W niedawnym wywiadzie dla Fuse.tv Gary Holt został zapytany, czym różnią się jego występy w Slayerze od „normalnych” obowiązków, które musi wykonywać w Exodusie. Gitarzysta odpowiedział:
W Exodusie to ja biorą na siebie większość ciężaru, podczas gdy w Slayerze robi to Tom (Araya, basista i wokalista – przyp. red.). W przypadku Slayera pojawiam się, piję kilka drinków, wychodzę i zasuwam na gitarze, gram set, po którym idę się zrelaksować. Spędzamy dobrze czas. Moja praca jest bardzo łatwa: mam po prostu wyjść i dać czadu. To dla mnie proste.
Holt został również zapytany o to, czy rozważał w ogóle pisanie materiału dla Slayera:
Kerry (King, gitarzysta – przyp. red.) stworzył cały nadchodzący album. Ja jedynie wpadłem i zagrałem na gitarze. To odświeżające, gdy po prostu przychodzisz i nie musisz zajmować się wszystkim innym. Nie muszę wywierać presji i tego typu rzeczy. Pojawiam się, idę prosto do mojej garderoby, przygotowuję się do występu, a po nim schodzę ze sceny i idę się odprężyć. W przyszłości – a jestem już z nimi w trasie od około 4 lat – jeśli Kerry poprosi mnie o wkład w nowy album Slayera, będę miał masę riffów.
Padło też pytanie na temat tego, jak Gary radzi sobie z grą w obu zespołach:
To ciężkie. Czasami jest tak, że Exodus musi znaleźć kogoś na moje zastępstwo, bo mam już zaklepany koncert ze Slayerem. To trudne, bo nie mogę tego robić przez 12 miesięcy na okrągło. Mam żonę, dzieci i dom. Staram się jakoś pogodzić te wszystkie rzeczy… Rodzina i 2 zespoły. Może być to czasami problematyczne, ale są gorsze problemy, z którymi trzeba się zmagać.
Cały wywiad możecie przeczytać pod tym linkiem. Gary zaczął występować ze Slayerem od 2011 roku, na początku jako zastępstwo dla chorego Jeffa Hannemana. Jednocześnie gitarzysta wciąż jest członkiem Exodusa, z który wydał w zeszłym roku 10. album studyjny, zatytułowany ,,Blood In, Blood Out”.

