W wywiadzie dla ShortList, Ozzy Osbourne i Geezer Butler opowiadają anegdoty z życia Black Sabbath – od zarania zespołu po najnowszy album. U ich podłoża kryją się: podkurzanie wszelkich religii, nieodzowne narkotyki, szaleńcy na scenie, okazyjne zetknięcia z politykami, nieudolne łamanie prawa i in.

1. Graj na nerwach tylu religiom, ilu zdołasz.
Ozzy: Pierwszy singiel z nowego albumu nosi tytuł „God Is Dead?” – byłem w gabinecie lekarskim i leżał tam magazyn z taką frazą na okładce. Pomyślałem, „Dokładnie – ludzie wbijali się samolotami w World Trade Center przez Boga, pełno tego jebanego gówna na świecie dzieje się w imię Boga.”
Geezer: Ozzy podrzucił mi tę frazę, a ja napisałem tekst. Chciałem nazwać ten utwór „American Jihad”.
Ozzy: Pierdolić to! [śmiech] To ja stoję na froncie i to śpiewam; miałbym za sobą całą pieprzoną armię. „A teraz zagramy… Amerykański Dżihad” [naśladuje dźwięk pistoletu i udaje, że pada martwy]. Nie obawiam się o sam zamach na mnie, mam tylko nadzieję, że koleś będzie dobrze strzelał i nie będzie mnie bolało [śmiech]. We wczesnych latach Black Sabbath mieliśmy cały ten odzew niezadowolenia ze strony różnych grup religijnych. Pamiętam jak raz w Memphis ktoś zapukał do moich drzwi hotelowych – stało za nimi pełno tych chrześcijańskich dzieci z zapalonymi świeczkami. Dałem im znać palcem, żeby podeszły i zaśpiewałem: „Happy birthday to you!” Wysyłano mi listy spisane krwią. W domu miałem ze 25 pieprzonych Biblii, każda z zaznaczonym fragmentem, który nadawca chciał, żebym przeczytał.
Geezer: Pamiętasz jak raz w Ameryce spaliłeś Biblię w zlewie hotelowym? Pozwolili reszcie z nas wrócić, ale powiedzieli, że „Pana Osbourne’a już więcej tu nie chcą”.
2. Odstaw narkotyki i alkohol. Kiedyś.
Geezer: Kiedy się starzejesz, albo stajesz się skończonym alkoholowym ćpunem, albo stajesz się wrażliwy. Myślę, że wszyscy staliśmy się teraz nieco wrażliwi. Najgorszy album, jaki zrobiliśmy – Never Say Die! – był tym, kiedy wszyscy byliśmy najbardziej naćpani i spici. Przez pierwsze kilka płyt nie było nas tak naprawdę stać na narkotyki i trunki.
Ozzy: Cóż, was nie było stać. [śmiech]
Geezer: Bez tego wszystkiego byliśmy zdecydowanie bardziej skoncentrowani na naszej nowej płycie.
Ozzy: W moich alkoholowych dniach zwykłem zakopywać butelki wódki w ogródku, a potem nigdy nie mogłem ich znaleźć. Szczury pewnie biegały po moim pieprzonym ogrodzie najebane. Gdy postanowiłem zarzucić narkotiki i alkohol – z czym wciąż walczę na codzień (czasami wypiję drinka, ale zwykle nie mogę) – ktoś powiedział: „Czy myślisz, że to wpłynie na twoją kreatywność?”
Pomyślałem, „Kurwa, może to całe gówno sprawiło, że wymyśliłem te wszystkie melodie i teksty.” Zdziczałem. Ale potem nagraliśmy ten album bez niczego takiego. Pamiętam jeden występ [w latach ’70], kiedy postanowiliśmy: nigdy więcej koki. Pierwszy kawałek, gramy świetnie i pomyśleliśmy, „Hej, idzie nam o wiele lepiej bez koki.” Przy drugim utworze cały zespół [spływa po kanapie czołem w dół na blat stołu]. Poszedłem za głośnik i wciągnąłem sobie kilka razy myśląc, że nikt mnie nie widział.
3. Wróć do oryginalnego brzmienia.
Geezer: Gdy Black Sabbath zaczynało, nie było czegoś takiego jak heavy metal; byliśmy po prostu jazzowo-bluesową kapelą. Więc Rick Rubin chciał, abyśmy wrócili do tego obdartego, żywego brzmienia z naszych wczesnych albumów. Powiedział: „Zapomnijcie o heavy metalu, nie zrobicie heavy metalowego albumu.”
Ozzy: Ja pomyślałem, że miał na myśli, że nagramy to kurwa akustycznie. Wyobrażasz sobie akustyczny album Sabbath? Nawet co do tekstów powiedział mi: „Nie chcę, żebyś używał słowa happy”. Miałem je w tekście: „I’m a happy, isolated man.” Rick powiedział mi: „Zmień happy na crazy.”

4. Uważaj na intruzów na scenie.
Geezer: Graliśmy w Milwaukee w 1980r. i jak tylko zgaszono światła ktoś rzucił cholerną butelkę na scenę, i walnęła mnie w głowę. Byłem pokryty krwią, więc menedżer trasy wyprowadził mnie na zewnątrz i gdy w końcu światła znów zapalona, nie było mnie tam. Reszta zespołu nie miała pojęcia, gdzie się podziałem. [śmiech]
Ozzy: Na jednym występie w Tennessee, jeden koleś wskoczył na scenę w pelerynie z kapturem. Trochę z nim poheadbangowałem, a potem zepchnąłem go na bok. Nagle podbiega roadie i wali go statywek od mikrofonu.
Mówię, „Co ty kurwa wyprawiasz?” Potem zobaczyłem, że koleś miał pieprzony sztylet w ręcę. No to mówię: „Walnij tę pizdę jeszcze raz! Zasadź mu jeszcze z buta.”
5. Pomyśl o zostaniu przestępcą.
Ozzy: W latach ’60 wszystko sprowadzało się do tego, „Jak by się tu wyrwać z jebanego Aston?” Próbowałem zostać złodziejem, co mi zbytnio nie wychodziło. Ciągle mnie aresztowali. Włamałem się do jednego sklepu, a kciuki wystawały mi z pieprzonych rękawiczek. Taki kurwa byłem mądry. „Tak, odciski kciuków, mamy go.” Nie zdawałem sobie sprawy, że to po odciskach do ciebie docierają. Kradłem wszystko, co mogłem sprzedać: ubranka dla dzieci, rzeczy wiekowych emerytów. Wyglądałem super w pubie z torbą pełną koszulek dziecięcych: „Ktoś chce takie?” Raczej nie byłem wspaniałym rabusiem pociągów; byłem kurwa idiotą. Kradłem raz telewizor, trzymałem go przy ścianie, ale się przewróciłem, a telewizor wylądował mi na piersiach. Nie mogłem go kurwa z siebie zdjąć. Więc musiałem tam leżeć, aż mnie nakryli. Chciałem być w telewizji, ale to telewizja była na mnie [śmiech].
6. Obchodź się z politykami ostrożnie.
Ozzy: Jakiś czas temu byłem na imprezie charytatywnej i Tony Blair mi się przyglądał. To było kiedy cały ten Środkowy Wschód miał miejsce – wysyłaliśmy tam chłopców, a oni wracali w pieprzonych pudłach. Podchodzi do mnie i myślę sobie, że powie, „Czy nie zechciałbyś pojechać i zagrać dla żołnierzy?”, ale on powiedział, „Byłem kiedyś w kapeli rockowej, ale nigdy jakoś nie mogłem załapać akordów do Iron Mana.” Żartujesz sobie kurwa? To wszystko, na co cię stać, kutasie?
Geezer: Nie polubiłeś go? On cię kocha.
Ozzy: Był dupkiem. Tak samo, gdy grałem na tym całym jubileuszu Królowej, podszedł Książę William. Właśnie zagraliśmy Paranoid i mówi: „Dlaczego nie zagraliście Black Sabbath?” Ja na to, „Co?” [śmiech] Kochany gość. Wyobrażasz sobie jak macha łbem na królewskim jubileuszu? Książę Harry w Vegas był kurewsko dobry. To właśnie powinno się robić, gdy ma się królewską krew. Możesz robić co chcesz, więc dlaczego nie? Rząd to zatwierdzi!
Ozzy Osbourne, Tony Iommi, Phil Collins i in. wykonują „Paranoid” dla Królowej Elżbiety II w 2002r.:
httpvh://www.youtube.com/watch?v=Slb-rCdXtsE