Serwis PopEater.com rozmawiał ostatnio z frontmanem AC/DC, Brianem Johnsonem, o przyszłości zespołu. Najciekawsze odpowiedzi znajdziecie poniżej.
Za dwa lata 40-lecie istnienia AC/DC. Macie plany na jakąś trasę, czy album?
Spotkamy się z chłopakami, urządzimy małe zebranie i przedyskutujemy to. Nigdy nie mówimy, „Wchodzimy do studia w styczniu przyszłego roku.” Jeżeli tak robisz, wywiera to na tobie ciśnienie, nigdy tak nie pracujemy. Zawsze byliśmy wyluzowani. Jesteśmy jak ptaki, kiedy zawieje dobry wiatr, mówimy, „Hmmm, to już czas.”
Myślisz, że zrobicie trasę?
Cóż, jeżeli wydamy album… jednak nie myślę, że zrobimy to w przeciągu dwóch lat; nienawidzę tak mówić. Sądzę, że wszystko potrzebuje przerwy, twoje życie, czy nawet samochód. Każdy potrzebuje przerwy, a my jej jeszcze nie zrobiliśmy.
Jak myślisz, jak długo zajęło fanom Bona Scotta przyzwyczajenie się do ciebie?
Jestem pewien, że było dużo ludzi, którzy sądzili, że to nie wyjdzie. Zespół był fantastyczny. Pamiętam występ w Belgii, kiedy powiedzieli mi, „Brian, po prostu tam wyjdź.” Widzieli, że byłem zdenerwowany jak nigdy. Wyszliśmy na scenę i zobaczyłem morze plakietek, na których było napisane, „Bon Scott R.I.P.,” jednak na środku widniał też napis, 'Powodzenia, Brian”, to mnie wzruszyło. Ciągle wzbudza to we mnie takie uczucia, kiedy o tym myślę. Zaśpiewałem te utwory niepewnie, ale powoli było coraz lepiej. Jestem dumny z bycia częścią AC/DC.
