Jimmy Page, gitarzysta Led Zeppelin, od lat przymierza się do reaktywacji słynnej kapeli. Zespół rozpadł się w 1980 roku po śmierci perkusisty Johna Bonhama i od tej pory dał jedynie parę koncertów przy okazji różnych wydarzeń – Live Aid w 1985 roku, 40-leciu wytwórni Atlantic w 1988, Rock and Roll Hall of Fame w 1995 i w ramach hołdu dla zmarłego założyciela Atlantic Ahmeta Erteguna w O2 Arena w 2007.
W trzech ostatnich przypadkach za perkusją zasiadał syn Bonhama, Jason. Najbliżej dłuższej reaktywacji było w 2007 roku, jednak sprzeciwił się jej Robert Plant, który od lat z powodzeniem kontynuuje karierę solową i nie zamierza wracać do przeszłości. Całkiem niedawno pojawiły się plotki, że Led Zeppelin wróci przy okazji tegorocznego festiwalu legend rocka Desert Trip, jednak okazało się, że ten w ogóle się nie odbędzie. W związku z tym Jimmy Page znów pozostał na lodzie i właściwie od rozpadu Led Zeppelin nie ma pomysłu na karierę. Przez prawie 40 lat wydał jedynie dwa albumy solowe – niszową ścieżkę dźwiękową do filmu „Death Wish II” i średnio przyjęty „Outrider”, dwa albumy z supergrupą The Firm w połowie lat 80-tych, dobry „Coverdale/Page” i znów średnio udany „Walking Into Clarksdale” z Plantem.
Teraz sytuację postanowił skomentować David Coverdale, którego wspólny album z Page’em był chyba najbliżej klimatu starego Led Zeppelin:
Najsmutniejszą rzeczą dla mnie i dla mojego drogiego, kochanego przyjaciela Jimmiego Page’a… Myślę, że jednym z powodów, dla którego tak dokładnie zbadał katalog Zeppelin jest to, że nie może zebrać chłopaków, by poświęcili się stworzeniu nowej płyty lub trasy. Zeppelin to jego dziecko, tak jak moim jest Whitesnake, ale ja jestem szczęśliwy, że mogę powiedzieć, że mam doskonały świeży rozdział Whitesnake. Ciągle jestem nagrywającą i koncertującą jednostką. Ostatnie dwa lata były naprawdę najbardziej udanymi w naszej karierze. Było wspaniale. Następny rok, jeżeli Bóg pomoże, będzie taki sam. W tym roku będziemy w studio, pisząc nowy album i wydając nowy produkt w przyszłym roku. Ale Jimmy tego nie ma – nie ma do tego okazji.
Doradzałem mu przez lata, by zrobił to, co Carlos Santana na „Supernatural”. Jimmy ma wspaniałe piosenki. Powiedziałem „Jakby co, jestem z tobą. Zrobię dla ciebie parę kawałków, bez żadnego zastanowienia.” Powiedziałem „Zrób coś takiego jak „Supernatural”, przynajmniej znów będziesz grał.”
To naprawdę łamie mi serce, bo on jest tak bardzo wartościowym muzykiem. Z tym, co dał nam do tej pory, naprawdę już nic nam nie jest winien, ale ja wiem, że on wciąż jest ważny i istotny i ciągle doskonale gra na gitarze i pisze wspaniałe utwory. Ale co możesz robić po Led Zeppelin, stary? Gdzie możesz pójść?
Jimmy Page już raz przymierzał się do solowej płyty i trasy z zaproszonymi muzykami. W filmie „Będzie głośno” z 2008 zaprezentował nawet dwa utwory 'Embryo no. 1′ i 'Embryo no. 2/Domino’. Niestety od tamtej pory, czyli już prawie od dekady, pomysł nie doszedł do skutku.
