Czterdziesta rocznica zespołu AC/DC to idealna okazja do wydania książki opisującej historię zespołu. Właśnie taką decyzję podjęło Wydawnictwo Anakonda, a my mamy przyjemność przedstawić Wam efekty ich pracy. Zachęcamy do przeczytania naszej recenzji „AC/DC. Wczesne lata z Bonem Scottem”.
Jak sam tytuł wskazuje, pozycja napisana przez Neila Danielsa skupia się wokół osoby Bona Scotta. Koncepcja książki może zatem przypominać nieco „Metallica. Wczesne lata i rozkwit metalu” wspomnianego autora. Oba tytuły ukazują określony przedział czasu, dzięki czemu możliwe jest jego odpowiednie podsumowanie.
Głównym założeniem Neila Danielsa było skupienie się w 100% na muzyce AC/DC. Już na wstępie przeczytać możemy, że autor chce złożyć hołd Bonowi Scottowi oraz jego twórczości. Daniels słowa dotrzymał, o życiu prywatnym wokalisty nie ma choćby wzmianki. Nie znalazło się również miejsce na rozważania dotyczące przyczyny śmierci młodego muzyka. Autor zawarł jedynie cytat gitarzysty zespołu, Angusa Younga:
Pierwsze uczucie? Totalny szok. Pewnie, że każdy z nas wiedział, że życie z Bonem było dzikie, gorączkowe i nieprzewidywalne, ale jednak to było życie. Nigdy nie było sytuacji, w której pomyślałbym, że jego życie jest zagrożone.
Co można zatem znaleźć w książce „AC/DC. Wczesne lata z Bonem Scottem”? Przede wszystkim dokładny opis dyskografii oraz tras koncertowych zespołu. Nie ograniczają się one jedynie do lat 1974-1980, gdy mikrofon w AC/DC należał do Bona Scotta. W celu podkreślenia fenomenu tego wokalisty, autor opisał historię zespołu z jego poprzednikiem – Dave`m Evansem oraz śpiewającym w zespole braci Young aż do dziś – Brianem Johnsonem. Nieprzypadkowo użyłem tutaj stwierdzenia, iż AC/DC to zespół pochodzących ze Szkocji braci. Ogromna rola całej rodziny w karierze zespołu została ukazana przez Neila Danielsa bardzo dokładnie.
Miłośnicy AC/DC odnajdą w tej książce wiele szczegółów o zespole. Dokładnej analizie poddawane są kolejne płyty. Osobiście nie jestem zwolennikiem recenzowania płyt utwór po utworze, gdzie każdej kompozycji poświęcono jedno zdanie. Maniakom AC/DC prawdopodobnie nie będzie to jednak przeszkadzało i każde słowo autora będą konfrontować z własnymi poglądami.
https://www.youtube.com/watch?v=UvVlIaTuSts
Podobna sytuacja będzie miała miejsce w przypadku opisów tras koncertowych. Neil Daniels pokusił się tutaj o podawanie miejsc rozpoczęcia oraz zakończenia muzycznych podróży. Nie zapomniał też o ważniejszych występach, jak np. Festiwal w Reading. Niejednokrotnie przedstawia nawet setlisty. Wyraźnie czuć, że autor jest prawdziwym fanem zespołu i tworzy książkę dla podobnych do siebie.
Przygotowania do napisania blisko 200 stron na temat zespołu AC/DC z pewnością pochłonęły dużo czasu i energii. Daniels pokusił się o przedstawienie opinii na temat zespołu z różnych punktów widzenia. Poza swoimi przemyśleniami, które ukazują fenomen rock`n`rollowej legendy, przeczytać możemy wypowiedzi muzyków oraz dziennikarzy. Zdecydowana większość cytatów w „AC/DC. Wczesne lata z Bonem Scottem” to słowa Angusa Younga oraz Marka Evansa, basisty zespołu. Do pozostałych należą m.in.: Mick Box (Uriah Heep) Ritchie Blackmore (Deep Purple) oraz Brain Tatler (Diamond Head). W ciekawy sposób przedstawiony został również stosunek prasy do zespołu. Nie każdy spodziewałby się tak gorzkich słów wobec legendy rocka napisanej przez magazyn Rolling Stone.
W książce napisanej przez Neila Danielsa nie brakuje również ciekawostek. Począwszy od historii przebrań Angusa, przez słynne „oi!” z utworu TNT, a na interpretacji Highway To Hell skończywszy. Autor książki postawił sobie za cel określenie, jakie zespoły zainspirowały do grania AC/DC. W tym miejscu wskazał np. Little Richarda i Chuck`a Berry`ego. Interesujące okazało się również przedstawienie artystów, którzy docenili talent australijskiego bandu. Tutaj przykładem jest Bruce Dickinson.
https://www.youtube.com/watch?v=1ddUCfdkSFo
O książce Neila Danielsa opowiadać można z pewnością długo. Nie powinno to jednak dziwić, wszak do fenomenu AC/DC nie trzeba przekonywać chyba nikogo. Wystarczy jedynie zobaczyć jak muzycy prezentują się na żywo i jakie tłumy przyciągają na swoje występy. Dobrze się stało, że autor postanowił przypomnieć osobę Bona Scotta. Od jego śmierci upłynęło już bardzo wiele czasu. Młodzi fani mogą mieć problemy z kojarzeniem tego „dzikusa”. Natomiast starsi, z pewnością z przyjemnością wspomną początki swojego ukochanego zespołu.



