Czy death metal może się jeszcze odnaleźć na polskiej scenie metalowej? Czy koncerty kapel death metalowych zbiorą rzeszę oddanych fanów, czy przypadkowych ludzi, którzy akurat chcieli się napić przy takiej muzyce? Z takimi pytaniami wybrałem się na koncert do wrocławskiego Alibi.

Od razu zaznaczę – ze wszystkich występujących kapel, znałem trzy (Materia była mi obca, osłuchałem ich na dzień przed koncertem), a lubiłem jedną – Decapitated, a to i tak ich starsze dokonania których próżno szukać na ich ostatnich płytach. Nie miałem wielkich oczekiwań względem koncertu.
Na samym początku pojawił się niewielki zgrzyt. Na stronie KonckOut oraz na biletach było wyraźnie napisane, że drzwi otwierają się o 18. Do 18:30 staliśmy w deszczu, czekając aż nam łaskawie otworzą drzwi. Po wejściu rozejrzałem się uważnie po klubie (w którym byłem po raz pierwszy) i pojawiły się lekkie obawy. Zarówno scena jak i parkiet w Alibi są bardzo małe.
Kolejnym drobnym rozjechaniem się czasowym było wejście pierwszej kapeli, Totem. Planowo mieli grać o 19:15, weszli 15 minut wcześniej. Koncert Totemu obejrzałem z boku. Nie jestem fanem kobiecego growlu (to samo tyczy się Arch Enemy czy też The Agonist), ale muszę przyznać, że wokalistka, Weronika miała świetny kontakt z publiką. Zespół zagrał parę utworów, w tym jeden z najnowszego EP „Limbo”. Grupa z Bukowna miała problemy techniczne, ale widowni nie przeszkadzało to by się dobrze bawić.
Na występ Materii przeniosłem się pod scenę. Zwyczajnie ciekaw, jak brzmi polski math metal, chciałem z bliska przyjrzeć się kapeli. Jak na support, zebrali ogromną widownię. Parkiet był wypchany po brzegi, ludzie bawili się również przy stolikach. Ostatni raz tak ciasno mi było na Paradise Lost na Castle Party. Musze przyznać, że moje negatywne nastawienie względem tej kapeli (nie darzę szczególnym uczuciem core’ów) znikło bardzo szybko, po tym jak chłopaki zaczęli grać. Świetnie zgrani, niesamowicie techniczne granie, świetna prezencja sceniczna. Nic, tylko patrzeć, słuchać i podziwiać.
Koncerty Frontside i Decapitated obejrzałem już poza parkietem, zwyczajnie zmęczony. O Frontside można mówić wiele, ale ich występy zawsze są gwarantowaną dawką zabawy. Sosnowiecka kapela rozgrzała publikę, śpiewając najbardziej znane hity (w tym 'Legenda’ z płyty „Sprawa Jest Osobista”). Później nadszedł czas na gwiazdę wieczoru – Decapitated. Muzycy zagrali fantastyczny koncert, mimo że nie pojawiło się na nim wiele kawałków z cenionych przeze mnie płyt, takich jak „Wings of Creation”. Fani mogli usłyszeć jak brzmi odnowione Decapitated na żywo. Poleciały utwory z „Blood Mantra” i „Carnival is Forever”. Każdy członek zespołu zaprezentował kunszt swoich umiejętności, na szczególne wyróżnienie zasługuje perkusista Michał Łysejko, który jest najnowszym członkiem Decapiteted.
Odpowiadając na pytania – tak, uważam że nasza lokalna scena deathmetalowa (nie licząc gwiazdy pokroju Vader czy Behemot) rozwija się i jest w dobrej kondycji. Koncert zebrał wielu oddanych fanów występujących kapel. Niektórzy powiedzą, że może to dlatego, że publika metalowa nie jest wymagająca? Może, nie wiem. Wiem, że ja się bawiłem świetnie.
![Decapitated, Frontside, Totem, Materia: Relacja z koncertu w Klubie Alibi [18.12.2015]](https://deathmagnetic.pl/wp-content/uploads/2015/12/sialala.jpg)