Mając ledwie kilkanaście lat na karku i niewielkie doświadczenie z muzyką, dzięki mojemu tacie, udało mi się przeżyć coś, o czym pamiętam bardzo dokładnie do dziś. Koncert U2. Taka szansa nie pojawiała się bardzo często, szczególnie, że w 2005 roku nie mieliśmy możliwości oglądać tak wielu gwiazd muzyki w Polsce. Jest wiele do opowiedzenia, wiele do wspominania – ten wieczór zapisał się w mojej pamięci z kilku powodów i do dziś uważam, że jest to najlepszy koncert, na jakim kiedykolwiek byłem. I nie – nie jest to spowodowane faktem, iż był to mój pierwszy tak duży gig. Jako 15-latek w życiu nie myślałem, że będę mógł uczestniczyć w tak ogromnym wydarzeniu jakim był koncert U2. Zacznijmy jednak od początku…
Przygoda z muzyką U2 rozpoczęła się w wakacje 2004 roku. Wtedy też znając dobrze starsze dokonania kapeli, z niecierpliwością oczekiwałem na premiera najnowszego utworu „Vertigo”. Premiera miała odbyć się w „Trójce”, bodajże we Wrześniu/Październiku z samego rana. Kaseta przygotowana i nagrywamy! Po odsłuchaniu byłem już pewien, że nowy album (How To Dismantle An Atomic Bomb) będzie świetny i z niecierpliwie wyczekiwałem dnia, gdy zostanie ogłoszony koncert w Polsce. A wtedy to nie było takie pewne, jak w dzisiejszych czasach, gdzie w zasadzie 90% artystów odwiedza nasz kraj. Ostatni raz U2 odwiedziło Polskę, w 1997 roku. Promowali wtedy album 'POP’. Trasa „Elevation” nas niestety ominęła, jednakże wszyscy mieli nadzieję, że 2005 rok, będzie dla nas szczęśliwy. I udało się. Odyssey, ogłosił długo wyczekiwany koncert mistrzów. Co to były za czasy. Bilet na płytę kosztował 150 zł, nie było podziału na Golden Circle, czy inne bzdurne kategorie. Wolnoamerykanka – kto pierwszy ten lepszy. Nie kupiłem biletu od razu. Byłem wtedy uzależniony od decyzji rodziców. Na szczęście nie sprzedawały się tak szybko, jak można było pomyśleć. W marcu bez problemu udało nam się zdobyć bilety na płytę. Zaczęło się odliczanie…

FOT. MACIEJ JARZEBINSKI / AGENCJA GAZETA
Wyjechaliśmy około godziny 11-12. Fakt, było dosyć późno, ale większości koncertowiczów, nie zależało by być najbliżej sceny. Nie miałem nic do powiedzenia, trzeba było się tylko dostosować. Gdy dotarliśmy na Stadion Śląski, byłem w ogromnym szoku. Nigdy wcześniej nie byłem na tak dużym koncercie i byłem wręcz przytłoczony, tym co widziałem, szczególnie ogromną sceną z dwoma wybiegami, w kształcie słuchawek. Dotarliśmy około godziny 16-17, więc zdążyło się zebrać sporo osób. Udało nam się zdobyć miejsca na środku, choć dosyć daleko od sceny. Można było jednak dokładnie widzieć co się dzieje na scenie dzięki telebimowi, a działo się sporo!
Pierwsze obawy zaczęły narastać kilkadziesiąt minut przed występem. Nad stadionem przeszła ogromna ulewa. Niektórzy obawiali się, czy koncert w ogóle dojdzie do skutku. Na szczęście żadnych poważnych problemów technicznych nie uświadczono. Gdy w końcu pojawili się na scenie… Wciąż jestem w szoku. Jestem zachwycony tym co usłyszałem i zobaczyłem. Jeśli jest coś, o czym będę pamiętał do końca życia, to na pewno będzie to ten koncert. Podczas magicznego wieczoru, zabrzmiały wszystkie największe przeboje U2. Nie zabrakło również akcentów z nowej płyty. I tak, podczas „City Of Blinding Lights, mogliśmy oglądać niesamowitą grę świateł i wspaniałe animacje na głównym telebimie. Było też trochę śmiechu. Podczas „Miracle Drug”, Bono postanowił zaprosić na scenę jedną osobę, która mogłaby przetłumaczyć to, co mówił. Utwór zadedykował naszemu Papieżowi i w zasadzie nie trzeba było zapraszać tłumaczki. Problem w tym, że dziewczyna po prostu sama się przyznała, że nie zna angielskiego, gdy już weszła na scenę.
Oczywiście najważniejszym momentem całego misterium, była ogromna flaga Polski, stworzona przez uczestników koncertu, podczas utworu New Year’s Day, dedykowanego Polakom. Nie jestem w stanie opisać tego, co wtedy czułem. Duma, to chyba najlepsze określenia. Był to też swojego rodzaju początek niespodzianek dla zespołów. Nie muszę chyba mówić, jaka była reakcja zespołu. Mogę tylko wspomnieć, że Bono założył swoją kurtkę na odwrót, pokazując w ten sposób silną solidarność, gdyż druga strona ubrania była w kolorze czerwonym
Magia zdecydowanie jest najbardziej adekwatnym określeniem tamtego wieczoru. Minęło już 10 lat od tamtego wydarzenia, a ja wciąż czuje się, jakbym dopiero co wychodził ze Śląskiego z uśmiechem na ustach. Moje wspomnienia mogą się wydawać dosyć chaotyczne, jednak jak wspomniałem – pomimo upływu czasu, wciąż czuje ten magiczny moment, gdy Bono i koledzy wyszli na scenę i zaczarowali 60 tysięcy osób obecnych na stadionie. Gusta muzyczne się zmieniały, jednakże sentyment pozostał i wciąż będę uważał, że w moim osobistym rankingu Chorzów 2005 do końca życia będzie na pierwszym miejscu. Takie koncerty zdarzają się naprawdę rzadko!
Mamy też dla was niespodziankę. Z okazji 10 rocznicy koncertu w Polsce, na YouTube, został udostępniony cały multicam z pamiętnego wydarzenia. Realizacją zajął się Bartosz Bugajski!
Jeżeli byliście wtedy na koncercie U2, śmiało ślijcie swoje wspomnienia. 🙂
![U2: wspomnienia z koncertu w Chorzowie [05.07.2005]](https://deathmagnetic.pl/wp-content/uploads/2015/07/Chorzow07-1024x432.jpg)



