Konkretnie i porządnie zagrana metalowa muzyka jest dla jej fanów tym, czym dla piwosza duży kufel, albo i dwa, ze złocistym płynem w środku. Często też te dwie rzeczy idą w parze, tworząc udaną kombinację, bo przy słuchaniu czegoś dobrego można przecież zadbać o odpowiednie nawilżenie gardła i nie dopuścić do odwodnienia organizmu.
Wspomniałem o tym dlatego, że amerykanie z Suffering Hour nagrali naprawdę genialny materiał, który zasługuje na to, żeby przy obcowaniu z nim otworzyć sobie piwo i raczyć się tak muzyką, jak i trunkiem. Nie ma co sobie odmawiać podwójnej radości, ponieważ takie marnotrawstwo byłoby dużym błędem. Czego zatem należy spodziewać się po „Dwell”? Death metalu zahaczającego również o black, ale za to jakiego!
Amerykańskie trio na swoim najnowszym wydawnictwie proponuje jeden utwór trwający ponad 18 minut. Zabieg to dość odważny, albowiem łatwo można się zatracić przy przygotowywaniu długiej kompozycji i zamiast czegoś interesującego nierzadko wychodzi przerost formy nad treścią lub znęcanie się nad instrumentami w celu udowodnienia za wszelką cenę, że stworzyło się coś „wybitnego”. Na szczęście Suffering Hour prezentuje coś, co rzeczywiście jest niebanalne, a przy tym rewelacyjnie się tego słucha, a i wykonanie jest na wysokim poziomie.
„Dwell” jest nie tylko przemyślany; słychać w nim też ogień i pasję. Ma świetne rozwinięcie, napięcie budowane jest krok po kroku, a riffy są wręcz kapitalne, miażdżące i niekiedy pokręcone. Wokale to z kolei coś nieziemskiego jakby wydobywającego się z jakichś czeluści. Słychać w twórczości amerykanów echa Immolation – chociaż muzyka Suffering Hour nie jest aż tak duszna – a i niekiedy przyjdzie na myśl Bölzer, w szczególności, kiedy robi się potężna ściana dźwięku. Produkcja także zrobiła swoje, gdyż jest ona czytelna i soczysta, a jednak nie ma mowy o zbytniej sterylności, dzięki czemu zespół nie traci przez to mocy. Słychać, że wszystko na tej EPce zazębiło się idealnie, a efekt tego jest piorunujący.
Stwierdzę śmiało, że „Dwell” to epicki kawałek. Dawno nie słyszałem w tym gatunki czegoś takiego – zrobionego z rozmachem i wciągającego. Ryzyko podjęte przez Suffering Hour się opłaciło i biję brawa muzykom za to, że swój ambitny plan zrealizowali w sposób mistrzowski. Po czymś takim z chęcią będę wyczekiwał kolejnego pełnowymiarowego albumu, a opisywaną EPką radzę się zainteresować. Premiera 5 kwietnia i nie zapomnijcie zaopatrzyć się w dobre piwo, kiedy będziecie jej słuchać.
www.facebook.com/SufferingHourMetal
Wyro(c)k
0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets
- PIERWSZE WRAŻENIE8.5
- INSTRUMENTARIUM9.5
- WOKAL9
- BRZMIENIE9
- REPEAT MODE9.5
