Już niedługo we Wrocławiu (11.03, Klub Firlej), Gdańsku (12.03, B90), Poznaniu (13.03, Blue Note) i w Warszawie (14.02, Hybrydy) będziemy gościli formację PHILM, a nasza redakcja z kolejnego Skypowego wywiadu dowiedziała się, że nie tylko Dave Lombardo nie może doczekać się występów w naszym kraju. Podczas 40. minutowej rozmowy dla DeathMagnetic.pl. która odbyła się 20 lutego 2015 roku, Gerry Nestler wyznał, że „kocha” polskich fanów oraz że z chęcią wykonałby z zespołem jazzowy set muzyki PHILM, jeżeli będą takie możliwości techniczne. Wioślarz awangardowej kapeli mówił również o tym dlaczego zamienił pianino na gitarę, o Fryderyku Chopinie, swoich inspiracjach oraz o tym w jakich okolicznościach powstawały teksty do kawałków z płyty „Fire From The Evening Sun”. Transkrypcję oraz tłumaczenie całości wywiadu możecie przeczytać poniżej.
Hell-o tutaj Mateusz 'Mate’ Sendecki z DeathMagnetic.pl. Dzisiaj będziemy rozmawiali z wokalistą, multi-instrumentalistą oraz mózgiem stojącym za wszystkimi tekstami Philm, Gerrym Nestlerem. Jak leci Gerry?
Leci całkiem w porządku!
W przyszłym tygodniu rusza wasza trasa Fire From the Evening Sun. Ostatnie chwile spokoju poświęcacie na odpoczynek I wyluzowanie się, czy raczej regularne próby?
Raczej odpoczywamy. Oczywiście przygotowujemy się też do trasy, a w szczególności nie możemy się doczekać gigowania w Polsce!
My też nie możemy się doczekać tych 4 koncertów, które zagracie właśnie w Polsce! I mam pytanie związane z waszym występem w Sao Paulo. Dave wspominał w ostatnim wywiadzie dla DeathMagnetic.pl o jazzowej wersji muzyki PHILM, którą wykonaliście w Ameryce Łacińskiej. Czy to był twój pomysł by wykonać ją w taki właśnie sposób?
Sądzę, że to było coś co chcieliśmy zrobić już od dawna i pomyśleliśmy: „Czemu nie?” Na statku wycieczkowym [odbył się na nich wspólny koncert PHILM i Sepultury w rapach Motorcycle Rock Cruise – przyp. red.] znaleźliśmy pianino i niewielką scenę w kasynie. Dodaliśmy do tego mały zestaw perkusyjny oraz wzmacniacz basowy. Tak właśnie powstało nasze jazzowe trio.
Taki zestaw chyba idealnie wpasował się w, jak sądzę, wodewilowy feeling 'Corner Girl’, prawda?
Zgadza się! Poza tym, ten kawałem ma też coś z nostalgii czasów prohibicji i nielegalnych klubów nocnych sprzedających alkohol spod lady.
Kolejne pytanie też jest po części związane z tym utworem, a dokładniej z materiałem z kanału YT waszego znajomego Ricka Kosicka, na którym improwizujesz na pianinie w ramach akcji „Play Me, I’m Yours” Muszę się tobie Gerry przyznać, że dostałem gęsiej skórki, gdy usłyszałem melodię z 'Corner Girl’. Pytanie brzmi, czy ten kawałek był już skończony w momencie, gdy zagrałeś go publicznie w 2012 roku?
Na tamten moment ten kawałek nie był za bardzo skończony. Melodia powstała w wyniku jednej z improwizacji i bardzo spodobała się Dave’owi, więc napisałem do niej tekst i tak oto powstał cały utwór.
A co z trąbką pojawiającą się w 'Corner Girl’?
Pewnego wieczoru kiedy już kończyliśmy ten utwór, wpadł do nas nasz przyjaciel Sal [Cracchiolo] z kapeli Tower of Power i po prostu zagrał tę partię na trąbce. Całość wyszła po prostu wspaniale.
Tak, ten instrument brzmi genialnie w kulminacji tego utworu! Natomiast w twojej grze na pianinie Gerry można usłyszeć mieszankę wpływów klasycznych oraz ragtime’u. Dlatego zastanawiamy się czy kiedykolwiek wykonywałeś któryś z utworów naszego najbardziej rozpoznawalnego na świecie kompozytora Fryderyka Chopina?
Oczywiście! I myślę, że każdy poważny pianista powinien wziąć na swój warsztat twórczość Chopina! Jest bardzo, a prawdopodobnie najbardziej lubianym kompozytorem jeżeli chodzi o pianino.
Cholernie przyjemnie coś takiego od ciebie usłyszeć! Z tego co się orientuję dosyć wcześnie zacząłeś swoją przygodę z pianinem. Dlaczego postanowiłeś przerzucić się na wiosło?
No cóż to jest dosyć zabawna historia, bo tak na dobrą sprawę nie byłem nigdy prawdziwym adeptem tego instrumentu. Bardzo kochałem pianino, lecz gdy w dzieciństwie uczono nas gry na nim, to moje rodzeństwo zdecydowanie przewyższało mnie w grze na nim, a w szczególności moja siostra. Miałem też wielu przyjaciół, którzy zajmowali się pianinem. Wszyscy byli fantastyczni i wielu z nich kontynuuje swoje muzyczne kariery właśnie na tym instrumencie. Ale odkąd znalazłem leżącą w naszym domu gitarę (która tak naprawdę nie należała do mnie) to odnalazłem w niej tak wiele muzycznej wolności i ekspresji, zę po prostu się w niej zakochałem. Od tamtego czasu nie rozstaję się z gitarą.
Ale powróćmy jeszcze na chwilę do pianina. Często teraz na nim grywasz?
Szczerze mówiąc nigdy nie ćwiczyłem na nim regularnie ale ostatnio to się zmieniło. Z pianinem jest ten problem, że nie każdy może pozwolić sobie na komfort jego posiadanie w przeciwieństwie do gitary. I owszem, w ostatnim czasie mam ten przywilej, by grać na pianinie częściej. Kocham pianino i twórczość kompozytorów w szczególności tych z początków XX oraz końca XIX wieku, wliczając w to Chopina. W czasie mojego pobytu tutaj w Los Angeles miałem niesamowitą możliwość grania na wielu zabytkowych pianinach, które mój przyjaciel odrestaurowuje dla Filharmonii Los Angeles i Orkiestry Symfonicznej San Diego. Przychodziłem właśnie do niego, bo jest najlepszą złotą rączką w tej dziedzinie oraz posiada największą kolekcję pianin w całych Stanach Zjednoczonych. Dzięki tej znajomości miałem możliwość dotknąć i ograć te wszystkie stare instrumenty, które mnie fascynują. Niesamowicie doceniam pianino i wszystkie utwory jakie zostały na nie skomponowane.
Czy to oznacza, że usłyszymy więcej kawałków z użyciem pianina na kolejnym albumie PHILM?
Możliwe. W PHILM wszystko się dzieje w naturalny sposób. Planujemy coś nagrać w Nowym Jorku w tym lub następnym tygodniu i wśród tego materiału znajdą się również ścieżki z pianinem.
Do tematu studia nagraniowego jeszcze powrócimy, a teraz chciałbym się ciebie zapytać jaka jest różnica pomiędzy tworzeniem muzyki na pianinie a pisaniu jej na gitarze, oczywiście jeżeli miałeś możliwość posiłkować się właśnie pianinem w swojej twórczości?
Nie widzę większej różnicy pomiędzy tymi instrumentami i nie jestem jej nawet świadomy. Jeżeli kochasz pisać muzykę to wypływa ona z ciebie bez znaczenia jakiego instrumentu używasz. Oczywiście słychać różnicę jeżeli chodzi o spektrum tonalne i harmoniczne, ponieważ pianino posiada o wiele szerszy zakres barw w stosunku do innych instrumentów. 'Pancho’ też pracuje z pianinem i jest świetny w podkreślaniu jego struktur akompaniując mu basem. Po prostu ten instrument posiada o więcej jaśniejszych odcieni jeżeli chodzi o brzmienie.
Czyli 'Pancho’ też gra na pianinie?
Zgadza się.
No cóż, myślę że studiując muzykę, pianino staje się dla ciebie niesamowicie ważnym instrumentem w szczególności, gdy masz klasyczne wykształceni w duchu zachodniej harmonii i kontrapunktu. Pianino jest po prostu głęboko zakorzenione w edukacji muzycznej od Bacha aż po jazz. Myślę, że nawet jeżeli grasz na skrzypcach to potrafisz również grać trochę na pianinie.
Dokładnie Gerry, masz rację! Ale powróćmy do wątku związanego ze studiami nagraniowymi. Oglądałem wideo z sesji nagraniowych do „Fire From The Evening Sun” i moją uwagę zwróciło miejsce w którym stałeś podczas kładzenia materiału na tą płytę. Dlaczego stałeś na pewnego rodzaju balkonie podczas grania w House of Rock Studio? Czy spowodowane to było akustyką czy może faktem, że było to najbardziej inspirujące miejsce w całym budynku?
To było spowodowane raczej koniecznością, ponieważ moje wzmacniacze były umiejscowione w pokoju na piętrze żeby mikrofony podpięte pod perkusję nie zbierały dźwięku gitary. I nie miałem po prostu na tyle długiego kabla by zejść do chłopaków na dół [śmiech]. No więc stałem na balkonie, bo nie miałem innej możliwości i nie było to absolutnie związane z jakimiś moimi personalnymi preferencjami. I uwierz mi patrzenie na małego Dave’a oraz Pancho z góry, kiedy sam wyglądałem dla nich jak jakiś karzełek było… [śmiech] W każdym razie nie chodziło o poszukiwanie inspiracji czy czegoś w tym stylu, lecz fakt, że w ten sposób musieliśmy po prostu pracować.
Muszę przyznać Gerry, że PHILM jest bandem pełnym zabawnych i ciekawych historii i ta którą opowiedziałeś jest kolejną obok tej opowiadającej o tytule „Fire From The Evening Sun”, który powinien brzmieć „Magistrate of the Gala”, prawda?
Tak i nie wiem skąd się o tym w ogóle dowiedziałeś! Tak, taką nazwę miał nosić oryginał.
Myślę, że frazę „Magistrate of the Gala” można było usłyszeć na jednej z waszych ścieżek na „Fire From The Evening Sun”…
Tak, masz rację!
W takim razie kolejne pytanie będzie dotyczyło samych tekstów. Co twoim katalizatorem pomysłów na słowa do kawałków PHILM? Założę się, że musisz sporo czytać!
Hm… To jest ciekawa sprawa, bo słowa które nakreślam w swojej wyobraźni wywołują we mnie wrażenie tych właściwych, po prostu pasujących do danego kawałka. I kiedy piszę wstępny szkic tekstu, nie staram się by miał on jakiekolwiek z góry określone przesłanie. A gdy wszystko jest już skończone i wsłuchuje się w słowa to czuję, że takie właśnie miały być. Nagle okazuje się, że są naładowane znaczeniem, którego nawet ja jako twórca mogę nie do końca rozumieć, lecz które bardzo przemawia do samego słuchacza. Na „Fire From The Evening Sun” większość tekstów powstało w takim właśnie duchu.
Dla mnie słowa z tego krążka są niczym poezja. I zastanawiałem się czy zdarzyła się w PHILM sytuacja, w której gotowy tekst zainspirował samą muzykę?
Nie, nie, u nas muzyka zawsze pojawia się jako pierwsza, naprawdę zawsze! Oczywiście muzyka może być zainspirowana słowami lub całą frazą, lecz z powodu że tworzymy trio instrumentalne, to właśnie ona zawsze ma u nas pierwszeństwo. W taki sposób właśnie piszemy jako grupa. I dopiero kiedy całość aranżu jest skończona odczuwamy brak słów i wokalu. Wtedy dostrajam się do utworu, wpasowuję w niego i pozwalam, bym w naturalny sposób wziął w nim udział. Tekst zaczyna się sam wyłaniać i nie ma w tym niczego wymuszonego.
A kiedy powstały słowa do „Fire From The Evening Sun”? Jeszcze w studiu podczas nagrywania czy odrobinę później?
Później, tak, zdecydowanie później. Słowa do niektórych kawałków były już napisane nim weszliśmy do studia. 'Lady of the Lake’ i 'Omniscience’ były gotowe wraz z paroma innymi utworami, które nagrywaliśmy na demówkę. Niektóre zaś kawałki nie doczekały się nawet wydania na płycie, bo po prostu było zbyt wiele materiału by to wszystko pomieścić na jednym albumie. Ale wracając – tak, większość tekstów powstała dopiero po zarejestrowaniu naszych instrumentów. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że nie mieliśmy pojęcia jak w ogóle całość będzie brzmiała z wokalem.
Wyszło oczywiście rewelacyjnie! W twoim wokalu podoba mi się w szczególności ten specyficzny, nieco brytyjski akcent. I dzięki temu specyficznemu akcentowi możemy podziwiać grę słów jak choćby w kawałku 'Way Down’, gdzie słyszymy na przemian „coming” [„nadchodzę” – przyp. Red.] oraz „come in” [„wejdź”]. Czy to również stało się naturalnie, przypadkiem, czy może było czymś zamierzonym?
Gra słów, hm… Słuchałem kiedyś kapeli Gentle Giant, która miała kawałek pt. 'Knots’ [„węzły” wymowa podobna do „nuts” – „orzeszki”; kolokwialnie „jaja”] [śmiech]. Tekst tego kawałka był prześmieszny! Więc od zawsze byłem fanem zabaw słownych, w których poszczególne wyrazy mogą mieć zupełnie inne znaczenie w zależności od tego gdzie i kiedy je umiejscowimy. Uwielbiam, gdy słowa nie są bezpośrednie i kiedy są wieloznaczne, bo dzięki temu brzmią one zdecydowanie bardziej poetycko. Doskonałym graczem słownym był Bob Dylan, podobnie jak John Lennon. W dzisiejszych czasach większość ludzi bierze teksty utworów zbyt dosłownie. Dla mnie ważniejszy jest miraż słów z muzyką, to w jaki sposób poszczególne wyrazy potrafią przenosić sobą melodię. I myślę, że największą magią w pisaniu słów do kawałków nie jest ich samo znaczenie, lecz to w jaki sposób pasują one do muzyki. To pomaga w odbiorze energii zawartej w tym czego słuchamy. Energii jako kombinacji nie tylko uczuć, lecz również i myśli. Myśl pojawia się, gdy komunikuje się z nami znaczenie słowa, które z kolei niesie wraz ze sobą pewne odczucie, wynikające z częstotliwości, tego co się dzieje na płaszczyźnie dźwiękowej. To odczucie przeradza się z kolei w nasze emocje. I nie chcę się za bardzo pakować w analizę tego wszystkiego, ale tak po prostu jest z muzyką. Nie wiem czy to co powiedziałem miało w ogóle sens… [śmiech]
Oczywiście, że to co powiedziałeś miało sens i nie mam pojęcia co mógłbym w ogóle odpowiedzieć na tak poetycki opis zjawiska muzyki, bo mnie po prostu zatkało! Postaram się więc wrócić do zadawania pytań… PHILM kapelą pełną świetnych historii i zabawnych anegdot, przykładowo jak ta dotycząca twojego pierwszego spotkania z Davem. Słyszałem w jednym wywiadzie, że był podobno zachwycony zarówno wyglądem jak i brzmieniem twojego Les Paula. Czy wciąż masz to wiosło?
Och, nie już go nie mam. To był przepiękny Les Paul, naprawdę przepiękny – rocznik 1969 w goldtopie, jeden z pierwszych modeli, który pokochali wszyscy zwolennicy Les Paula. [śmiech] Naprawdę świetna i piękna gitara. Była wyposażona w mini-humbuckery [rodzaj przystawek]Les Paul Deluxe. Miała fenomenalny korpus tak jak wszystkie modele, które wyszły ze starej fabryki Kalmazoo po wznowieniu produkcji w latach 60. I nie wiem czy nie wdaję się za bardzo w szczegóły, ale przetworniki tej gitary miały naprawdę ciepłe brzmienie, które zawdzięczała wspomnianym mini-humbuckerom. I patrząc na to wiosło zdajesz sobie sprawę dlaczego ludzie tak bardzo je kochali, dlaczego tak bardzo je pokochał Pete Townshend. To była wspaniała gitara, ale podsumowując – musiałem pozwolić jej odejść.
A co się z nią stało?
Och, gdzieś musi być, kto wie gdzie? [śmiech] Na pewno gdzieś w wielkim świecie. Ktoś na pewno ją ma.
A gdzie ją dorwałeś?
Kupiłem ją w sklepie muzycznym przy alei Ventura Boulevard skupiającej studia nagraniowe tutaj w Los Angeles. To był jeden z tych sklepów, który został równie szybko zamknięty jak i otwarty. Zobaczyłem ją w oknie, miało to miejsce w 1992 lub 1991 roku z tego co pamiętam. Nigdy nikt na niej nie grał i była wciąż w oryginalnym kejsie. To było stare wiosło w którym od razu się zakochałem, które już nie jest produkowane. Ja i Dave dosyć często używaliśmy tej gitary gdy zaczęliśmy ze sobą grać. Używałem jej też w Civil Defiance [progresywno-metalowa kapela frontowana przez Gerry’ego] bodajże w 1996 roku. Byłem bardzo do niej przywiązany ale… teraz mam kolejnego Les Paula [śmiech].
Czy tak bardzo lubisz Les Paule ze względu ich kształt oryginalny korpusu?
Tak, jasne! Ogólnie preferuję starsze gitary, nie tylko Les Paule, ale i Fendery. To po prostu prawdziwe wiosła dla prawdziwych gitarzystów. Pochodzą ze złotego wieku tego instrumentu. Elektryczna gitara jest najwybitniejszym przedstawicielem spośród instrumentarium zarówno country jak i bluesa a także w jazzu. Co prawda w gitarach jazzowych nie zawsze stosowano lity korpus zastępując go cienkim pudłem rezonansowym, ale to właśnie elektryki z litym korpusem a w szczególności Les Paule stały się najistotniejszymi modelami w pierwszych stadiach historii gitary elektrycznej. I myślę, że mój styl gry z czasem będzie bardziej ukierunkowany na takie gatunki muzyczne a nie metal. Oczywiście metal również przez te wszystkie lata ewoluował od Black Sabbath, przez Randy’ego Rhoadsa i Eddiego Van Halena tutaj w Los Angeles aż po jeszcze cięższe brzmienia. Nie żebym nie uważał tych wszystkich artystów za mało metalowych – dla mnie Black Sabbath wciąż jest cholernie ciężkie!
Też uważam że Sabbaci to kawał najcięższego metalu! I słuchając ciebie Gerry już wiem dlaczego zmieniłeś pianino na gitarę – ty NAPRAWDĘ kochasz ten instrument! I jedno z ostatnich pytań też dotyczy wioseł. Jaki jest twój ulubiony strój gitary?
Moje sekretne strojenie wiosła, co? Obniżam parę strun o tercję małą, czyli o 3 półtony. Robię tak, ponieważ zwiększa się wtedy zakres brzmieniowy mojej gitary. Mogę dzięki temu, przykładowo, bardziej otworzyć niektóre akordy. Załapałem ten strój odkąd zacząłem grać razem z Davem i podobnie jak ze wszystkim w PHILM również i to stało się w naturalny sposób.
I w taki sam naturalny sposób można rozpoznać twoje specyficzne brzmienie obecne zarówno na „Harmonic” jak i „Fire From The Evening Sun”. I nawet jeżeli, jakimś cudem, ktoś nie znałby muzyki PHILM i posłuchał wspomnianych krążków po prostu musiałby przyznać: „Tak, tutaj gra ten sam gitarzysta!”. A ostatnie pytanie będzie dotyczyło was samych: co mógłbyś powiedzieć zarówno pod kątem muzycznym jak i personalnym o Dave’ie i 'Pancho’?
Przede wszystkim obydwoje są wspaniali! [śmiech] Dużo spędzamy ze sobą czasu, tak jak ostatnio w brazylijskim Sao Paulo. To był dobry gig i mieliśmy okazję świętować jego sukces z gośćmi z Sepultury, którzy są naprawdę świetni! Andreas to rewelacyjny facet, tak samo jak ich perkman Eloy, który jest fantastycznym muzykiem. Zresztą wszyscy z tego zespołu są fantastyczni! Doskonale się z nimi bawiliśmy, wypożyczając na przykład łódkę by popłynąć na jakąś małą wysepkę i tak się pomoczyć na jej brzegu. Poza naszą trójką była z nami też 2. przyjaciół. I tak to właśnie u nas w zespole wygląda. Czujemy się w swoim towarzystwie komfortowo i swobodnie i to naprawdę działa.
… Dave nazwał to przyjaźnią i braterstwem.
Tak, tak! [śmiech] Doskonale się razem bawimy! Jest masa przezabawnych historii, które mógłbym opowiedzieć, ale wiem, że o wiele więcej jest jeszcze przed nami! I wierzę w to, że parę z nich będzie miało miejsce gdy zobaczymy, jeżeli w ogóle cię zobaczymy w Polsce!
Na to możecie liczyć!
W takim razie wszystko przed nami! [śmiech] To co jest w naszych relacjach najwspanialsze to fakt, że nigdy nie wiesz co tak naprawdę się wydarzy. Tak jak to wyszło z setem jazzowym na statku wycieczkowym o czym rozmawialiśmy wcześniej. Jesteśmy spontaniczni i to pozwala nam do przekraczania naszych muzycznych ograniczeń oraz pobudza do myślenia. I kiedy przekłada się to na naszą muzykę po prostu czuje się bijące z niej pozytywne wibracje. Dave jest oczywiście fenomenalnym artystą i chyba każdy o tym doskonale wie. 'Pancho’ jest porównywalnie dobrym muzykiem. Może ma nieco inne podejście do grania, lecz zarazem jest one bardzo podobne do tego co tworzy Dave. I ze mną jest podobnie – robię to inaczej, a zarazem tak samo jak oni. To po prostu działa i jestem im za to wdzięczny i strasznie to wszystko doceniam. A najważniejszą w tym wszystkim rzeczą jest oczywiście muzyka. I nie chodzi o to by… żeby pozwolić… nie wiem, czasami mam wrażenie, że używając słów umniejszam temu co chciałbym nimi przekazać i ciężko mi o tym mówić.
To były naprawdę przepiękne słowa Gerry i wcale niczemu nie umniejszasz! Dla mnie perfekcyjnie opisujesz to czym pragniesz się z nami podzielić! I mam dla ciebie jeszcze jedno ekstra pytanie: czy usłyszymy jazzową wersję PHILM na polskich gigach?
Nie wiem, ale byłoby wspaniale gdybyśmy mieli taką możliwość. Będziemy mieli napięty terminarz, bo gramy dzień w dzień, ale jeżeli tylko nadarzy się taka okazja to na pewno nie powiemy „nie”. Wiesz, tam na tym statku rejsowym przed graniem chcieliśmy zrobić najpierw próbę i gdy nagle zjawiła się publiczność to właściwie podwójne show – próbę połączoną z gigiem! [śmiech] I obydwie te rzeczy wyszły porównywalnie dobrze.
A masz jakąś wiadomość, którą chciałbyś przekazać polskim fanom?
Kochamy Was!
Och! My też was kochamy Gerry! I niestety będziemy musieli już kończyć wywiad. A rozmawialiśmy z Gerrym Nestlerem – gitarowym i tekstowym mózgiem stojącym za kapelą PHILM . Mówił dla was Mateusz 'Mate’ Sendecki z portalu DeathMagnetic.pl. Miłego dnia Gerry!
Zawsze do usług i bardzo dziękuję!



