Udając się na koncerty swoich najbardziej ulubionych grup muzycznych, zazwyczaj oczekujemy od nich najlepszego możliwego występu. To naturalne, idąc na koncert, wręcz żądamy doskonałego przekazu wielbionej muzyki w wykonaniu na żywo. Jeśli performance nie sprosta naszym oczekiwaniom, sprawia to w nas ogromne niezadowolenie, a co gorsza niekiedy i też zaprzestanie poruszania się w kręgu muzyki danego zespołu. Czego oczekujemy więcej? Osobiście dodałbym tutaj doskonałej jakości dźwięku, która na stadionach koncertowych często pozostawia wiele do życzenia. Nie ulega wątpliwości, że najlepsze występy odbywają się w średnich i małych klubach muzycznych. Przypomnijmy sobie koncert Metalliki z 2014 roku na Stadionie Narodowym w Warszawie, chyba nie tego wszyscy oczekiwaliśmy? Czy zatem koncerty nie powinny być zaplanowane, przećwiczone i sprowadzone do perfekcji? Swojego głosu w tej sprawie udzielił gitarzysta Korna James „Munky” Shaffer w wywiadzie dla Sebastiano Mereu z magazynu From Hero To Zero.
Myślę, że to wciąż powinno być organiczne, wciąż musi pochodzić z prawdziwego miejsca. Myślę, że bycie autentycznym do tego stopnia, jak tylko jest to możliwe wraz z jednoczesnym byciem profesjonalistą w produkcji rzeczy. Chcesz, żeby ludzie wracali. Chcesz, żeby na koniec występu myśleli, 'Wow, to było niesamowite doświadczenie. Nie mogę doczekać się, aby zobaczyć ich ponownie.’ Być może, żeby spojrzeli na kalendarz występów zespołu i pomyśleli 'Gdzie się teraz udają?’… Również ty musisz pochodzić z organicznego miejsca; to nie może sprawiać wrażenia nazbyt wyćwiczonego. […] Zasadniczo, staramy się zbliżyć, jak najbardziej możemy do zarejestrowanych wersji bez czynienia tego brzmiącym…. to muzyka na żywo, więc…
Kiedy idę zobaczyć jakiś zespół, lubię widzieć w nim niespójność… lubię, kiedy ktoś robi błędy na scenie. Nie chcę widzieć perfekcyjnej… to sprawia wrażenie zrobotyzowania, to za bardzo… Nie za wiele błędów, ale zawsze… to czyni występ… To zazwyczaj jest połączenie — człowiek z człowiekiem w zamian za granie tego na komputerze. Nie jestem pewien… To po prostu moje zdanie.
Trudno nie zgodzić się z przekazem Jamesa. Przesadna perfekcja bardzo często odbiera zespołom ich najważniejszy atut — autentyczność. To o czym mówi muzyk, to chyba dokładnie to samo, co pociągało ludzi w muzyce z czasów Iggy Popa i The Stooges, gdzie słowa perfekcja można by użyć jedynie w zestawieniu z drugim — improwizacją.
