestniczył za około cztery do pięciu miesięcy i jak zawsze będę tworzył okładkę dla albumu Baroness, co tradycyjnie zabierze mi setki godzin i po prostu staram się już do tego przygotować [śmiech].
