Jakiś czas temu informowaliśmy Was o tym, że przeprowadzimy wywiad z ikoną heavy metalu, jaką bez wątpienia jest sam King Diamond. Jak powiedzieliśmy, tak zrobiliśmy i na przełomie marca i kwietnia 2013r. zadaliśmy Królowi kilka ciekawych pytań (w tym Waszych). Wywiad był przeprowadzony poprzez Skype a sam King Diamond okazał się być przesympatycznym i niesamowicie rozgadanym adwersarzem, przez co z długiej listy pytań w 40-minutowej rozmowie udało nam się zadać tylko ich część. Na szczęście niczego nie świadom na wiele odpowiedział sam, gdy tak mówił, mówił i mówił. Zapraszamy do lektury – szanowni Państwo – King Diamond specjalnie dla Deathmagnetic.pl.
Jeżeli ktoś preferuje odsłuch nagrania zamiast lektury tłumaczenia, może pobrać wersję audio, jednakże z jakiegoś powodu Skype strasznie kiepsko nagrał nasze pytania. Kinga słychać na szczęście głośno i wyraźnie, więc jeśli znasz angielski, sprawdź to.
DeathMagnetic.pl:
Witaj, słyszymy się?
King Diamond: Taak, witam. Z tej strony King Diamond. Jak się masz?
Hej King. Nazywam się Łukasz, jestem z serwisu internetowego deathmagnetic.pl, który traktuje głównie o Metallice, ale…
KD: Heh, taak, nie da się ukryć, tak podejrzewałem, hehe.
Teraz piszemy nie tylko o nich, ale również ogólnie o metalu. Mam nadzieję, że słyszymy się dobrze. Przed wywiadem zapytaliśmy fanów, Twoich fanów, o kilka pytań, jakie chcieliby Ci zadać i wyszło tego całkiem sporo, jednak pierwszą rzeczą, o którą zapytam będzie: jak się masz? Tzn. za Tobą kilka ciężkich chwil związanych ze zdrowiem, czy wszystko już w porządku?
KD: Tak. Od tamtej pory to oczywiście była trudna droga – od bycia martwym przez kilka godzin do obecnego planowania trasy koncertowej. Koncerty zagrane tamtego lata były testem tego, czy możemy ponownie wyruszyć w trasę. Do tamtego momentu nie grałem całego setu – to miało miejsce dopiero na próbie w Danii przed festiwalem Sweden Rock. Do tego od razu przeszliśmy produkcji i całej sceny o wysokości drugiego piętra, więc to oznaczało sporo ćwiczeń, ale wracając do rehabilitacji, którą przeszedłem – była długa i ciężka, musiałem wręcz nauczyć się oddychać na nowo. […] moja klatka piersiowa musiała zrosnąć się, miałem w niej metalowe druty – grube metalowe druty rozmieszczone w klatce, by móc ją podtrzymywać po tym, jak ją otwierano. Wszystko się zrasta. Po tych wydarzeniach wiele się zmieniło. Odkryłem, że po rzuceniu palenia dramatycznie poprawił mi się głos. Od czasu operacji nie miałem w ustach papierosa. Tak samo moja żona – oboje przestaliśmy palić. Najlepiej można opisać w ten sposób – jeśli przez całe życie jeździłeś używanym samochodem i nagle dostajesz nowe auto i mówisz: „Rany! Nie wiedziałem, że może tak być!”. Przed operacją mój głos miał się dobrze, ale teraz jest znacznie czystszy. Gdy się nad tym zastanowić – zaczynając śpiewać byłem już palaczem. Paliłem papierosy przez wszystkie te lata, gdy byłem wokalistą, ale teraz odkryłem, jak to jest, gdy nie palę, ale śpiewam w swoim stylu. Jest znacznie łatwiej i to robi sporą różnicę. Inaczej mi się oddycha, bo jak powiedziałem, musiałem nauczyć się tego na nowo, i sprawdza się to świetnie.
Fizycznie mam się teraz lepiej, czuję się zdrowszy, razem z żoną chodzimy na spacery 5 dni w tygodniu: udajemy się w punkt oddalony o 3 mile (ok. 5 km) i gdy już się tam zajdzie, to człowiek jest spocony. Nie biegamy i nie robimy innych rzeczy, których zabroniłby kardiolog. Robimy tylko to, co jest absolutnie optymalne dla serca. Większy wysiłek byłby szkodliwy. Młodzi lekkoatleci zużywają swoje organizmy, taki wysiłek nie jest zdrowy. Możesz myśleć, że jesteś w dobrej kondycji, ale niszczysz swój organizm. To jest fakt, ale z drugiej strony musisz to robić, by trzymać formę. To samo dotyczy jedzenia, które teraz lepiej dobieram: z właściwym cholesterolem i tłuszczami, mam bardzo dobre wyniki krwi, a wcześniej były bardzo złe. Niektóre z moich problemów było powiązanych genetycznie i nie wiedziałem, że mam te rzeczy, bo nigdy nie odżywiałem się specjalnie źle, ale jadałem przeróżne rzeczy. Sądziłem, że np. wszystkie owoce morza są dobre, a okazuje się, że takie krewetki są najgorszym, co możesz zjeść, mają dużo cholesterolu, o czym nie wiedziałem. Teraz wręcz zrobił się ze mnie dietetyk i staram się mieć świadomość, co jest dobre, a co złe, co też tyczy się sposobu przygotowania posiłków.

Wyruszając w trasę musimy również być ostrożniejsi, żeby np. móc przebywać w miejscach, gdzie ugotuję porządne jedzenie albo znaleźć coś dobrego. Nie mogę jechać na syfiastych posiłkach w motelach, gdzie na śniadanie dostajesz tylko Colę i kawałek czekolady. To już tak nie działa. Pewnymi sprawami należy zajmować się we właściwy sposób, ale to jest możliwe. Po skończeniu koncertu mogę np. zabrać składniki do hotelu i przygotować super-zdrowe kanapki z łososiem, które w dodatku fantastycznie smakują. Nie potrzebuję lodów, chociaż je uwielbiam, nie potrzebuję czekolady, chociaż ją uwielbiam, więc te rzeczy są już przeszłością.
Jeśli więc dobrze rozumiem, po wszystkim możesz powiedzieć, że zaszło co najmniej kilka pozytywnych zmian…
KD: Tak, zgadza się. To trochę pokręcone, ale chirurg powiedział, że gdyby ta operacja nie była tak niebezpieczna, to każdy powinien ją przejść, dać się otworzyć i wyczyścić, bo sam na kilka lat przed tym nie miałem pojęcia, że takie rzeczy tam się dzieją. Dla przykładu, zimą zakładałem dwie pary skarpetek, bo czuć było zimno od podłogi. Teraz już tak nie robię. Obieg krwi działa teraz lepiej, o wiele lepiej czuję też smaki, od kiedy rzuciłem palenie. Niczego nie biorę już za pewnik i nie wiem, czy jutro nadal tu będę – oczywiście planuję to, ale nie mam na to gwarancji. Pewnie jeszcze przez lata będę odczuwał połączenia nerwowe, które teraz próbują na nowo się odnaleźć po obu stronach klatki piersiowej. Czasem to jest bolesne, czuję ukłucia i zastanawiam się, czy to przypadkiem nie zawał. Czujesz więc to co jakiś czas i nic nie możesz poradzić, bo tak już jest, musisz się z tym pogodzić.
Więc to w pewnym sensie pomogło ci się przewartościować.
KD: Tak, tak, tak, tak, absolutnie. Wyglądam inaczej. Ale moja filozofia życiowa jest prawdopodobnie silniejsza, niż wcześniej, ale nic się tak naprawdę w niej nie zmieniło. To jest tak, jakby mój dom miał wcześniej 2 okna, a teraz ma 28. Dostrzegam znacznie więcej wokół mnie, używam różnych rzeczy w inny sposób, ale moje podejście do życia nie zmieniło się ani odrobinę, wciąż jestem na 2000% Kingiem Diamondem. Innymi słowy, King Diamond i Kim Bendix Petersen to dokładnie ta sama osoba. Na pewno zdałem sobie sprawę, jak cenne jest życie i jak szybko może się skończyć. Po tych zdarzeniach miałem kilka dziwnych myśli i część z nich z pewnością trafi na nowy album. Podam ci przykład: był drugi dzień po operacji, spacerowałem z pomocą pielęgniarki po oddziale intensywnej terapii, było okrooopnie ciężko, ale później zostałem przeniesiony na inny oddział i urządzałem sobie spacery nocą, tak jak to w tekstach Kinga Diamonda, chodzenie po cmentarzach, no więc przemieszczałem się od jednego pokoju pielęgniarek do drugiego z tym czymś – to nie jest krew, ale jakaś substancja wpływająca do krwiobiegu. Chodziłem po korytarzach z tym uchwytem na kółkach, o 3:00 nad ranem, a pielęgniarki kazały mi przestać, ale ja potrzebowałem chodzenia, chciałem iść już do domu. Tak przecież mówili, że im więcej się chodzi, tym mocniej ciało reaguje na otoczenie i będzie można szybciej wyjść do domu. Więc ciągle tylko chodziłem, mogłem maksymalnie przespać godzinę, bo sypiałem na wózku, nie potrafiłem zasnąć w łóżku, spałem tylko na wózku, a później budziłem się z koszmaru, a żona mnie uspokajała. Dziesięć dni po operacji byłem już w domu, miałem jeszcze na sobie bandaże i w ich zmianie pomagała mi żona. W czasie mojego pobytu w szpitalu stała się w zasadzie pielęgniarką na pół etatu, dzięki czemu mogłem wrócić do domu wcześniej.
Gdy wychodziłem ze szpitala, chirurg powiedział mi, że jeszcze tego dnia mam przejść pół mili. Spytałem, czy robi sobie żarty – był grudzień, padał śnieg, nie dałem nawet rady założyć butów, więc w ten śnieg poszedłem w kapciach i skarpetkach. Nie miałem wyboru: nogi miałem tak spuchnięte, że nie było szans założyć starych butów. Lekarz dodał, że za tydzień mam przyjść na wizytę i tego samego dnia przejść pełną milę. Myślałem, że zwariował, ale tak to właśnie jest – musisz zrobić, co ci każą. Podczas spaceru miałem wrażenie, że jakoś już nie jestem tutaj obecny. To były najdziwniejsze momenty, gdy miałem uczucie zawieszenia i wręcz musiałem pytać żonę, czy naprawdę czuje mój dotyk na ramieniu, czy mnie widzi i słyszy, co mówię. Potrzebowałem potwierdzenia, że nie jestem duchem wśród żywych. To było bardzo dziwne i trwało przez jakiś czas. Miałem wtedy najgorszy koszmar, jaki mi się kiedykolwiek przytrafił, ale opowiem go kiedy indziej, bo jest bardzo długi, dotyczy przebudzania się i powrotu. A potem nadszedł już czas starania się, by móc zagrać pełny koncert, bo wiesz, brałem udział w kilku mniejszych występach, w tym podczas urodzin Metalliki, zaśpiewałem też 3 utwory podczas imprezy charytatywnej na rzecz dzieci chorych na raka. To wszystko było drogą do odnalezienia głosu i zdawałem sobie wtedy sprawę, że byłoby fajnie, gdyby się udało, chociaż nie miałem tej pewności.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=iVae28Vyk7c
Samo przebywanie w sali koncertowej, blisko głośnej muzyki, dawało poczuć wibracje, które wstrząsały moją klatką piersiową, która jeszcze wtedy się nie zrosła. Uciekałem stamtąd, bo bałem się, że umrę. Gdy pojechałem na koncert Metalliki nie miałem pewności, czy mogę tam być. Po południu mieli próby ze swoimi gośćmi, a gdy przyszła pora na mnie i stanąłem przed PA, zdałem sobie sprawę, że nadszedł moment prawdy. Wtedy nie miałem już problemów z klatką, a chirurg powiedział mi, że wszystko się zrosło, choć przyznał, że nie miał doświadczenia z muzykami, nigdy nie przeprowadzał takich operacji na muzykach. Powiedział, że jeśli czuję się dobrze, to powinienem już występować i iść za instynktem, a jak pojawią się problemy, to należy przestać.
Ostatni raz, kiedy byłeś w Polsce, to było rok 2007. Co pamiętasz o naszym kraju?
KD: Było naprawdę cool. Byłem tam kilka razy i zawsze mi się podobało. Raz grałem na festiwalu, innym razem w hali, grałem też chyba w jakiejś hali do hokeja, był też festiwal w Krakowie, a hala była zdaje się w Warszawie. Publika była zawsze wspaniała. Nie mogę doczekać się kolejnej okazji i zobaczysz, że będzie świetnie. Takiego Kinga Diamonda jeszcze nie widzieliście.
Jeden z fanów zapytał, czy próbowałeś polskiej wódki i czy Ci smakowała?
KD: [z uśmiechem]Nie, nie piję wódki w zasadzie. W swoim życiu tak naprawdę piłem niewiele alkoholu, wiesz, lubiłem parę rzeczy, ale nie w dużych ilościach i dałem sobie z nimi spokój dawno temu. Czasami lubię napić się wina, zwłaszcza w jednym, specjalnym miejscu w Hiszpanii, w Rioji. Naprawdę je lubię, to jest bardzo dobre, czerwone wino. Lubię to szczególnie wtedy, kiedy głośno gramy w moim domu, pijemy, rozmawiamy… To lub piwo. Na trasie jednak nie zobaczysz mnie pijącego alkohol – muszę mieć sporo dni wolnego, aby się napić – to powoduje, że głos się trochę zmienia – gdy się napijesz, albo będziesz pijany. Mówisz głośniej, szczególnie, gdy jesteś w barze – wręcz krzyczysz i następnego dnia rano brzmisz jak „ghhhh ghhh” – a ja niestety tak nie mogę.
Dobrze, że o tym wspominasz, bo ma to związek z następnym pytaniem. Tak się składa, że ja również jestem wokalistą..
KD: O, naprawdę? No proszę, jak długo?
Już całkiem długo, jednak nigdy nie miałem czasu, aby nagrać cokolwiek. Mam nadzieję, że kiedyś to zrobię, może w ciągu kilku najbliższych lat… Zawsze jestem ciekawy, kiedy rozmawiam z wokalistami: czy masz jakieś rady dla innych wokalistów?
KD: Ale co konkretnie… Jak „traktować” swój głos?
Na przykład, jak przygotowujesz się przed wejściem na scenę, itp….
KD: Hmm… Wiesz, to najgłupsza rzecz… Wiesz co kiedyś usłyszałem od osoby, która rozmawiała z Dio i zapytała go, co robi przed występem? Czy robi skale, wiesz.. „na na na na…”, czy robi jakąś rozgrzewkę i wiesz co powiedział? – „Rozgrzewkę? Rozgrzewka jest dla cipek!„. Ale wiesz… to zależy od osoby… ja nie robię zbyt wiele, upewniam się tylko, że mój głos jest czysty. Trochę nucę, wchodzę w wyższe rejestry… po prostu sprawdzam czy wszystko ok, ale nie rozgrzewam się jakoś za specjalnie, nigdy nie miałem takiej potrzeby i nigdy tego nie robiłem. Tak naprawdę to potrzebuję jednej minuty na rozgrzewkę, więc w jakimś sensie zgadzam się z tym, co powiedział Dio, chociaż nie uważam, że ktoś jest cipką tylko dlatego, że się rozgrzewa. Niektórzy ludzie to robią, potrzebują tego, to wpływa na ich ogólne samopoczucie, feeling… Nie ważne, co robisz, ważne jest to, co na ciebie działa – nie ma jednej złotej zasady w stylu [zmienionym, podwyższonym głosem – przyp. red.] „to jest rzecz, którą powinieneś zawsze robić przed występem”.

Każdy będzie robił coś innego. Kiedyś na przykład „posilałem się” lukrecją – znalazłem kiedyś coś, co nazywa się ‘Le Creuset’ – możesz to zdobyć w Skandynawii, Finlandii, nie wiem gdzie jeszcze w Europie to mają. Mam tutaj trochę tego z importu, szczególnie teraz, gdy jestem na lekach rozrzedzających krew. Nie mogę tego łykać tylko wtedy, gdy się czymś podtruję i mój żołądek daje mi do zrozumienia, że jest niedobrze i piecze. To samo z lekami przeciwbólowymi – w ogóle nie biorę żadnych leków przeciwbólowych zupełnie na nic – nie brałem ich nawet po operacji, wierz mi lub nie. Kiedy byłem już w domu, dawali mi mocne leki, ale sam nie przyjmowałem żadnych. Wolę przeczekać ból, wtedy wiem, gdzie dokładnie jest i po co tam jest – to pomaga mi np. przy plecach. Więc… ta rzecz, silna lukrecja, kiedy tylko położę ją na języku, moje pieczenie żołądka znika. Może to dziwne, ale na mnie działa świetnie, szczególnie, gdy ma taką miłą w smaku… powłoczkę. To jest prawdziwy lek na Twoje struny głosowe. Silniejsza lukrecja jest szczególnie dobra na to – dla mnie. Kiedyś brałem też coś o nazwie ‘Vocal ease’ – to taki płyn, który możesz zakroplić sobie do gardła i też zawiera lukrecję. To było robione z przeznaczeniem dla mówców, którzy przemawiali np. przez wiele godzin podczas prezentacji itp. I naprawdę pomagało. Wolę jednak tabletki lukrecji, czasem wkładam je do ust nawet podczas koncertu, kiedy odwracam się plecami do publiczności. W innym wypadku popijam wodę, kiedyś miewałem nawet kubek kawy z mnóstwem cukru.. to właściwie tyle. Zwykłem mówić, że na scenie liczy się tylko papieros i kawa, ale to niestety już nie… tzn. dalej piję kawę, ale zdecydowanie mniej niż kiedyś. Kofeina może niepotrzebnie zwiększyć ciśnienie krwi. Kiedyś piłem więcej kawy niż teraz, teraz piję 3 filiżanki dziennie, kiedyś to było 6 kubków… Wiesz – wszystko jest możliwe do zrobienia, możesz zmienić swoje nawyki i teraz kawa prawdopodobnie smakuje mi lepiej niż kiedyś. Teraz, kiedy po południu przychodzi czas na drugą filiżankę w ciągu dnia mówię sobie ‘Wooo, kawa, smakuje naprawdę świetnie’.
Powinieneś spróbować Jamaiki Blue Mountain (Irie Blend). Moja ulubiona. Świetna rzecz!
KD: OK!
Podpisałeś nowy kontrakt na kolejne 3 albumy – czy wiesz już, jaki będzie ogólny pomysł, koncept nowej płyty?
KD: Yyyy.. Powiedziałbym, że wiem, że będą tam rzeczy, którymi opiszę wszystkie te stany i emocje, przez które przeszedłem – operacja, wszystkie te rzeczy, no wiesz. Ale niekoniecznie będzie coś o kimś, kto jest w szpitalu. Na pewno będzie tego o wiele więcej, niż mógłbym Ci teraz powiedzieć… Na pewno coś o tym będzie, mam ze 3 czy 4 różne historie, które zawrę na albumie, jeśli w ogóle się na którą z nich zdecyduję. Cały czas trzymam swoje notatki, tak samo jak przy ‘Puppet Master’ gdzie historia została pominięta przynajmniej raz, może nawet dwa razy – miałem wtedy wszystkie składniki, ale to nie był dla nich odpowiedni czas. To jest tak, że muszę być w określonym nastroju – kiedy się na coś zdecyduję, dopisuję zakończenie do krótkiej historyjki i wtedy pracujemy nad tym, aby wypracować odpowiedni klimat dla tej historyjki, kiedy piszemy muzykę. W przyszłości będziemy pisali nieco inaczej – mamy zakontraktowane 3 albumy z Metal Blade oraz duże wsparcie z ich strony.

Dodatkowo mój przyjaciel Brian, Brian Slagel – właściciel Metal Blade jest olbrzymim wsparciem – staliśmy się bardzo, bardzo bliskimi przyjaciółmi. Spotykamy się całkiem często, mamy do siebie respekt i chcemy stworzyć coś jeszcze lepszego, niż robiliśmy do tej pory. I widzę to już teraz: gramy w większych miejscach niż dotychczas… powiedział mi, czego się spodziewa, jeśli chodzi o sprzedaż albumów. Zapytałem: czy mówisz poważnie? Tyle rzeczy się zmienia… mamy nowego agenta, prawnika, fanklub kingdiamond.com został kompletnie odświeżony, pracownicy Metal Blade także nam przy tym pomagają. Odpaliliśmy właśnie nowy konkurs, do którego możesz przystąpić i tyle, tyle nowych rzeczy, które pchamy do przodu.
Tuż przed letnią trasę jedziemy na tydzień do Niemiec, gdzie będziemy mieli próby przed pierwszym tegorocznym festiwalem, czyli Rock hard Festival z pełnym zestawem koncertowym, pełną sceną itp. Zrobimy sesję zdjęciową podczas pełnego setu – to wszystko to mnóstwo przygotowań, ale dzięki temu jesteśmy naprawdę świetni. Co do utworów – zamierzamy zakupić dwa zupełnie nowe systemy Pro Tools – jeden dla mnie i jeden dla Andy’ego [LaRocque – przyp. red.], będziemy mieli dokładnie takie same głośniki, wszystko identyczne. Już teraz Andy ma dostęp do świetnego studia, ale za chwilę będzie miał coś takiego we własnym domu, gdzie pisze muzykę. Będziemy w stanie na bieżąco przesyłać sobie kawałki i komentować to, co stworzyliśmy kilka sekund temu – on u siebie, a ja u siebie, rozmawiać na Skype przed zrobieniem finalnego miksu. Od teraz także wszystkie wokale będę robił u siebie w domu – znaleźliśmy też inny system, który zamierzamy kupić, dzięki któremu w moim mieszkaniu zostanie zainstalowane profesjonalne pomieszczenie do nagrywania wokali – specjalna podłoga, podwójne, izolowane ściany…w pełni profesjonalny sprzęt. Do tego wentylacja, okno – można wyglądać na zewnątrz, spoglądać na inżyniera dźwięku i śpiewać. Do tego hi-endowy mikrofon, świetny przedwzmacniacz do wokalu, znaleziony przez Andy’ego. Właściciel tej marki, kiedy dowiedział się, że będziemy na tym nagrywali, bez wahania postanowił podarować nam to i owo a do tego dostroić piętnastoletni, lecz doskonały sprzęt specjalnie do naszych potrzeb. Brzmi to nie-sa-mo-wi-cie! Wreszcie będę mógł zrobić wszystko na spokojnie, zupełnie inaczej niż w standardowym studio, gdzie zawsze, kawałek po kawałku, ma się presję ‘dalej, dalej’. 40-wartstwowe chórki to nie będzie żaden problem, jeśli będę miał na to ochotę. Na pewno usłyszysz wyższą jakość prosto od nas, wpłynie to też za pewne na to, że będziemy bardziej produktywni. Tak więc – jak widzisz – mnóstwo, mnóstwo dużych zmian na lepsze. Wykorzystamy technologię, ucząc się na błędach aby wzmocnić doznania dla wszystkich.
OK, kolejne pytanie od Twojej wielkiej fanki – Karoliny, która pyta o najważniejszą rzecz na świecie: czy sam nakładasz swój makijaż, czy jest ktoś, kto robi to za Ciebie?
KD: Zawsze robię to sam. Na początku trasy zajmowało to nawet półtorej godziny, potem, gdy zbliżaliśmy się do końca, wyrabiałem się w godzinę, kiedy stawało się to już dla mnie rutyną. Trochę czasu to jednak zajmuje. Czasami miewałem myśli w stylu uhh, w ogóle mogłem tego nie zaczynać… Nie, wiesz, zawsze muszę to zrobić, nawet gdy trzeba zrezygnować z kolacji, bo robi się już niebezpiecznie blisko do występu. Wtedy jem wcześniej i jest za wcześnie na jedzenie… przecież nie mogę malować się i chodzić w tym 5 godzin przed koncertem, a wszystko musi wyglądać dobrze.

Co się dzieje z DVD, które miało być wydane przez Mercyful Fate + King Diamond?
KD: Na razie zostało to odłożone na półkę, bo zajmuje to za dużo czasu. Mamy teraz kilka o wiele ważniejszych rzeczy. Zamiast siedzieć nad tym przez kolejne pół roku i robić z tego kolejne, przestarzałe DVD… Zresztą, skończyliśmy niedawno jeden występ, który może być wydany jako jakiś bonus na trasie, czy coś w tym stylu. Jest jak jest, nie chcemy utknąć w czymś, co było już dawno temu, właśnie w tej ważnej dla nas chwili. Wolimy wziąć się do roboty i grać nowe rzeczy na żywo – to jest trudny wybór, ale mamy priorytety. Pewnie i tak będzie to skończone, zresztą – nie muszę siedzieć i robić tego samodzielnie, bo zajmuje mi to zdecydowanie za dużo czasu. Cały materiał jest nieco problematyczny, wiele fragmentów zostało nagranych ze złym aspect ratio, kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że będziemy coś z tym robić. Siedzieliśmy nad tym raz z dziewięć godzin i zastanawialiśmy się, jak rozwiązać problemy, na które od razu natrafiliśmy i wyszła z tego godzina czegoś nadającego się do pokazania. Ale jak mówię – sprawa nie jest stracona, po prostu przyjdzie na to lepszy czas.
A czy jest jakaś szansa na kolejny krążek od Mercyful Fate?
KD: Czy są szanse… nie wiem tego w tej chwili, ale nigdy nie powiem, że nie ma takich szans w ogóle w przyszłości. Na pewno nie jest tak, że nie będzie możliwe zrobienie czegoś takiego za jakiś czas. Tak naprawdę, trochę się dzieje w Mercyful Fate, bo będziemy uruchamiać sklep internetowy tylko z rzeczami Mercyful Fate właśnie. Wszystko zostało przebudowane i wygląda to fantastycznie.
W 2007 powiedziałeś, że jesteś po prostu ateistą, prawda? Że osiągnąłeś pewien punkt, w którym kompletnie przestałeś wierzyć w cokolwiek, co ma związek z religią…
KD: Nigdy nie byłem religijny w żadnym sensie, ja nigdy nie byłem… hmm…
Tak, ale wiesz… niektórzy ludzie mówią, że doznają doświadczeń poza ciałem, naukowcy mówią, że tak naprawdę to nie wiadomo, czym jest świadomość i co się naprawdę dzieje, kiedy umieramy, podejrzewają, że możemy odnaleźć się w jakiejś kwantowej postaci, itp. Więc… takie rzeczy nie są dobrze znane ani nauce, ani religii, która – delikatnie mówiąc – nie tłumaczy tych rzeczy zbyt dobrze. Czy to oznacza, że nie ma nic oprócz fizycznej obecności? Co o tym myślisz?
KD: Umm, cóż, uważam, że jest mnóstwo rzeczy, o których nie mamy nawet pojęcia! Kiedy ludzie zaczynają próbować wyjaśniać rzeczy, których ja doświadczyłem, nie da się tego zrobić, bo to nie istnieje… I kiedy ludzie pytają o to, czy ja w ogóle mam jakieś poglądy religijne… Nie! Ja nie mam kompletnie żadnej wiary w żadną religię. Dla mnie, osobiście, z tego co doświadczyłem, jest więcej powiązań pomiędzy niebem i ziemią, niż możemy to sobie wyobrazić – ale to nie oznacza, że możesz wytłumaczyć, co to tak naprawdę jest. Właśnie dlatego, że sam miałem duchowe doświadczenia, lub nawet doświadczenia z duchami… tak naprawdę cokolwiek chcesz brać pod uwagę, to jest niewystarczająco dużo, aby oprzeć o to swoją religię. To dlatego mówię, że nie wiem – jestem pierwszym, który powie, że nie wiem czy jest jeden bóg, wielu bogów, czy nie ma ich wcale. Nie mogę udowodnić żadnego z tych stwierdzeń, tak samo, jak nikt inny nie może tego udowodnić.
Oh, co to… Czekaj chwilę, muzyka i w ogóle… Co to kurwa jest… No żesz… naprawdę… Słyszałeś to po swojej stronie?
Nie, wcale.
KD: Oh… Zostałem tu zalany muzyką, w całym mieszkaniu… Coś w stylu „łaaa łaaa łaaa”, chyba było coś o bogu… Poważnie…
„Od początku do końca istnienia boga” i muzyka „łaaa łaaa łaaa”. To jest dokładnie to, o czym mówi album „House of God” – o osobie, która mówi o rzeczach, na których istnienie nigdy nie miała absolutnie żadnych dowodów i chciałaby, aby tam faktycznie coś było. Dlaczego więc nie przedstawisz mi żadnych dowodów – wtedy każdy na tym świecie wiedziałby, co jest dobre, aby w to wierzyć, a co nie jest. Wtedy moglibyśmy przestać biegać za sobą i zabijać się bez potrzeby tylko dlatego, że wierzymy w inne rzeczy – uważam że to jest rzecz, która jest taka… idiotyczna – ale zdarza się każdego, dosłownie każdego dnia, prawda? I zawsze tak było. To dlatego uważam że to takie bez sensu – dlaczego ludzie nie mogliby po prostu szanować siebie nawzajem za bycie innymi?
Tylko dlatego, że ludzie wierzą w różne rzeczy nie powinno od razu oznaczać… dokładnie dla tego samego powodu, że nie możesz po prostu udowodnić innym, że masz rację. Jeśli byłby ktokolwiek, kto może udowodnić innym, że wierzy w „dobrą” rzecz… ale nie ma tego dowodu, prawda? To właśnie dlatego mamy tak wiele różnych religii i nie należę do żadnej z nich, nie mogę łączyć siebie z żadną z nich… Gdybym tylko wiedział, że mam wystarczająco dowodów, że któraś z nich jest słuszna… to dlatego możesz powiedzieć „Cóż, jesteś ateistą”.. Hmm… nie wiem czy możesz tak powiedzieć. Myślę, że ateiści to ludzie, którzy mówią, że nie przynależą i nie wierzą w ŻADNE wartości (??) czy tym podobne. Nigdy nie mówiłem, że nie ma żadnych bogów – zawsze mówiłem, że nie jestem w stanie tego stwierdzić… I wiem, że nikt inny też nie jest w stanie tego stwierdzić… Więc ci, którzy mówią, że wiedzą na pewno – cóż – udowodnijcie to reszcie i was posłucham – ale póki tego nie zrobią… myślę, że nie mogą tego zrobić… I to jest jak ja to widzę.
Ale wiesz… jest tak wiele rzeczy, które widziałem.. Pewnie widziałeś, to zdjęcie… gdzie osoba jest dźgana przez coś z jakby innego wymiaru. To zdjęcie było prawdziwe, było nawet przebadane…Ludzie pytali, czy to nie było ustawione… wiedziałem, ze nie było i wiedziałem, że nic nie znajdą. Nie ma na to żadnego wyjaśnienia… Ludzie mogą to odbierać jak chcą – to dla mnie niczego nie dowodzi, to nie oznacza od razu, że od razu są jakieś inne wymiary, czy równoległe wszechświaty… To bardzo prawdopodobne, że mogą być, ale to nie ma nic wspólnego z tym zdjęciem – rozumiesz? To po prostu nic nie udowadnia. I nie będę tak naiwny, że mówię to z powodu tego czy tamtego… Gdzieś tam w głębi czuję, że spotkam jeszcze swoich rodziców czy moje ulubione koty, byli ze mną tak blisko, że po prostu wiem, że jeszcze ich zobaczę. Może w jakimś kształcie czy formie, ale poczuję ich obecność. To oczywiście nie musi być postać człowieka… to nie musi być postać czegokolwiek – może to być po prostu poczucie ich obecności i jestem tego pewien. Czy to oznacza, że jestem religijną osobą? Co to za rodzaj religii? Nie, to nie jest religia. To po prostu moje wewnętrzne uczucia. Widziałem sporo, shit, naprawdę… jestem pewien że inni ludzie będą obecni – to dlatego mówiłem o tych zwidach… zacząłem to robić na „Them”. To były moje pierwsze doświadczenia, których nie mogłem wyjaśnić a w których inni ludzie byli obecni, wiesz?

Ale to trwa nadal, nadal i mam je do dziś. Mieliśmy je podczas ostatnich prób, mam je w swoim domu tutaj, chociaż nie tak często jak w moim domu w Danii, który był „supernawiedzony”. Jednak to jest dla mnie normalna rzecz i po prostu część mojego życia. Mamy ze 3 czy 4 miejsca w mieszkaniu, w których możesz poczuć tego typu rzeczy i to są bardzo konkretne, zawsze te same miejsca. Można nawet znaleźć innych „spotykaczy duchów” w internecie i kiedyś umówiłem się, poszedłem w takie miejsce dla zabawy, tylko dla śmiechu. I był to niezły zbieg okoliczności, że akurat tam, w takim miejscu – zjawy pokazały się. Oho – „złapałeś” ducha, naprawdę…
Więc… szanuję wszystkie rodzaje religii, bo jest dla nich miejsce, dopóki nie ma żadnego dowodu – dlaczego nie. Aczkolwiek nienawidzę, jeśli ludzie nie szanują innych. Jeśli nie szanujesz mnie, bo nie wierzę w to co ty… po prostu idź do pieprzonego piekła, tak?! To byłby też brak szacunku… Hmm, to jest jedna z rzeczy dla mnie najważniejszych, czyli szacunek dla innych, czyli bycie OK z tym, że jesteśmy inni, że wychowywaliśmy się w innych okolicznościach, lubimy inne rzeczy, inne samochody, inne ubrania, inne domy, inne drzewa, cokolwiek. Nie jesteśmy przecież tacy sami, to byłoby zajebiście nudne, gdybyśmy byli tacy sami…
[…] Umm.. co tam, czy czekamy na kogoś innego aż zadzwoni?
Żona KD: Tak, kolejny gość czeka.
KD: Ohh, ok., muszę lecieć, czasem gadam za dużo, hehe. Dodałem Ci coś ekstra, musisz mi chyba coś za to odpalić…
Tak, obiecuję 😉
KD: Hehe. Dzięki, wpadniesz na koncert?
Tak, postaram się.
KD: OK, super. Miło mi się z tobą rozmawiało, mam nadzieję, że tobie ze mną również!
Przypominamy – King Diamond zagra w Polsce 29 maja 2013 w warszawskiej Hali Koło!

