Z okazji premiery nowego albumu grupy Sinful Carrion udało nam się porozmawiać z jednym z gitarzystów zespołu, Łukaszem „Loki” Knapikiem. Jeśli jeszcze nie słyszeliście o wspomnianym zespole warto zapoznać się z naszą recenzją krążka „Just-World Hypothesis” oraz nadmienić, że Sinful Carrion supportowało Amon Amarth na koncercie w Gdańsku. Załóżcie więc słuchawki, włączcie potężne utwory zaserwowane przez zespół i przeczytajcie nasz wywiad – zapraszamy!
Witam! Patrząc na Wasz klip do utworu Collision Course ciężko jest mi oprzeć się wrażeniu, że każdy z Was ma spore zaplecze techniczne. Jak się poznaliście? Jak długo zajęło Wam skompletowanie zespołu, który bez trudu spełniałby wyzwania stawiane przez, bądź co bądź, techniczne kompozycje?
Łukasz „Loki” Knapik:
Hej! Witam wszystkich czytelników HeavyRock!
Przede wszystkim wielkie dzięki za miłe słowa. W historii naszego zespołu było wiele przetasowań składu, jednakże główny trzon zespołu pozostaje niezmieniony od wielu lat. Zarówno wokalista Adam (Miecznik) jak i ja jesteśmy ostatnimi dwoma osobami które zostały z oryginalnego składu nagrywającego debiutancką EP’kę. Od mojego dojścia do zespołu (2009r.) do wydania najnowszej płyty minęło prawie pięć lat.
Cathexis, czyli singiel zapowiadający LP został skomponowany przeze mnie w roku 2010. Od tego czasu utwór leżał na naszym zespołowym dropboxie czekając na lepsze czasy. Każdy z nas wiele się przez ten czas nauczył jednak wiele osób przerósł kierunek w jakim szedł nowy materiał. Był nawet taki moment, że przez prawie pół roku Sinful Carrion składało się tylko i wyłącznie z naszej dwójki. Zawzięte z nas sk**ysyny więc nie poddając się tworzyliśmy dalej szukając nowych ludzi.
Początek nowej drogi zapoczątkowało dojście basisty – Konrada Piątkowskiego. Nie dość, że podniósł nasze granie na bardzo wysoki pułap to jeszcze stał się naszym przyjacielem, częścią zespołowej rodziny. Od tamtej pory wszystko potoczyło się już błyskawicznie. Dojście perkusisty Roberta (Trebora) było już ostatecznym przypieczętowaniem nowej ery naszego zespołu.
Nawiązując do zmian, o których wspomniałeś – słuchając przy okazji Waszego debiutanckiego krążka, „Arising From A Shallow Grave”, wydawało mi się, że był on nieco bardziej tradycyjny i deathowy w porównaniu z „Just-World Hypothesis”. Jak się do tego odniesiesz? Czy zmiany w składzie miały duży wpływ na Waszą muzykę?
Każda nowa osoba w zespole wniosła nowe spojrzenie na muzykę którą do tej pory tworzyliśmy. Sinful Carrion przed wydaniem debiutanckiej EP składało się z zupełnie innych ludzi, mieszanki zupełnie innych gustów, inspiracji i wizji zespołu. Był to zdecydowanie prostszy, ale bardzo kopiący materiał. Nazywam to po swojemu „Straight-Forward” metalem. Część z dawnych utworów nadal znajduje się w naszym koncertowym secie i absolutnie nie chcemy odcinać się od tego, co jest elementem naszej historii z której, jaka by nie była, jesteśmy dumni.
Słuchając Was można odnieść wrażenie, że czerpiecie inspirację z wielu zespołów. Jak wygląda u Was komponowanie? Staracie się improwizować i pisać muzykę razem czy macie określonego lidera?
Za część muzyczną nowej płyty jesteśmy odpowiedzialni we dwójkę z Konradem. Nie mamy jednej sprawdzonej metody na pisanie utworów, ale znamy się na tyle dobrze, że we dwójkę pracuje nam się błyskawicznie i efektywnie. Wiemy co zagra każdy z nas zanim jeszcze zaczniemy improwizować. Bardzo rzadko zdarzają się sytuacje, w których nie podobają nam się nasze partie. Często przynosimy też na próbę utwory, które komponujemy nagrywając w domu przedprodukcyjne szkice. Jednak przy procesie tworzenia są obecni wszyscy i nikt nie narzuca swoich wizji bez poddania ich pod dyskusję. Pracujemy już nad trzecią płytą i mogę zdradzić że mamy już gotowe pierwsze utwory, które narodziły się w domu, a zostały doszlifowane na próbach. Zapowiada się że materiał będzie trochę inny z mniejszym naciskiem na techniczne granie.
Jakie zespoły znajdują się na Waszym ołtarzu świętości?
Wszyscy jesteśmy wielkimi fanami Gojiry. Jest to zespół którego moim zdaniem nie da się podrobić. Nie słyszałem też żeby ktoś mówiąc o jakimś innym zespole użył stwierdzenia „brzmią jak Gojira”. To w dzisiejszych czasach ewenement.
Każdy z nas inspiruje się czymś zupełnie innym. Z tego powodu często sobie docinamy. Łączy nas jednak zamiłowanie do oldschollowej szkoły grania. Nie jestem fanem tego co dzieję się w tej chwili z muzyką metalową. Do moich największych inspiracji można zaliczyć Lamb Of God i Nevermore dzięki którym mając gdzieś 16 lat zmieniłem totalnie swoje spojrzenie na gitarę. Mark Morton jest moim personalnym guru.
Uwielbiam też wczesny Entombed, Gorefest, Triptykon, Ghost, Depeche Mode, Mutemath i wiele innych. U Konrada króluje klasyka: Black Sabbath, Dream Theather, Deep Purple czy Testament. Docinamy mu głównie za power metal z lat 80/90 którego jest wielkim fanem oraz… Europe. Standardowym żartem jest już to, że Konrad posiada dyskografię Europe – czyli 5 płyt z przeróbkami Final Countdown (śmiech).
(śmiech) Macie w planach kilka koncertów. Przybliżycie nam nieco temat? Czy coraz śmielsze propozycje koncertowania traktujecie jedynie jako wyróżnienie i frajdę czy macie w planach pięcie się po szczeblach kariery?
Zespół to przede wszystkim koncerty i granie live. Do tej pory graliśmy bardzo mało i w tej chwili nadrabiamy zaległości chwytając każdą możliwą sensowną opcję grania. Niestety coraz częściej spotykam się z sytuacją, w której młode zespoły takie jakie nasz kalkulują czy opłaca się grać koncert gdzieś daleko od miejsca zamieszkania. Ceny paliw nie sprzyjają – skutecznie zabija to moim zdaniem ilość koncertów, które pojawiają się w naszym kraju.
Na dzień dzisiejszy mamy zabookowane 7 koncertów w tym dwa zagraniczne w Hamburgu i festiwalu w Emsdetten wraz z szwedzkim zespołem Circle Of Chaos, który to mamy przyjemność supportować na czterech koncertach dzięki naszym znajomym z kapeli Manslaughter (pozdrawiamy!)
Przejdźmy na chwilę do bieżących wydarzeń. Internet pełen jest plotek i wypowiedzi muzyków, którzy niemal codziennie goszczą pod sceną dziesiątki tysięcy ludzi – bierny obserwator może być już tym zwyczajnie zmęczony. W związku z tym zapytam Ciebie – co myślisz o ewentualnej reaktywacji Pantery z Zakkiem Wylde na gitarze? Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że po kilku występach pełny powrót jest mało prawdopodobny, ale jednak…?
Pantera to przede wszystkim Dimebag. Tego nie da się podrobić lub zastąpić. Solo z „A New Level”, „The Sleep” czy „Floods” mógłby oczywiście zagrać Zakk, Petrucci czy Vai bez żadnych problemów ale według mnie to nigdy nie będzie to samo. Ta sama gitara w rękach innego gitarzysty będzie zawsze brzmieć inaczej. Nie wiem jak wygląda to od kuchni, ale takie reaktywacje napotykają na ogół na problemy personalne, o których się nie dowiemy.
Towarzyszy Wam jeszcze jakaś trema przed wejściem na scenę? Musicie po koncercie rozładować towarzyszące napięcie tak, jak na metali przystało?
Przyznam, że grając przed Amon Amarth mieliśmy kupę w majtach 10 minut przed wejściem na scenę. Ale ogólnie rzecz biorąc te czasy mamy już za sobą, na scenę wychodzimy pewni i nawet jak coś nam się posypie to nie staramy się spinać. Więcej stresu jest w tej chwili spowodowanych organizacją niż samym koncertem. Po koncercie oczywiście partyjka w chińczyka. Klimat zawsze rozładowujemy, każdy na swój sposób, ale o tym nie mogę tu pisać (śmiech).
Z kim z naszej sceny chcielibyście wyruszyć w trasę? Kogo ze swojego gatunku, oprócz siebie oczywiście, polecilibyście naszym czytelnikom?
Najbardziej chciałbym zagrać z Vesanią. Jest to moja ulubiona polska kapela. Parę lat temu mieliśmy szansę ich supportować i klimat, który towarzyszy ich koncertom jest niepowtarzalny. Uwielbiam ich kompozycje oraz warsztat.
Czytelnikom koniecznie polecamy nasze rodzime zespoły: The Sixpounder, Spirit, Manslaughter, Incarnal, Devils Note.
Praktykujecie wspólne wakacje, wyjazdy, imprezy? Żyjecie swoim zespołem?
Zdecydowanie! Ostatnio byliśmy wspólnie na warszawskim koncercie Gojiry. Jedyna wada – Adam strasznie dużo gada i w polskim busie ludzie na trasie Wawa-Gdańsk poznali już całą historię death metalu w Polsce.
(śmiech) Supportowaliście Amon Amarth. Oglądając film z tego wydarzenia byłem osłupiony z powodu świetnego nagłośnienia i zorganizowania całej imprezy. Chciałbym jednak spytać o coś zupełnie innego – goście z Amon Amarth to sympatyczni panowie, czy raczej rasowi Wikingowie? (śmiech)
To jest najwyższa światowa półka. Cały sztab ludzi odpowiedzialnych za udźwiękowienie imprezy, światła, instrumenty i soundcheck. Muzyków AA zobaczyliśmy tylko na soundchecku i koncercie. To nie jest ta liga, w której jako muzyk krzątasz się w poszukiwaniu przedłużacza który był wpisany w rider. Tu się wszystko zgadza i nie ma miejsca na amatorszczyznę. Absolutnie fenomenalny występ zarówno brzmieniowo jak i muzycznie. Poznaliśmy jedynie technicznych zespołu, którzy byli mega sympatycznymi kolesiami.
Z jakim przyjęciem spotkaliście się podczas tego koncertu? Dzieliliście w końcu scenę z gwiazdą światowego formatu!
Nie mieliśmy złudzeń. Nikt nie przyszedł tam ze względu na nas. Jechaliśmy z myślą, że jesteśmy dodatkiem i mamy wprowadzić ludzi w metalowy klimat. Przyjęcie: jak to support. Nogą potupali, głowami pobujali, brawami na koniec nagrodzili. Sam będąc wśród publiczności zachowałbym się tak samo.
Jakie macie dalsze plany? Myślicie czasem o niespotykanych rozwiązaniach, kolaboracjach z innymi zespołami, nagraniem coveru czy teledysku „z jajem”?
Przede wszystkim szukamy wytwórni. Wszystko co robimy do tej pory jest finansowane z naszych własnych kieszeni. Nie mamy żadnego finansowego wsparcia z zewnątrz. 80% tego co zarabiamy prywatnie pracując inwestujemy w zespół. Oczywiście będziemy to robić tak dalej aż starczy nam sił, ale nie ukrywam, że przydałaby się pomoc w organizacji koncertów. W skrócie: głośno myślimy nad teledyskiem do utworu 'Divine Intervention’ z najnowszej płyty, szukamy koncertów, komponujemy utwory na trzecią płytę którą planujemy nagrać w przyszłym roku.
Pytanie dla rozluźnienia – czy w dobie dystrybucji cyfrowej kupujecie jeszcze płyty? W jaki sposób wspieracie znajomych z tzw. podziemia?
Jest to główny powód dla którego nie jesteśmy bogaci (śmiech. Konrad ma niesamowitą ilość oryginalnych płyt. Dochodzi do tego, że sprzedaje wersje standardowe i kupuje wersje limitowane tych samych pozycji. Adam jak i ja mamy kolo 200 płyt w swoich prywatnych kolekcjach (jeśli taką ilość można nazwać kolekcją). Nie jestem fanem cyfrowych formatów. Album to dla mnie nie tylko muzyka, ale także słowa, oprawa graficzna jako całość dopełniająca dzieła.
Co chcielibyście przekazać naszym czytelnikom?
Naszą muzykę!
Dzięki za rozmowę!
Również i do następnego!
Rozmawiał: Bartosz Pietrzak



