Opowiadając o 16 najważniejszych albumach w swoim dorobku, Bob Rock wymienił trzy zasadniczo kolejne i zasadniczo odmienne albumy Metalliki: Black Album, LOAD i St. Anger. Powstałe na kompletnie różnych etapach rozwoju zespołu płyty te miały nie tylko bardzo różne brzmienie, lecz skrywały za sobą zupełnie inną sytuację w studio, w głowach Jamesa i spółki, inne znaczenie w ich karierze i inny oddźwięk wśród fanów. Jak mówi Bob – za każdym razem po Black Albumie chciał, by Metallica była w studio taka, jak wtedy, jednak nigdy więcej już taka nie była. Pouczająca perspektywa osoby zespołowi „tak bliskiej, a jednak tak dalekiej”. Tłumaczenie jego słów w dalszej części artykułu.

– O Black Albumie:
Prawda jest taka, że wyszło tak jak w przypadku Motley. W tamtym czasie Metallica nie znaczyła dla mnie zbyt wiele. Wiedziałem, że istnieją – widziałem dzieciaki na deskorolkach z [ich]t-shirtami i in. rzeczy – ale kiedy posłuchałem albumu And Justice zapytałem, „Gdzie jest dół?” Nie podobało mi się jego brzmienie.
Jednak przylecieli do Vancouver ze swoją kasetą i puścili mi swoje kawałki i powiedziałem, „No cóż, takie coś mogę zrobić. Wiem, co z tym zrobić.” Brzmieniowo i pod kątem produkcji starałem się po prostu zrobić świetny album. Nie było żadnego początkowego konceptu w stylu „Zamierzam ich zmienić”. Zrobiliśmy po prostu bezkompromisowy album. Niezależnie od tego, co myślą fani, zrobiliśmy najlepszy album, jaki mogliśmy. Ja ich donikąd nie prowadziłem.
Pod względem brzmienia tego właśnie ode mnie chcieli. Powiedzieli mi to w oparciu o to, co zrobiłem na „Dr. Feelgood” i „Sonic Temple”, i dla Bon Jovi, i na płycie, którą zrobiłem dla The Electric Boys. Uwielbiali te albumy i chcieli [takiej]mocy [jak]„Dr. Feelgood”.
Sęk w tym, że James miał kawałki, które naprawdę musiał zaśpiewać – rzeczy jak Nothing Else Matters in The Unforgiven. Nie wiedział jak się śpiewa – wcześniej zawsze tylko krzyczał. To była podwalina naszej przyjaźni. Nauczyłem go tego, co wiedziałem. Poświęciliśmy czas na to, by płyta była tym, czego chcieli i tym, czego chciałem ja.
Kocham Black Album. To prawdopodobnie jedyna płyta, jaką kiedykolwiek zrobiłem, która odcisnęła się kulturowo na całym horyzoncie. Zmieniła bardzo wiele rzeczy.

– O LOAD:
LOAD miał być podwójnym albumem z 36* utworami. W tym wypadku zespół był też inny. Zespoły są jak rodziny lub małżeństwa; są dzieci i każdy stara się zbudować dom, itd. Robisz to wszystko, zbudowałeś już dom, a potem ludzie muszą ze sobą wytrzymywać. Kiedy poznałem Metallikę, byli dobrze naoliwioną maszyną, pracującą, by stać się największym zespołem świata. Gdy to osiągnęli, wszystko się zmieniło.
Po Black Albumie byli największym zespołem na świecie. Koncertowali przez dwa lata, a gdy potem zeszli z trasy, padło „Zróbmy kolejny album”. Ale James nie miał w ogóle czasu, by pisać. Pisał, gdy my składaliśmy kawałki do kupy. Przy Black Albumie mieliśmy dema. Pewne rzeczy były gotowe. Przy LOAD i Re-LOAD mieliśmy pomysły.
Sposób, w jaki pracowali, kawałki, jakie napisali – to była nowa perspektywa, zwłaszcza dla Jamesa. Robiliśmy 36* kawałków i, cóż, musieliśmy napisać teksty dla nich wszystkich. Po roku mieliśmy napisane cztery utwory – mieliśmy wszystkie te kawałki, ale tylko cztery z nich były kompletne – tak więc zapadła decyzja, żeby podzielić to na pół. Zabrałem to do Nowego Jorku, by James mógł skupić się na pisaniu.
Pamiętam, jak pytałem go, „Co się dzieje? Straciłeś inspirację?” A on spojrzał na mnie i powiedział, „Jest we mnie nadal sporo nienawiści, Bob.”
Często to powtarzałem podczas swojej kadencji w Metallice, że nigdy nie miałem tego samego zespołu, który miałem podczas Black Albumu. Wszystko było inne. Co jest świetne – takie jest życie. Możesz starać się zrobić to samo co wcześniej, ale tak naprawdę nie możesz.
* możliwe, że to literówka w tekście źródłowym i chodziło o 26, albo chodziło Bobowi o pomysły, z których część odrzucono / zostawiono na później – red.

– O St. Anger:
St. Anger to rozbity album rozbitego zespołu. Zwyczajnie nie mogłem tu zrobić tego samego brzmienia co na LOAD, Re-LOAD. Nie mogłem identycznie ustawić perkusji. Na tej płycie mówię, „Nie mogę znów tego tak zrobić”. A im to odpowiadało, ponieważ i oni mówili, „Nie chcemy tego powtarzać”. Poszukiwali.
Największym problemem z tą płytą jest to, że nie mieliśmy Jamesa. James nie pisał utworów w ten sam sposób, który dał temu zespołowi sukces. Miał swoje problemy, z którymi musiał sobie poradzić, dlatego też zrobiliśmy najlepszy album, jaki było to wtedy możliwe.
Poza tym w muzyce zaszły zmiany. Lars był pod wielkim wpływem System of A Down, gdzie nie było solówek. Solówki też się zmieniły – mieliśmy Toma Morello z Rage Against The Machine. To nie były super-szybkie solówki z wah-wah. Działy się [więc] te wszystkie rzeczy, a zespół poszukiwał czegoś odmiennego.
Kiedy usłyszałem ich na próbie, tkwiła w nich surowość, która była naprawdę fajna. Brzmienie perkusji na płycie to brzmienie z prób. To miało brzmieć jak oni w garażu. To się nie sprawdza jako zasada w metalu, ani pod kątem zasad, jakie ludzie ustanowili dla tego rodzaju gatunku, przeciw czemu zasadniczo wierzgałem, ponieważ nic te rzeczy dla mnie nie znaczą. To była moja wersje „Raw Power” The Stooges, tylko że z Metalliką.
Ta płyta musiała zostać popełniona, aby mogli [znów] cieszyć się tym, co robią. Ja byłem kozłem ofiarnym. Zawsze chciałem tego zespołu, który był ze mną przy Black Albumie, ale nigdy ten zespół nie powrócił. Ale jeśli ludzie chcą, bym powiedział, że żałuję tego, co zrobiłem, to nie żałuję. Zrobiłem to bardziej jako przyjaciel, jako ktoś, kto wspierał chłopaków, którzy toczyli walkę. To prawdopodobnie nie był najlepszy ruch w karierze, ale nie przeszkadza mi to.
Rezultat tego, człowiek, jakim jest dziś James Hetfield, był tego wart. Zrobiłbym to wszystko dokładnie tak samo. Jest teraz wspaniałym człowiekiem i ojcem, a to jest najważniejsze.
Jednakże dwóch ludzi przyszło do mnie i powiedziało mi, że bardzo podobał im się St. Anger: Jimmy Page i Jack White. Jeśli więc dwóch ludzi na świecie lubi ten album i jest to tych dwoje ludzi, to mi to pasuje. [śmiech]
