Wydawcy powoli już przyzwyczaili metalheadowych czytelników do tego, że rok bez chociaż jednego opracowania na temat Metalliki jest straconym rokiem wydawniczym. Dwa lata temu Neil Daniels oferował swoje „Metallica. Wczesne lata i rozkwit metalu.”, rok później przetłumaczono klasyczną już pozycję Joela Mcivera „Żyć Znaczy Umrzeć: Cliff Burton. Historia życia legendarnego basisty zespołu Metallica”, a w sierpniu na naszych łamach recenzowaliśmy także „Metallica: Bez przebaczenia” tego samego autora. Co zatem nowego mogą wnieść „Narodziny. Szkoła. Metallica. Śmierć. Tom I” duetu Brannigan/Winwood? Na pewno kolejną porcję świeżych anegdotek oraz nowe i obiektywne spojrzenie na bogatą historię sukcesu Metalliki.
Najmocniejszą stroną tej książki jest fakt, że Ian Winwood oraz Paul Brannigan zdają sobie sprawę, że czytelnik sięgający po tę pozycję posiada już pewną wiedzę na temat swojego ulubionego zespołu. Choć nie trudno się powtórzyć w tak wyeksploatowanym już temacie, autorzy z sukcesem unikają doskonale znanych fanom Metalliki anegdot, ograniczając się do krótkich i często szokujących wtrąceń popartych zazwyczaj trafnymi cytatami samych bohaterów książki. Nie znajdziemy tutaj demonizujących Dave’a Mustaine’a historii, licznych numerów które Alcoholica serwowała innym kapelom oraz onanistycznych opisów genezy powstawania poszczególnych utworów. Nie oznacza to jednak, że nie dowiemy się nowych rzeczy albo nie przeczytamy czegoś co sprawi, że na chwilę będziemy musieli odłożyć książkę (polecam dygresję dotyczącą psa Kirka Hammetta).
Dzięki takiej oszczędności, autorom udało się dokonać jeszcze jednego zabiegu – pomimo wkradających się niekiedy pompatycznych stwierdzeń dotyczących sukcesu kapeli, Ian i Paul przedstawiają członków Metalliki przede wszystkim jako ludzi i artystów nie stawiając ich na piedestale. Winwood i Brannigan starają się być obiektywni, z niczego nikogo nie tłumaczą i ograniczają się do ironicznych komentarzy, zamiast narzucania czytelnikowi własnego zdania. Więc jeżeli ktoś jest wyznawcą Cliffa Burtona, bądź etatowym krytykiem Larsa Ulricha, to nie polecałbym takiej osobie tego opracowania.
Cieszy również fakt, że w książce sięgnięto po opinie i wypowiedzi również tych mniej znanych postaci – uczestników koncertów, członków kapel, które pamiętały Metallikę w czasach, gdy dopiero raczkowała czy też jak cała historia wyglądała od strony undergroundowych i zaangażowanych w sprawę mediów.
Jeżeli chodzi o to, co razi i negatywnie wpływa na odbiór całości biografii, nie sposób nie wspomnieć tutaj o zamiłowaniu autorów do budowania wielopoziomowych zdań, które niekiedy przyjdzie nam przeczytać dwukrotnie, by zrozumieć co chciano nam przekazać. Co ciekawe, rozwiązłość językowa towarzyszy nie samej narracji, a sarkastycznym (w domyśle) stwierdzeniom. I choć w wielu przypadkach są one może i zabawne oraz błyskotliwe, to w przeważającej części sprawiają, że pragniemy jak najszybciej opuścić akapit w którym się znajdują.
Kolejną sprawą, na której polegli niestety twórcy książki, jest kwestia samej kompozycji przedstawianej treści. Rozdziały ułożono na wzór playlisty zaczynając od wstępu kryjącego się pod „Esctasy of Gold”, aż po „Nothing Else Matters” będącego tytułem ostatniego rozdziału. Z pozoru wydaje się to zabiegiem oryginalnym, lecz tytuły utworów absolutnie nie współgrają z tym co się pod nimi w książce kryje, zaś gwoździem do trumny jest próba ich spolszczenia. I choć „Zniszczenie S.A.” brzmi dumnie w rodzimym języku, to „W blasku świateł”, „Szukaj i burz” oraz „Zszargane resztki zdrowego rozsądku” mogą nieco razić. Pozostając jeszcze przy polskim wydaniu książki, choć całość jest wydana w jak najlepszej jakości, dobrze by było zamieścić czy to na okładce czy to wewnątrz samej biografii fotografii przedmiotu, który stał się zalążkiem pomysłu powstania tej na pewno ciekawej książki, o którym opowiadają nam całkiem trafnie argumentując sami autorzy „Narodzin. Szkoły. Metallicy. Śmierci.”.
Podsumowując – Paul Brannigan i Ian Windood dowodzą, że z niesamowicie oklepanego tematu, wciąż można wycisnąć coś, co zapewni kilka godzin zakrapianej sentymentem rozrywki. Autorzy potrafią zaskoczyć zarówno w pozytywny jak i w negatywny sposób, lecz sam zamysł stojący za pierwszym tomem „Narodzin. Szkoły. Metalliki. Śmierci.” został zrealizowany. Książkę polecam w szczególności początkującym zespołom, którym brak pewności siebie oraz piewcom sprzedajności bandu z Los Angeles.
Ocena: 7,5/10
Autor: Mateusz Sendecki
Przypominamy, że jeśli nie posiadacie jeszcze pierwszego tomu „Narodzin. Szkoły. Metalliki. Śmierci.”, możecie wygrać ją w naszym konkursie. Więcej informacji na ten temat znajdziecie TUTAJ.



