Już 9 grudnia w warszawskiej Progresji będzie miało miejsce wydarzenie budzące wielkie kontrowersje wśród fanów. Tego dnia odbędzie się koncert Dio Returns, czyli byłych muzyków zespołu Ronniego Jamesa Dio, który będzie im towarzyszył… w formie hologramu. Z okazji zbliżającego się występu porozmawialiśmy z Craigiem Goldy – gitarzystą, który zastąpił Viviana Campbella w zespole Dio i na przestrzeni lat okazał się być jednym z jego najbliższych współpracowników. Goldy chętnie i szczerze odpowiadał na pytania dotyczące m.in. jego początków z Dio oraz motywacji do stworzenia inicjatywy Dio Returns. Oto pierwsza część wywiadu. Drugą opublikujemy już jutro!
Na początku chciałbym cię spytać o twoje początki z Dio. Wiem, że jak sam powiedziałeś w jednym z wywiadów, trafiłeś do niego właściwie z ulicy. Jak przebiegało wasze pierwsze spotkanie – nie tylko z Dio, ale i z Vinnym Appice [perkusistą] i Jimmym Bainem [basistą] – także świetnymi i sławnymi muzykami?
Cóż, zaczynając od początku… Tak, opuściłem dom w wieku 14 lat i spałem w samochodzie, by uniknąć przemocy, która pozostawiła fizyczne i emocjonalne blizny, przyniosła wizyty w szpitalu, szwy i operacje. Ronnie usłyszał nagranie, które zrobiłem i odnalazł mnie, a także wprowadził mnie do jego świata, gdzie marzenia się spełniają, a kreatywność nie ma granic!
Zawsze nagrywaliśmy cały album w jego domowym studio, zanim weszliśmy do prawdziwego studia, by nagrać album, który miał zostać wydany. W ten sposób wiedzieliśmy co robić i czego chcieliśmy zanim nawet przekroczyliśmy drzwi studia! Zawsze pracował ciężko. Miał niesamowitą etykę pracy! On/my nigdy się nie zatrzymywaliśmy, dopóki praca nie została skończona. To oznaczało czasem pracę przez 36 godzin, 18-20 godzin na dobę… 7 dni w tygodniu przez miesiące! Dla Ronniego, tak jak dla większości autorów hitów, zawsze pierwsza była melodia, a następnie tekst.
Piosenka może być albo historią, którą opowiadasz, albo konwersacją z słuchaczem w muzycznym środowisku. Melodia dyktuje ile sylab może być w linijce, by opowiedzieć tę historię lub poprowadzić konwersację, która często może zmienić ludzkie życie po wysłuchaniu tej muzyki. Szczególnie jego muzyki. Powinienem to wiedzieć, bo byłem jedną z takich osób. Widziałem, jak ciężko pracował, by złożyć te liryczne dzieła, które wciąż nie mają sobie równych!
Jeżeli chodzi o poznanie Vinny’ego i Jimmy’ego. Pracowałem z Ronniem w studio z zespołem Rough Cutt. Ronnie był producentem, a Wendy była naszym i jego menedżerem.
Angelo także pracował u boku Dio podczas tych nagrań. Pewnego razu, podczas jednej z wielu nocy, kiedy nagrywaliśmy demo tego zespołu, Ronnie spojrzał na mnie i powiedział „Goldy, jeżeli Viv [Vivian Campbell – pierwszy gitarzysta Dio] kiedykolwiek nie wypali… będziesz moim pierwszym wyborem!” Dlatego nie było przesłuchań, gdy odszedł Viv.
Zespół Rough Cutt koncertował lokalnie podczas trasy Holy Diver i właśnie wtedy zacząłem zaprzyjaźniać się z Jimmym Bainem i resztą zespołu Dio. Wiedziałem wszystko o Jimmym i albumie Rainbow „Rising” oraz Vinnym i „The Mob Rules” [płyta Black Sabbath]. Było to ekscytujące poznać już samego Ronniego, ale prawie cały jego zespół także był dużą częścią mojego życia.
Wtedy… Ronnie koncertował z tak wieloma innymi znanymi zespołami podczas swojej kariery i ze wszystkimi się zaprzyjaźnił! Co znaczy tyle, że oni wszyscy są teraz częścią rodziny Dio. Iron Maiden, Scorpions, Deep Purple… z lub bez Ritchiego. Zespół Dio grał koncert na powietrzu z Deep Purple z Panem Blackmore’m, ale oni się nie ruszali ze swojego miejsca. Poszedłem więc przywitać się z chłopakami z Deep Purple. Oni i Ritchie pamiętali mnie z trasy z Giuffria [zespół Goldy’ego po Rough Cutt]. Ritchie powiedział, że „jeśli Ronnie chce wpaść i się przywitać to byłoby fajnie”. Pobiegłem więc do garderoby Dio, a Ronnie dokładnie to samo powiedział o Ritchie’m – „jeśli chce wpaść i się przywitać, to byłoby fajnie”! Po paru razach w tę i z powrotem… poddałem się! Bycie wśród składu Deep Purple ze Steve’m [Morse’em] i Donem [Aireyem] było równie ekscytujące. Nawet wtedy, gdy poszedłem na jeden z ich koncertów bez Ronniego, okazali się dżentelmenami i byli niezwykle mili. To było takie dziwne myśleć o tych zespołach jako o kolegach. Bo wtedy byłem, i wciąż jestem, fanem!
Kiedyś graliśmy z Van Halen na stadionie w Teksasie. Było tam wiele sławnych osób, bo kochali Ronniego i jego muzykę. Znani aktorzy i komicy, a także sportowcy. To także było ekscytujące. Ze względu na Ronniego często byliśmy zapraszani do studia telewizyjnego na kręcenie bardzo znanych programów.
Czy możesz opowiedzieć trochę o tym, jak to było tworzyć muzykę z Dio? Wiem, że grał on także na basie i klawiszach, więc czy pisaliście muzykę grając wspólnie, czy raczej wymyślał melodie wokalne do twoich riffów?
To był miks wszystkiego, o co właśnie spytałeś. Ponieważ umiał grać na basie, na gitarze, na klawiszach i programować bębny, był zdolny do nagrania całych piosenek samemu! To dlatego na każdym albumie Dio jest co najmniej jedna piosenka, która jest podpisana tylko jego nazwiskiem. Odkąd byliśmy także przyjaciółmi, często spędzaliśmy czas razem w jego domu. To było bardzo przydatne narzędzie podczas długich godzin spędzonych na pisaniu i nagrywaniu piosenek na kolejną płytę. Lubiliśmy to nie tylko dlatego, że oboje kochaliśmy ten kreatywny proces, ale także lubiliśmy siebie nawzajem. Był i jest on moim ulubionym wokalistą. Wiem co robił w przeszłości, więc niewiele razy musiał mówić do mnie „Nie, już coś takiego zrobiłem.” Kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy podczas przesłuchań Rough Cutt od razu stworzyliśmy pewną więź. Zaczęło się od rozmowy telefonicznej wieczór wcześniej, mówiąc osobie na drugiej linii (z którą spędzałem tę noc), że chce się ze mną spotkać, więc pojawi się na przesłuchaniach następnego dnia. To przecież ja chciałem go poznać, a powiedziano mi, że nie zawsze pojawia się na przesłuchaniu gitarzysty do Rough Cutt, bo nagrywał wtedy album „Holy Diver”. To także było bardzo ekscytujące! Gdy rozmawialiśmy po raz pierwszy miałem okazję powiedzieć mu co znaczy dla mnie jego muzyka, melodie i teksty. W taki sposób i tak głęboko, że zareagował tak, jakby chciał przyznać, że „złamałem kod jego tekstów”. Złapał mnie za ramię i powiedział „Tak. To prawda. To prawda!” Patrząc wstecz, nie wiedziałem wtedy, że taki był jego sposób wyrażania ogromnego podekscytowania i inspiracji bycia zrozumianym w dziedzinie życia, gdzie automatycznie czuł się dość niezrozumiany. Wtedy nie wiedziałem, że ten moment przerodzi się w ponad 30-letnią przyjaźń i pracę, która zmieni bieg mojego życia na zawsze. Podczas przesłuchania siedział i poczuł się zainspirowany. Później odkryłem, że Ronnie nie lubił przesiadywać z innymi zespołami. Zagraliśmy ‘Man on the Silver Mountain’ i ‘Heaven and Hell’. Podczas tych dwóch utworów podszedł do mnie, stanął twarzą w twarz i spytał „Jaki jest tekst do drugiej zwrotki?”
Odłożył wtedy na bok stare teksty, by zacząć na świeżo z albumem „Holy Diver”, a wtedy teksty Rainbow i Sabbath wypadły mu z głowy! Dobrze, że rzeczywiście znałem je wszystkie na pamięć.
Podczas pisania i nagrywania naszego pierwszego utworu Dio, ‘Time to Burn’, odkryliśmy jak bardzo byliśmy dobrani pod tym względem. Pisaliśmy i nagrywaliśmy razem w Rough Cutt i wiedzieliśmy swoje, ale podczas wokalnego mostku w ‘Time to Burn’, kiedy zaczyna się tekst „When the wolf is loose in the city…” razem spojrzeliśmy na Claude’a (klawiszowca) i spytaliśmy, czy mógłby włączyć dźwięk wiolonczeli i zagrać go z gitarą w unisono, by brzmienie było ciemniejsze. Ronnie i ja powiedzieliśmy tę rzecz o unisono praktycznie w tej samej chwili. Rzucił mi spojrzenie, którego nigdy nie zapomnę. A widziałem je już wcześniej, gdy podczas przesłuchań do Rough Cutt improwizowaliśmy przy solówce do ‘Heaven and Hell’. On coś zaśpiewał, ja odpowiedziałem, co nie było niczym niespotykanym. Niespotykane było natomiast to, że gdy zaśpiewał, ja zagrałem tę samą melodię w tym samym czasie przez dość długi czas. W unisono, nuta w nutę, jednocześnie, podczas improwizacji! Nigdy nie zapomnę tego spojrzenia. Wracając do esencji twojego pytania, najważniejsze są wspomnienia. To one pozostają wycięte z tego całego procesu pisania. Nie liczy się kiedy się to zaczęło, kto pierwszy zaczął riff albo perkusyjny rytm lub prostą progresję akordów do zaśpiewania dla Dio – najpierw z jego serca, by uchwycić melodię, a następnie, gdy ta melodia już się wyklarowała, zaczynał używać umysłu i pracował nad tekstami do tej nowopowstałej melodii. Uczyłem się jej i wymyślałem muzykę, która ciągle by pasowała, ale to nie była już ta prosta progresja akordów, od której zaczynaliśmy.
Nieważne co i jak rozpoczęło piosenkę. Liczyło się jej ukończenie, co było prawdziwą magią tego człowieka. Jego proces był jak żaden inny. Potrafił wyjść poza swoje schematy podczas pisania i nagrywania dzięki sytuacjom, o których wspominałem wcześniej. To pomagało mu być sobą i ukazywało też jego inną stronę. I tak samo było ze mną. Miał bardzo wyraźny proces w jaki sposób wybrane piosenki zostaną ukończone. I tutaj skończę, zanim wszystko wygadam!
Niedługo ukaże się mój album, który wykorzystuje tę metodę, jaką mi przekazał. Myślę, że to będzie widoczne. Wiedział, że chciałem się uczyć, a miałem tak wiele do nauki. On wlał do mojej głowy tyle informacji, ile tylko mogłem wchłonąć. Pewnego dnia podczas prób Dio przed swoim najlepszym przyjacielem i ulubionym asystentem trasy powiedział, że chciałby przekazać mi pałeczkę. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, co to znaczyło i co znaczy. To bardzo ekscytujące, ale ja także pracuję czasem w systemie 36 godzin bez żadnego snu, 18-22 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu przez miesiące. Ale to jest tego warte, bo ten album jest pierwszym, który pokaże wszystko czego się nauczyłem i wybrałem po tych wszystkich latach.
Nigdy nie przestanę się uczyć, ale dobrze w końcu mieć okazję pokazać swój pełny potencjał. To nie działo się od długiego czasu.
Wiele straciłem, gdy straciliśmy Ronniego. To uderzyło mnie bardzo mocno, ale wiem, że muszę iść do przodu. Nie ma dnia, kiedy bym o nim nie myślał lub nie tęsknił, lecz teraz jestem na własnej drodze. Wiem, że on jest ze mną, ale trwało to bardzo długo zanim znów się zainspirowałem. Nadchodzący album to pokaże.
Która część twojego debiutu w Dio była najbardziej wymagająca? Pisanie utworów, które spełniłyby jego oczekiwania, granie wielkich koncertów jak na przykład na festiwalu Donington, a może odpowiednie wykonanie jego klasyków z okresu Rainbow i Black Sabbath?
Wszystkie te rzeczy! Kiedy byliśmy w trasie Ronnie często podchodził do mojej części sceny zanim zaczynaliśmy, bo widział, że się denerwuję. Wtedy łapał mnie za ramię i mówił „Pamiętaj kim jesteś”! Myślę, że to dobra odpowiedź na to pytanie, zanim powiem coś dalej.
Spędziłem tak wiele czasu ucząc się solówek Ritchiego Blackmore’a na swój sposób, tak samo jak piosenek z albumów Sabbath, na których śpiewał Ronnie. Po prostu byłem fanem i nigdy nie przestałem nim być. A granie solówek Blackmore’a na żywo i sprawienie, by brzmiały jak na albumie… jest jak próba cytowania Szekspira!
Utwory Sabbath były łatwiejsze, jeżeli chodzi o solówki, ale były kawałki, których brzmienie studyjne ciężko było mi odtworzyć w sytuacji na żywo. Czasem było to wyjątkowo trudne, gdy promotor koncertu próbował oszczędzać pieniądze i dostarczał nam gówniane wzmacniacze. Zabierało to prawie 45 minut z 90-minutowego setu, by znaleźć sposób na wykorzystanie tego wzmacniacza, by brzmiał mniej gównianie, a oczywiście te wszystkie filmiki na Youtube są teraz najlepiej dostępne!
Moje najlepsze granie tak naprawdę nie zostało do końca uchwycone! Jest ono obecne na ostatnim albumie Resurrection Kings [grupa Goldy’ego i Vinny’ego Appice]w piosenkach jak ‘Livin’ Out Loud’ i ‘Fallin’ for You’, a także w jeszcze paru innych solówkach na tej płycie. Na moim pierwszym albumie solowym „Hidden in Plain Sight” – piosenka ‘Over My Head’ – i jeszcze w paru innych kawałkach takich jak ‘Starchaser’, ‘Over & Over’ Eisley, które było moim zespołem, ale z Eisleyem na wokalu [David Glen Eisley – wokalista zespołu Giuffria, w którym grał też Goldy]. Mój zespół nazywał się Ritual, ale zanim mogłem go zastrzec ktoś mnie ubiegł, więc musieliśmy go nazwać Craig Goldy’s Ritual. To był świetny zespół i na tym albumie są naprawdę fajne momenty.
Informacje o koncercie Dio Returns znajdziecie w naszym kalendarzu koncertowym.

