Za każdym razem, kiedy pytałam kogoś, dlaczego na Dolnym Śląsku jest zawsze taka ładna jesień, słyszałam, że to taki klimat, bo cieplej. Jeżeli to prawda, to warunki atmosferyczne panujące w tym regionie kraju sprzyjają nie tylko opadaniu liści, ale również prawdziwemu wysypowi ciekawych zespołów, które swoim graniem mają naprawdę sporo do zaoferowania. Podobnie jest też z wrocławskim kwartetem Lifephobia, który z „All My Life” nadciąga z kolejnym albumem.
Muszę przyznać, że mam ostatnio tendencję do recenzowania płyt tasiemcowych – tu jest podobnie – pięcio-, czterominutowe i nawet dłuższe kawałki gniotą uszy niemiłosiernie, choć rekompensują to niewątpliwą chwytliwością i jak najbardziej fachowym wykonaniem (mistrzowsko rozegrane „Blade” czy osobisty faworyt „Aurora Borealis”!). To właśnie dzięki tym podróżom czasoprzestrzennym, w „Contour” tak silnie słychać groovowe naleciałości zespołu – nie dajcie się jednak zwieść tym wolnym i niskim tonom bijącym w słuchacza. Lifephobia gustuje wyraźnie w melodyjnym urozmaicaniu utworów, co pozwala niemalże na mówienie w niektórych momentach o typowych „zwrotkach” i „refrenach”. Otwierający album kawałek, jak i kilka innych, można spokojnie wprowadzić do „Jaka to melodia” i czekać tylko, aż ktoś wypowie mistyczne „po jednej nutce”.
Na dłuższą metę byłoby to jednak skomplikowane przedsięwzięcie, bowiem materiał, jaki prezentuje na tym krążku Lifephobia, trudno jednoznacznie opisać. Z jednej strony mamy do czynienia z zalążkiem brzmień naprawdę ciężkich („Land of Sirius”), te jednak przeważnie napotykają na swojej drodze bardzo silne linie melodyczne – tak dzieje się w „Sign of You” czy „Explosive West”, na którym nie brakuje też gitarowych popisów. W zależności od nasilenia i chwytliwości tych melodii inaczej wypadają nierzadko całe utwory: w ten sposób właśnie na „Blindfold” ciężaru nie czuć w ogóle, w oczy (uszy?) rzuca się bardziej natomiast sama wystrzałowość kompozycji, co czyni z tego kawałka swoistą granice, wraz z przekroczeniem której wylądujemy w tej lżejszej i częściej nasuwających skojarzenia z takimi grupami jak In Flames czy Faintest Hope, części „All My Life”. Rzecz jasna, Lifephobia gra ciężej i wolniej, ale dobre skojarzenia zawsze w cenie. W podobnym klimacie jest bowiem utrzymane także „Hill of Remains” (choć, umówmy się, że komunikat „pull up” ma w Polsce dość ograniczone pole skojarzeń) czy ciekawy pod względem riffów „Sadistic Behaviour”. Intrygująco na tle innych utworów wypada również epicki „Dream Killer”, który, podobnie jak „Blindfold”, wokalnie wyróżnia się na tle poprzedników, przywodząc skojarzenia nawet z punkrockowym Betontod.
Podsumowując więc, można uznać, że na „All My Life” jest ciężko, ale nie za ciężko – słucha się tego przyjemnie i, co więcej, dużo zostaje później w głowie. Wyraźny podział na tę cięższą i lżejszą część albumu na początku budził moje wątpliwości, te jednak szybko zostały rozwiane. Słabszych utworów na „All My life” nie ma, jest za to wiele tych godnych polecenia. I choć gdyby Lifephobia miała stary paszport, w rubryce „znaki szczególne” wpisałabym „brak”, to kolejny album dolnośląskiej kapeli oceniam jak najbardziej na plus.
2. Blade
3. Land Of Sirius
4. Aurora Borealis
5. Sign Of You
6. Explosive Vest
7. Blindfold 8. Hill of Remains
9. Dream Killer
10. Sadistic Behaviour

WYRO(C)K
- PIERWSZE WRAŻENIE7,5
- INSTRUMENTARIUM8,5
- WOKAL8
- BRZMIENIE8
- REPEAT MODE6,5
Warning: A non-numeric value encountered in /home/platne/serwer384276/public_html/deathmagnetic.pl/wp-content/plugins/smartmag-core/inc/reviews/review.php on line 89
Warning: A non-numeric value encountered in /home/platne/serwer384276/public_html/deathmagnetic.pl/wp-content/plugins/smartmag-core/inc/reviews/review.php on line 89
Warning: A non-numeric value encountered in /home/platne/serwer384276/public_html/deathmagnetic.pl/wp-content/plugins/smartmag-core/inc/reviews/review.php on line 89
