Dzisiaj relacja gościnna, autorstwa Tecia, którego pewnie niebawem będziecie mieli okazję spotykać tutaj częściej.
Zdjęcia zdobyliśmy dzięki uprzejmości DePress_wieśka, na którego fanpaż serdecznie Was zapraszamy.
Kiedy widzisz, że w twoim województwie na jednym gigu spotkają się takie zespoły jak Neolith, Mentor czy In Twiligth’s Embrace – wiesz, że grzechem będzie nie jechać. Także w sobotnie popołudnie skoczyliśmy ze znajomymi w samochód i pognaliśmy ze stolicy Wielkopolski do kolebki i dawnej stolicy polskiej muzyki rockowej, czyli, oczywiście, Jarocina.
Odebraliśmy bilety, pobraliśmy napój u wodopoju i ruszyliśmy pod scenę. Powitała nas niewesoła informacja, że zespół Cementary of Scream nie dojedzie ze względów chorobowego jednego z muzyków. Szkoda, ale nie daliśmy popsuć sobie tym humorów.
Na pierwszy ogień posłano zespół Kontagion, który od samego początku zaskoczył mnie brakiem jakiejkolwiek centrali przy zestawie perkusyjnym – jak chcą i lubią tak grać, ja im nie bronię. Zwłaszcza, że rezultat końcowy raczej się bronił. Panowie postawili na bardzo specyficzne dekoracje: poczynając od filtrów do masek przeciwgazowych, na masce Predatora przymocowanej do statywu z mikrofonem wokalisty kończąc. Już sam widok dwóch gitarzystów z 9 strunowymi gitarami ostrzegł mnie, że będzie ciężko. Zespół gra muzykę łączącą Ministry z Bolt Thowerem, co jest bardzo ciekawym połączeniem, wziąwszy pod uwagę całą oprawę – w tle na ekranie leciały fragmenty filmów ukazujących bombardowania i podobne akty przemocy. Pozytywnego wrażenia wywołanego występem nie psuł też wszechobecny syntezator, który tutaj jak najbardziej pasował.

Drugim występującym bandem był Mentor. Już raz słyszałem ich na żywo, więc doskonale wiedziałem czego mogłem się spodziewać. Ich płyta „Guts, Graves and Blaphsemy” nie schodzi mi ze słuchawek od maja. W skład zespołu wchodzą sceniczni weterani, których mieliście okazję zobaczyć wcześniej w barwach Furii czy J.D. Overdrive – i to procentuje. Mentor każdą piosenką otwierał kolejne kręgi piekielne w rytmie diabelskiego rokendrola, bo tak można określić ich muzykę – wielka dawka energii płynęła ze sceny, na której odegrali całą płytę. Od A do Z. Utwory doskonale mi znane a i tak bawiłem się tak samo dobrze, jak kiedy słyszałem ich za pierwszym razem w Krakowie przed Napalm Death – tak świeżo i mocno to brzmi.
Następnie Moanaa. Panowie z Bielska-Białej wjechali niczym czołg w jarocińską publiczność. Było ciężko, powoli i bardzo klimatycznie. Od raz zaznaczę, że zachwyciłem się grą perkusisty niesamowitą zdolnością do kreowania ze sceny tych bujających rytmów. Uwielbiam takie brzmienie. Również poza aspektami czysto muzycznymi, panowie mieli coś do zaoferowania na scenie. Dużo dymu, mroczne oświetlenie. Czyli tak, jak powinien wyglądać występ zespołu definiującego się jako atmospheric post black.
In Twiligth’s Embrace. Ich ostatnia płyta pod tytułem „Vanitas” zmiotła mnie z powierzchni Ziemi, więc czekałem bardzo na ich występ i nie zawiodłem się. Było wszystko, czego taka muzyka potrzebuje. Jeżeli ktoś powie, że najlepszy szwedzki śmierć metal grają Szwedzi, to się myli – bo grają go właśnie Poznaniacy z ITE. Zespół zagrał genialny występ a ich nowy basista, znany z niektórym z występów w Tarpanie, wpasował się w to mieszające black i death granie idealnie. I przy okazji, Lemmy żyje, tylko zmienił kapelę i klimat – bo właśnie takie głosy dochodzące z widowni słyszałem na temat Cypriana, który jest, swoją drogą, świetnym frontmanem.

I na koniec Neolith, czyli wyjadacze z Krosna, na scenie od 26 lat. Nie brali żadnych jeńców. Zostałem zmiażdżony falą śmierć metalu z najwyższej półki. Krosno jest zresztą jakąś wylęgarnią maszyn perkusyjnych bo to nie pierwsza bestia perkusyjna, na jaką się natknąłem, a która właśnie te okolice ma w rodowodzie. Gitary znakomicie idące w parze z basem sprawiły, że czułem się tak, jakby sam Śmierć stał obok mnie i razem machaliśmy czaszkami.
Podsumowując – świetna impreza z genialnym line-upem, zlokalizowana w bardzo klimatycznym miejscu jakim jest Spichlerz Polskiego Rocka. Mam nadzieję, że za rok będę mógł tam znowu zawitać na trzecią edycję.
![Black Waves Fest II: Relacja z jarocińskiego festiwalu [14.10.17]](https://deathmagnetic.pl/wp-content/uploads/2017/11/blackwaves-2.jpg)