Nigdy nie zobaczymy koncertu Rush w składzie innym, niż klasyczne trio Lee/Lifeson/Peart. Tak donosi Rolling Stone, powołując się na nowy film dokumentalny zespołu „Time Stand Still”. Zdaniem Alexa Lifesona grupa nie rozpatruje nawet możliwości, aby na czas trasy zastąpić kogoś muzkiem z zewnątrz. Jego zdaniem Rush to nierozłączna trójca artystów:
To nie działa w ten sposób, że znajdziemy sobie kogoś na zastępstwo i po problemie. Rush nigdy nie był takim zespołem, nie dojdzie do takiej decyzji. Zawsze mieliśmy niepisaną zasadę: jeśli nie robimy tego razem, to nie robimy tego wcale. Były już podobne chwile w naszej karierze. Nie o takiej wadze, jak całkowite zakończenie koncertowania, niemniej nie robi to nam większej różnicy.
Oświadczenie to jest ważne przede wszystkim ze względu na problemy, z jakimi borykają się członkowie grupy. Neil Peart, perkusista zespołu, czuje zmęczenie koncertowaniem, już w 2014 roku chciał stwierdził, że nie dzieli podobnej pasji do grania na scenie. Alex Lifeson z kolei skarży się na postępujący artretyzm i mimo szczerych chęci nie wie, czy mógłby jeszcze występować u boku kolegów. Muzycy jednak podkreślają, że wciąż nie wyczerpali zasobów kreatywności i pomimo przeszkód, jakie stawia im życie wciąż wracają do swoich instrumentów. Trzymamy kciuki, razem z rzeszą wiernych fanów Rush, za klasyczne trio rocka progresywnego i liczymy, że zaskoczy ono wszystkich przynajmniej jeszcze jednym nagraniem. Ich ostatni album, zatytułowany „Clockwork Angels” miał premierę w 2012 roku, po zakończeniu tras zespół zawiesił działalność.
https://www.youtube.com/watch?v=N90GtbhUMtc
