Prezentujemy Wam wywiad z Jamesem, w którym wokalista porusza tematy takie jak odwyk, fani czy przyjęcie albumu St.Anger.

Odpowiedz szczerze: Czy są jakieś momenty, kiedy Lars akurat nie gada?
(śmiech) Tak, przeważnie kiedy jestem w pobliżu.
Czemu tak jest?
Po prostu się relaksujemy, człowieku. Nie gadamy o tych wszystkich sprawach. Dobrze jest się po prostu wyluzować. Oczywiście Lars nadal jest dobry w gadaniu, ale ja też stałem się bardziej rozmowny po odwyku…
Wow. Otworzyłeś się?
Cóż nie wiem czy aż tak bardzo…ale tak
Ale Lars zawsze był gadułą. Ponownie bądź szczery: uderzyłeś go kiedyś w twarz?
No…
Nie?
No…w starych czasach tak. Wiesz to tak naprawdę nic nie załatwiało. To tylko opóźniało postęp albo cokolwiek innego co próbowaliśmy zrobić. Ale teraz doszliśmy do punktu, w którym możemy wykorzystywać swój gniew w odpowiedni sposób. To nigdy nie miało kończyć się przemocą, ale wiesz… to trwa kilka sekund a potem się żałuje.
Czy to co mówisz teraz nie jest próbą zmagania się z wizerunkiem Metalliki z jej początków- pełnego przemocy, katharsis muzycznego stworzenia?
Nie do końca. To całkowicie naturalny proces rozwoju i dojrzewania – nie tylko zespołu, ale także nas jako ludzi. Są kolesie którzy maja po 50 lat i się biją no i duża ich część siedzi teraz w więzieniach.

Dużo piosenek z pierwszych dwóch czy trzech albumów jest bardzo agresywnych, a ty byłeś wtedy w innym stanie umysłu. Czujesz się dziwnie grając jest teraz na scenie, czy może wracasz do tamtych uczuć z przeszłości?
Piosenka to piosenka. Nieważne w jakim momencie byłes kiedyś a w jakim jesteś teraz. Ważne jak się czujesz teraz. Tak jak St.Anger – to zdecydowanie nie jest „najłatwiejsza do słuchania płyta roku”. Wsadziliśmy w nią sporo agresji – moim zdaniem, więcej niż w jakikolwiek album wcześniej. To jest gwałtowny atak. Jest na nim trochę brutalnych częsci i bawimy sie dobrze je grając. Krzyczymy do ludzi z nadzieją, że oni krzykną z powrotem do nas. Wyrzucenie swojego gniewu podczas koncertu i zostawienie go tam – to jest nasz pomysł.
Niektórzy ludzie są niezadowoleni, że Metallica nie jest tym samym zespołem co w 1986r.
(śmiech) Są tacy sami jak ludzie, którzy tęsknią za „Statkiem miłości” ( amerykański tasiemiec miłosny emitowany w latach 1978-1986) w TV. Są ludzie którzy lubią utkwić w danym czasie i są ludzie którzy chcą iść naprzód. Nie chcę nikogo obrażać. My po prostu jesteśmy tym typem ludzi, który lubi się rozwijać i iść naprzód. To nie jest tak, że jesteśmy znudzeni tym jak się sprawy mają, ale my zawsze szukamy pożądania i ekscytacji w życiu. Nieznanych miejsc.
I musisz to wyjaśniać ponad 15 lat.
To się nazywa „życie”, ludzie! W porządku? Zaakceptujcie to albo nie, tylko przestańcie narzekać.
Zabawne jest to, że ludzie którzy narzekają przychodzą potem na koncerty.
Tak, przychodzą. Pozwalają sobie na to i dobrze się bawię. My spotykamy ludzi, potem odjeżdżamy zadowoleni. Mamy nadzieję, że oni także. I mamy nadzieję, że o to wszystkim chodzi. Łączenie poprzez szczeliny, które wypełniamy swoją muzyką. Wiesz o co mi chodzi?

Nie to żebym chciał, abyś gryzł rękę która cię karmi, ale fani metalu potrafią być wielkimi przygłupami [meatheads]. Spójrzmy prawdzie w oczy. To musi czasem irytować.
Wiesz.. nie irytuje. To całkiem spory mit.
Daj spokój! Sam jestem „Metalowcem” do pewnego stopnia. Nie oszukasz mnie. Byłem na waszych koncertach.
No dobra ty jesteś jedynym, który mnie wkurza (śmiech). Chodzi mi o to, że na naszych koncertach są ludzie chodzący zupełnie różnymi ścieżkami w życiu. Różnymi karierami. Różnymi stylami muzyki. Jest stereotyp metalowca: palant z tłustymi długimi włosami machający głową naprzeciwko ściany żeby się dobrze bawić. Oni są tylko cząstką. Jest wielu ludzi których łączymy. Na Meet & Greets czy czatach internetowych z nami ludzie mówią nam co się dzieje w ich życiu. Metallica to coś więcej niż kapela dla „Metali”. Tak mi się zdaję.
Lars mówi, że po odwyku jesteś zmienionym człowiekiem. Czy to prawda?
Zmieniłem swoją bieliznę, zmieniłem swoją poduszkę – nareszcie. Chciałbym móc zdecydowanie powiedzieć: „Tak”. Mam jaśniejszą wizję tego, jak się cieszyć życiem. Moje postrzeganie samego siebie jest czystsze. Naprawdę, dla mnie wyjście z cienia alkoholu, imprezowania, depresji – wszystkich tych rzeczy, na których kiedyś się opierałem. Naprawdę świetnie jest zobaczyć swoje i innych życie z innej perspektywy. Bycie zdolnym do mówienia o tym jest ważną rzeczą.

Więc naprawdę wierzysz w to, że już nigdy nie napijesz sie Jagermeistera, albo Wheaties’a o poranku?
(Śmiech) Nie jestem pewien czy kiedykolwiek to robiłem, ale to była dobra riposta.
Czy zmniejszył się twój poziom tolerancji na idiotów od kiedy nie pijesz?
(Śmiech) Trochę. Wychodzenie na imprezy jest teraz innym doświadczeniem. Nie mogę sobie poradzić z niektórymi ludźmi. Mówie ci to strata czasu (Śmiech). Gadają o różnych rzeczach, nie mają pomysłu na następny dzień. Kiedy pijesz jest fajnie, ale następny dzień zdecydowanie nie. To rujnowało wszystko co miałem, nie widziałem tego na czym powinienem się opierać: rodziny, zespołu, przyjaciół… mojego zdrowia. Tak, teraz mam drugą szansę od życia i czuję się świetnie. Nie porzucony. Kiedy jesteś naprawdę uzależniony musisz to po prostu przeciąć i zajrzeć w głąb samego siebie.
Bierzesz jeszcze jakieś lekcje śpiewu?
Uhhh, nie.
Jesteś gość. Nie potrzebujesz lekcji,
Zdecydowanie. Tak. Jestem tak dobry, jak tylko mogę być i koniec (śmiech).

Próbowałeś kiedyś rapu, a jeśli tak to kiedy?
Nagrałem trochę rapu na St.Anger… ale… to nie był rap jako taki. Po prostu pasowało do rytmu.
Zawsze nazywałem cię „wokalista karate”, bo często w piosenkach robisz „Yeah”
(Głośny śmiech)
To zawsze miał byc twój znak rozpoznawczy?
Jestem jak Japończyk z filmów lat 70’tych. Super!
To musiało wyjść naturalnie, bo towarzyszy ci od pierwszego albumu.
Cóż, nazwij to stylem lub czymkolwiek innym. „Wokalista karate” – podoba mi się. Będę używał tego hasła.