Dziennikarz Howard Johnson, który ponad 30 lat temu towarzyszył zespołowi Iron Maiden podczas ich pierwszych koncertów w naszym kraju podzielił się ciekawymi wspomnieniami związanymi z tą historią. Przypomnijmy, że Maideni zagrali w Polsce po raz pierwszy w sierpniu 1984 roku, a ich trasa objęła aż 5 miast. To właśnie wtedy doszło również do legendarnego występu grupy na weselu u przypadkowej młodej pary. Od tamtego czasu Brytyjczycy wystąpili u nas w sumie już 23-krotnie, a już 3 lipca pojawią się ponownie, tym razem we Wrocławiu. Szczegóły na temat tego wydarzenia, na którym pojawi się również Anthrax znajdziecie tutaj.
Tymczasem przeczytajcie wspomnienia Howarda Johnsona oraz zobaczcie materiały wideo z tamtej epoki:
Jest sierpień 1984 roku. Mam 19 lat. Stoję na kontroli paszportowej na warszawskim lotnisku, a członkowie Iron Maiden razem z managerem Rodem Smallwoodem śmieją ze mnie do rozpuku.
Tutaj tworzy się historia. To ich zadanie – podążać mniej uczęszczaną drogą. Iron Maiden właśnie zaczynają 11-miesięczną trasę World Slavery Tour. Co ważniejsze, staną się pierwszym dużym rockowym zachodnim zespołem, który zagra w Polsce – wciąż części Wschodniego Bloku Komunistycznego. Dopiero za 5 lat Niemcy Wschodnie zasygnalizują koniec europejskiej politycznej separacji przez swobodny przepływ obywateli do Niemiec Zachodnich. Za 5 lat upadnie Mur Berliński. Ale decyzja polskich władz, by pozwolić młodym ludziom potrząsać głowami mówi, że coś się dzieje. Wielkie kulturowe zmiany nie są tak daleko…
Ja? Niespecjalnie myślę o politycznej transformacji. Zastanawiam się, jakim jestem tępakiem. Pokazuję paszport mając na sobie głupią czapkę bejsbolówkę z długimi włosami ukrytymi pod nią. Czemu? Bo Smallwood i basista Maiden Steve Harris powiedzieli mi, że władze na pewno zlustrują moją fryzurę. Wywrotowiec i takie tam… Nie ważne, że reszta zespołu ma włosy aż do tyłka i są bez czapek. „Są artystami” kłamie Smallwood. „Dla nich to co innego. Uważamy, że cię nie wpuszczą, jeśli nie upniesz włosów.”
„Wszyscy posikaliśmy się ze smiechu, gdy upiąłeś nerwowo włosy.” powiedział Harry po koncercie. Prawie 32 lata później Smallwood i Harris wciąż będą przypominać mi moją łatwowierność podczas tej sytuacji, kiedykolwiek tylko mnie zobaczą.
Mówiąc uczciwie, to niesamowite, że w ogóle dotarliśmy do Polski. Próby generalne odbywały się w Niemczech Zachodnich, a wizy musieliśmy odebrać w Kolonii. Cała nasza świta jest gotowa, by lecieć do Frankfurtu, jednak nasz road manager Warren Pope popieprzył coś z telefonami w dzień odlotu. Przegapiliśmy lot, zostawiając mnie i towarzyszących fotografów na pastwę losu. Maideni czekają na nas, przegapimy zaplanowany lot, a temperament Roda jest w tamtym czasie wybuchowy niczym wulkan. Warren uważa, że straci pracę. Wciąż to powtarza jak mantrę. Czas coś szybko wymyślić. Wyciąga kartę kredytową – naprawdę, swoją kartę kredytową – i używa jej, by wypożyczyć sześcioosobowy śmigłowiec, do którego się wdrapujemy, co pozwoli nam dołączyć do zespołu w ostatniej chwili. Nie dało się zmyślić takiej historii.
Patrząc z perspektywy czasu na nasz pobyt w Polsce, ciężko uwierzyć, że świat kiedykolwiek tak wyglądał. Jeżeli posiadacie edycję „Live After Death” na DVD z 2006 roku, pewnie widzieliście dodatkowy dokument „Behind the Iron Curtain”. Czaję się w nim nosząc żółtą, zrobioną ręcznie koszulkę Aerosmith. Odcięte rękawy to mus. Ale nie tylko obcisłe spodnie perkusisty Nicko McBraina są niewiarygodne. Także cały stan kraju, który odwiedzamy. Autokar, którym podróżujemy, bzyczące wokół Trabanty, hotele. Wyglądają jak relikty poprzedniego wieku. Poziom rządowej paranoi także otwiera oczy. Polska „ochrona” towarzyszy nam 24 godziny na dobę jako nieproszony gratis. To oczywiste, że bardziej interesuje ich szpiegowanie nas, niż trzymanie „eurotrepów” z daleka. Ciężko uwierzyć, że to Europa naszych czasów. Takie gówno dzieje się tylko w Korei Północnej, nieprawda?
Koncerty odbywają się w 5 miejscach – Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Wrocławiu i Katowicach (autorowi chodzi o Zabrze – przyp. red.) – w ciągu zaledwie 6 dni. Zespół promuje piąty album, „Powerslave”, pomimo że jego europejska premiera będzie dopiero za niecały miesiąc. W Polsce nie ma to różnicy, bo nie ma tutaj oficjalnie wydawanej muzyki. Piracki album – a widzimy ich tony – kosztuje połowę miesięcznej pensji.
Zespół jest rozpalony, na tyle młody by generować wielką sceniczną energię, ale na tyle doświadczony, by mając niespełna 30 lat produkować zniewalającą, lecz wciąż ambitną muzykę. Słuchając „Powerslave” na taśmie przed wydaniem (tak wtedy była dystrybuowana nowa muzyka) czuję, że to powstający klasyk. Na scenie dowodzonej przez Bruce’a Dickinsona z głosem, jak syrena alarmowa i w żółtych lateksowych spodniach, zespół otwiera „Aces High” i „2 Minutes to Midnight” ukazując swój galopujący, metalowy styl. Utwór tytułowy i ponad 13-minutowy epicki „Rime of the Ancient Mariner” dają przesłanki do bardziej progresywnych tendencji, które później staną się znakiem firmowym Maiden, z przeplatającymi się zawiłymi partiami Davida Murraya i Adriana Smitha, od których większość metalowych zespołów ucieka.
Polscy „klienci”, jak nazywa ich zespół, nigdy nie widzieli czegoś takiego. 6000 gnojków wypełnia Halę Torwar w Warszawie pierwszej nocy i dostają świra. Co naprawdę dziwne, są tam też młodzi żołnierze w pełnym umundurowaniu zdejmujący koszulę do moshowania i rzucający spodnie w powietrze, co dodaje przyjemności wśród tej ludzkiej masakry. Jest to miłe, ale wciąż dziwne!
„Naprawdę nie myślę za bardzo o politycznej stronie” mówi 'Arry, gdy przeprowadzam z nim wywiad przed ostatnim koncertem w Katowicach. „Zastanawiam się, czy używają nas jako narzędzie propagandowe, ale przynajmniej dostarczamy rozrywkę dzieciakom. Widzą coś nowego i jeżeli nasze występy tutaj otworzą drzwi dla innych zespołów, by tu przyjechać, wtedy wizyta ta spełni swoje zadanie.”
Jak już wiemy, pionierski krok Maidenów naprawdę pomógł zmianie. Od tamtej pory Polska nadrobiła zaległości i teraz jest jak każdy inny kraj na trasie zespołu. Bez wątpienia to dobrze, lecz nie mogę pozbyć się nuty nostalgii dla tych milowych kroków, które zrobiliśmy lata temu. Nie zawsze można było dostać jedzenie, które było w menu w hotelach. Piwo było rarytasem, co prowadziło do pewnych szokujących imprez zakrapianych wódką, między innymi szczególnie pamiętną, gdy Dave Murray i ja musieliśmy zostać zaniesieni do domu Bóg wie skąd przez ochroniarza Big Johna Harte. Był podstawowy transport, autokar w rodzaju takiego, jakim jeździliście na basen, gdy byliście dziećmi – na pewno nie był to Ed Force One!
Ale wyraz radości na twarzach polskich fanów, którzy jakimś cudem byli tam zawsze, gotowych by śledzić zespół minutę po tym jak opuściliśmy hotel na koncert, pierwotny, gardłowy okrzyk ekscytacji, który wznosił się do czasu, aż zgasły światła, widok Iron Maiden w szczycie ich możliwości w tym dziwacznym środowisku jakby z innego świata. To rzeczy, które odcisnęły na mnie piętno i sprawiły, że jestem wdzięczny temu, że byłem częścią czegoś przełamującego bariery, czegoś, co naprawdę było ważne.
THE WORLD SLAVERY TOUR, POLSKA, 1984
9 sierpień – Warszawa Torwar
10 sierpień – Łódź Hala Aleja Politechniki
11 sierpień – Poznań Hala Arena
12 sierpień – Wrocław Hala Ludowa
14 sierpień – Zabrze Hala Makoszowy
https://www.youtube.com/watch?v=TZoHGERH8Z4
