Zapraszam Was do lektury nowego cyklu na DeathMagnetic.pl pt.”Dyskografia”. Artykuły będą miały na celu zaprezentowanie Wam katalogu albumów studyjnych mniej lub bardziej znanych zespołów, przywołanie z mroków niepamięci krążków, które zapomniane zostać nie powinny oraz ostrzeżenie Was przed tymi absolutnie słabymi i niegodnymi uwagi.
Na pierwszy ogień dyskografia Pearl Jam. Jest to o tyle ciekawa sprawa, iż prawdziwy fan (czy raczej fanatyk) Pearl Jam zna ich wszystkie albumy na pamięć, co do jednej nuty i każdego słowa. Osoby, którym zespół Eddiego Veddera i spółki jest obcy zazwyczaj kojarzą ich debiut oraz kilka utworów singlowych z dalszych płyt. Sporo dobrego dla ich rozpoznawalności w Polsce zrobiła promocja ostatnich dwóch krążków oraz występy na Open’erze (pomijam, że to miejscówka na koncert Pearl Jam co najwyżej średnia i każdy ogarnięty fan wie, że nie były to pełnowymiarowe koncerty).
Dawno już minęły czasy, gdy muzyka grunge była najpopularniejszym gatunkiem muzycznym na świecie. Dodam tylko, że staram się unikać określenia „grunge”, gdyż muzyka lat 90 w Seattle była zbyt różnorodna, aby zamknąć ją w tym określeniu – dopiero po osiągnięciu sukcesu przez Nirvanę, Pearl Jam, Alice In Chains i Soundgarden rozpoczął się boom ma brudne, alternatywne granie i powstały zespoły-klony mniej lub bardziej nieudolnie naśladujące wspomniane. Lata 1996-1997 mogą zostać określone, jako schyłek „Seattle sound” – od kilku lat nie ma już Nirvany, Alice In Chains trwa w zawieszeniu, a Soundgarden stoi na krawędzi rozpadu. Pearl Jam w tym czasie odcina się od brzmienia swoich naśladowców (tj. post-grunge’owych Bush, Creed czy Staind) wydając płytę będącą całkowitym przeciwieństwem ich dotychczasowego dorobku. Zmiana ta spowodowała znaczny odpływ „fanów”, ale w długofalowym efekcie przyczyniła się do tego, że Pearl Jam odnalazł swoje brzmienie i aktualnie jest jednym z gigantów stadionowego rocka.
Ten [1991, Epic]

Fakt: „Ten” sprzedał się w większej ilości kopii niż „Nevermind” Nirvany.
Czy ta informacja ma jakiekolwiek znaczenie? Oczywiście, że nie. Muzyka to sztuka. A sztuka nie powinna być liczona w sprzedanych kopiach i gwiazdkach przyznanych przez recenzentów.
Po śmierci wokalisty Mother Love Bone, Andy’ego Wooda, jego przyjaciele z kapeli – gitarzysta Stone Gossard i basista Jeff Ament, wsparci przez Mike’a McCready’ego, wirtuoza gitary – rozpoczęli poszukiwania nowego wokalisty. Taśma Stone Gossard Demos ’91 wraz z wersjami demo piosenek „Black”, „Alive”, „Footsteps” i „Once” (te trzy ostatnie kompozycje to osławiona mini-opera „Mamasan” opowiadająca o szaleństwie, żądzy i rodzinnych tajemnicach) przedziwnym zbiegiem okoliczności (i dużej pomocy Jacka Ironsa, perkusisty Red Hot Chili Peppers) trafiła do nikomu nieznanego wokalisty z Chicago – Eddiego Veddera. Vedder napisał teksty, dograł wokale i kilka dni później siedział już razem z resztą zespołu w ciasnej piwnicy w Seattle służącej za salę prób.
Pierwszy raz swój głos na płycie Vedder usłyszał jednak dzięki projektowi Temple Of The Dog. Zespół ten powstał z pomysłu Chrisa Cornella, wokalisty Soundgarden i przyjaciela Andy’ego Wooda. Temple Of The Dog nagrało jedną płytę, na której znajduje się niezwykle popularny „Hunger Strike” łączący zharmonizowane wokale Cornella i Veddera.
Praca nad albumem „Ten” (nazwa pochodzi od dziesięciu par rąk pracujących przy krążku) wraz z producentem Rickiem Parasharem zaczęła się od przygotowanych wcześniej wersji demo. W szybkim czasie dograno kolejne utwory: „Jeremy”, „Why Go”, „Oceans” i napisany przez Veddera „Porch”.
Na albumie Vedder porusza temat samobójstwa, samotności, depresji i morderstwa. Mamy także trzeźwe spojrzenie na problem bezdomności („Even Flow”), a historia stojąca za piosenką „Jeremy” jest prawdziwa – uczeń zastrzelił się na oczach całej swojej klasy. „Ten” dotyka również personalnych problemów wokalisty – „Release” i „Alive” to opisy przeżyć autora, który dowiaduje się, że osoba, którą całe życie uważał za ojca nim nie jest. Otwierająca i zamykająca płytę partia gitar – „Master/Slave” – powstała przypadkiem, gdy zarejestrowano proces ich strojenia.
Jako single wydano: „Alive”, „Jeremy”, „Even Flow” i „Oceans”. Utworom tym towarzyszyły teledyski, których kręcenia Pearl Jam miał jednak zaprzestać, aż do 1998 roku.
Według badań Nielsen SoundScan „Ten” sprzedał się w USA w ilości 10 milionów kopii i pokrył się 13-krotną platyną. Bez wątpienia jest to jedna z najważniejszych płyt w historii współczesnego rocka. Krążek, który zainspirował setki młodych artystów i rozpoczął drogę Pearl Jam ku sławie.
W 2009 roku ukazała się reedycja „Ten”. Remaster płyty został dokonany przez producenta Brendana O’Briena zgodnie z zaleceniami zespołu. Na krążek dodano sześć bonusowych utworów: „Brother” z nagranymi nowymi wokalami, „Just a Girl”, „Breath and a Scream”, demo „State of Love and Trust”, „2,000 Mile Blues” i „Evil Little Goat”. Dołączona płyta DVD zawiera zapis legendarnego występu podczas MTV Unplugged.
- Once
- Even Flow
- Alive
- Why Go
- Black
- Jeremy
- Oceans
- Porch
- Garden
- Deep
- Release
Vs [1993, Epic]

Syndrom drugiej płyty istnieje. Zdecydowanej większości zespołów nie udaje się sprostać wyzwaniu i wymaganiom fanów, przez co drugi krążek jest przekombinowany i zdecydowanie gorszy od debiutu. Czy jest tak w przypadku Pearl Jam? Moim zdaniem nie. Prawda, „Vs.” brzmi inaczej – nie ma tutaj wypolerowanych dźwięków i wzniosłych refrenów. Mamy za to przesterowane gitary i agresywny wokal. „Vs.” jest także pierwszym albumem wyprodukowanym przez O’Briena (co będzie miało zdecydowane znaczenie w przyszłości i stylu zespołu).
Pearl Jam zdecydował o zmniejszeniu skali swojej popularności m.in. przez brak klipów do singli. W czasach, gdy wszyscy to robili była to zdecydowanie odważna decyzja. Problem w tym, że wielu fanów (oraz wytwórnia!) nie dostrzega, że nie zależało im na ogromnym sukcesie i taśmowym produkowaniu hitów. Pearl Jam chce brać muzykę. Bez tej całej marketingowej otoczki.
Skład zespołu wzbogacił Dave Abbruzzese znany z bardzo żywiołowego stylu gry na perkusji. Problem polegał jednak na tym, że perkusista niezbyt dobrze dogadywał się z Vedderem, który powoli przejmował stery w zespole.
Po zakończeniu nagrać Jeff Ament przyznał: „Szkoda, że nasz pierwszy album tak nie brzmiał! Ten ma o wiele więcej mocy”. W rzeczy samej, „Vs.” sprawia wrażenie krążka bardziej naturalnego i jednocześnie jeszcze cięższego niż „Ten”. Utwory takie jak „Go”, „Blood” i „Animal” mają wręcz metalowy charakter. Styl gry Abbruzzese’a zawierający elementy funku odnaleźć można w mających polityczne zabarwienie „Rats” i „W.M.A”, a nastrojowa strona Pearl Jamu ujawniła się w nagraniach „Daughter” i „Elderly Woman Behind The Counter In A Small Town” (utwór nazwany tak przez pogląd, że zespoły w latach 90 używają tylko krótkich nazw piosenek). Tematyka podróży i zostawienia za sobą przeszłości poruszona w „Rearviewmirror” również miała być częstym gościem na następnych albumach. „Vs.” zamyka najbardziej przejmująca piosenka w katalogu Pearl Jam – „Indifference”. Ten skromny utwór o wybitnym tekście to chyba moja ulubiona kompozycja Pearl Jam.
Spoglądając na „Vs.” analitycznym okiem nie można nie dostrzec jak bardzo krążek ten wpłynie na dalsze brzmienie Panów z Seattle.
Krążek spędził 5 tygodni na pierwszym miejscu zestawienia Billboard 200.
- Go
- Animal
- Daughter
- Glorified G
- Dissident
- W.M.A.
- Blood
- Rearviewmirror
- Rats
- Elderly Woman Behind The Counter In A Small Town
- Leash
- Indifference
Vitalogy [1994, Epic]

Wydany początkowo tylko na winylu album „Vitalogy” sprzedał się w pierwszym tygodniu w liczbie 34,000 kopii. Rekord ten pobił dopiero Jack White z „Lazaretto” w 2014 roku.
Pomimo bycia w szczytu sław w obozie Pearl Jam nie działo się dobrze. Pojawiały się coraz częstsze spięcia i kłótnie, brakowało komunikacji między członkami zespołu, a oczekiwania, co do kształtu płyty różniły się diametralnie. Władzę w zespole przejmował Vedder, który nie chciał, aby zespół podążał komercyjną ścieżką. Stąd też eksperymentalne i niecodzienne brzmienie krążka. Jest on bardziej zróżnicowany niż poprzednie płyty, ale szeregu przerywników (minutowe „Pry, To” czy kończące album dźwięki „Hey Foxymophandlemama, That’s Me”) nie sposób zaliczyć do udanych. Problemy osobiste miał Mike McCready, który zmagał się z uzależnieniem od alkoholu i kokainy.
Vedder bał się nagrać kolejny radiowy hit. Długo wzbraniał się przed umieszczeniem na płycie „Better Man”, który napisał jeszcze będąc w swoim poprzednim zespole Bad Radio. Brendan O’Brien wpadł w konsternację, gdy usłyszał, że Eddie zamierza oddać ten utwór innemu zespołowi. Na szczęście „Better Man” jednak trafił na płytę Pearl Jam. W ten sposób zespół zyskał jeden z najlepiej prezentujących się utworów granych na żywo.
„Vitalogy” prezentuje dwa oblicza: mamy punkowe „Spin The Black Circle” i „Last Exit”, przepełnione gniewem i goryczą „Not For You” i „Corduroy”, a także balladę „Nothingman” będącą jedynym kompozytorskim wkładem Amenta w album. Brak tu jednak gitarowych solówek, co jeszcze bardziej upodobnia utwory do punk rocka. Vedder zaczął w tym czasie coraz bardziej udzielać się jako gitarzysta (co we wcześniejszych latach zdarzało się w przypadku „Porch” i „Rearviewmirror”). Skutkowalo to sprzecznymi odczuciami, w szczególności u Gossarda. Gitarzysta wspomina, że zmiany nie budziły na początku jego entuzjazmu.
Nazwa „Vitalogy” pochodzi od XX wiecznej książki medycznej, którą Vedder znalazł na wyprzedaży. Wizualnie album został przygotowany na jej wzór, a strona tytułowa została okładką płyty.
Ament wyznaje, że tak wydana płyta wkurzyła sprzedawców: „Album jest większy od innych. Na półce musiał stać odwrotnie. Stoczyliśmy bój z prawnikami, gdyż książkę chroniło prawo autorskie. Udało nam się jednak uzyskać zgodę na wykorzystanie interesujących nas grafik”.
„Vitalogy” nie należy do płyt łatwych w odbiorze. Pozbawienie jej przerywników, moim zdaniem, pomogłoby jej znaleźć rzeszę fanów. Ale to Pearl Jam, oni nigdy nie szli łatwą drogą. A prawdziwa rewolucja miała dopiero nadejść.
- Last Exit
- Spin The Black Circle
- Not For You
- Tremor Christ
- Nothingman
- Whipping
- Pry, To
- Corduroy
- Bugs
- Satan’s Bed
- Better Man
- Aye Davanita
- Immortality
- Hey Foxymophandlemama, That’s Me
No Code [1996, Epic]

To właśnie o „No Code” wspominałem we wstępnie do tego artykułu. Płyta stanowiąca pomost między brzmieniem Pearl Jam z trzech poprzednich krążków, a tymi późniejszymi. Dzieło, przez które spora część fanów odwróciła się od zespołu. Nowy perkusista. I kawał cholernie dobrego grania!
Jack Irons dołączy do zespołu pod koniec trasy promującej „Vitalogy”. Jego intrygujący, etniczny styl gry na perkusji jest jednym z światłych punktów albumu. Kompozycje takie jak „In My Tree” i „Who You Are” brzmią jak coś, czego jeszcze nigdy wcześniej nie nagrał Pearl Jam.
Reszta piosenek, z których większość, to wynik jam session prezentuje również elementy folku, art rocka i psychodelii. Mamy „Off He Goes” kontynuujące motyw podróży, „Smile” niczym utwór wyjęty z śpiewnika Neila Younga i powoli wybrzmiewające „Present Tense” o ujmującej warstwie lirycznej. Energiczna strona zespołu tym razem ujawniła się w „Hail, Hail”, „Habit” i minutowym „Lukin”, w którym słowa są wykrzyczane przez Eddiego z prędkością światła.
Płyta ma dla mnie jeden zgrzyt: utwór „Mankind”, w którym to rolę wokalisty przejmuje Stone Gossard. Średnia muzyka i irytujący wokal. Nic nie może uratować tego dzieła.
Do krążka ambiwalentnie podeszli też krytycy. Najostrzejsze opinie prawiły, że zespół brzmi jakby miał kryzys wieku średniego, a prawie wszystkie utwory to wypełniacze. Osobiście bardzo rzadko wracam do całości „No Code”, uważam jednak, że to udana płyta i ciekawy eksperyment. Kręcić nosem mogę tylko „inż. Mamoniowie”, którzy lubią tylko te piosenki, które już słyszeli.
- Sometimes
- Hail, Hail
- Whou You Are
- In My Tree
- Smile
- Off He Goes
- Habit
- Red Mosquito
- Lukin
- Present Tense
- Mankind
- I’m Open
- Around The Bend
Yield [1998, Epic]

Zespół wracając do studia zapowiedział powrót do bardziej tradycyjnego rocka i brzmienia, które pojawiło się na pierwszych płytach. Zapowiedzi te nie zostały do końca zrealizowane, gdyż jak to w przypadku Pearl Jam – zwyciężyła chęć eksperymentowania i przecierania nowych szlaków. Sama produkcja przebiegała jednak w spokojniejszy i bardziej zespołowy sposób, poszczególni muzycy przynosili teraz więcej materiałów, na których można było pracować. Nawet teksty poszczególnych piosenek przejawiały się bardziej optymistycznie.
W wywiadach potwierdzono, że zespół postawił na wspólną pracę i rozmowy między muzykami. McCready przyznaje: „Lepiej szło nam porozumiewanie się ze sobą. Zostawiliśmy pewne negatywne emocje w tyle. Skupiliśmy się na stworzeniu udanego dzieła”.
Duża zasługa w tym fanów, którzy pozostali z zespołem. W „Faithfull” otrzymali oni stosowne podziękowania: „Just be darling and I will be too, faithful to you”. Singiel „Given To Fly” również ma za zadanie nastroić pozytywnie i przekazać garść pozytywnych emocji. Spora część piosenek nawiązuje do dzieł literackich – „In Hiding” do Bukowskiego, a „Pilate” w oczywisty sposób do „Mistrza i Małgorzaty”.
Do pierwszego teledysku (od 1992 roku!) zatrudniono rysownika Todda McFarlane’a, znanego również z klipów Korna „Freak on a Leash” i Disturbed „Land Of Confusion”, który przygotował jeden z najznakomitszych teledysków w historii: ilustrację do utworu „Do The Evolution”.
- Brain Of J.
- Faithfull
- No Way
- Given To Fly
- Wishlist
- Pilate
- Do The Evolution
- ● (Untitled)
- MFC
- Low Light
- In Hiding
- Push Me, Pull Me
- All Those Yesterdays
Binaural [2000, Epic]

Proces nagrywania „Binaural” przerywany był wydarzeniami, które w pewnym stopniu musiały wpłynąć na kształt i charakter albumu. Vedder z powodu wypalenia miał problemy z pisaniem tekstów, a McCready udał się na odwyk ponieważ uzależnił się od leków (gitarzysta choruje na nieuleczalną chorobę Crohna, czyli zapalną chorobę jelit). Jest to pierwszy album Pearl Jam nagrany z perkusistą Soundgarden, Mattem Cameronem (jest w zespole do dziś).
Zespół zatrudnił producenta Tchada Blake’a, który znany jest z binauralnego nagrywania dźwięku w procesie produkcji płyt. Nagrywanie binauralne to technika polegająca na użyciu dwóch mikrofonów, aby stworzyć wrażenie dźwięku stereo 3-D. Według McCready’ego nowy producent sprawdzał się w przypadku wolniejszych i bardziej nastrojonych utworów takich jak monumentalne „Nothing As It Seems” czy „Of The Girl”, ale w przypadku innych utworów zespół wolał uzyskać bardziej ciężkie brzmienie. Poproszono o pomoc ich poprzedniego producenta Brendana O’Briena.
„Binaural” w chwili wydania spotkał się z pozytywnymi reakcjami. Vedder w swoim stylu skomentował jego sprzedaż: „Na świecie jest mnóstwo przyjemnej i łatwej muzyki. My nigdy nie chcieliśmy być jej częścią”. Wydaje się jednak, że o krążku zapomnieli zarówno fani, jak i sam zespół, który rzadko włącza pochodzące z niego utwory do koncertowych setlist.
- Breakerfall
- God’s Dice
- Evacuation
- Light Years
- Nothing As It Seems
- Thin Air
- Insignificance
- Of The Girl
- Grievance
- Rival
- Sleight Of Hand
- Soon Forget
- Parting Ways
Riot Act [2002, Epic]

Zespół z Seattle musiał zmierzyć się z tragedią, która wydarzyła się na festiwalu Roskilde, kiedy to przez szereg nieszczęśliwych okoliczności na koncercie: fatalną pogodę, nieodpowiednie środki ostrożności ze strony organizatorów i panikę uczestników, zadeptanych zostało 9 fanów. Stone Gossard po feralnym wydarzeniu zastanawiał się czy dla Pearl Jam istnieje jeszcze przyszłość. Na domiar złego w 2001 roku USA padły ofiarą zamachu terrorystycznego, do którego przyznała się Al-Kaida. Stojący na czele Stanów Zjednoczonych George W. Bush prowadził politykę stojącą w całkowitej opozycji do wartości ważnych dla zespołu. Nagrywając nowy album Pearl Jam postanowił dać upust swojej frustracji wynikającej z tych wydarzeń. Powstał chyba najbardziej polityczny i mroczny album muzyków.
Chciałbym tu na chwilę skupić się na politycznej stronie Pearl Jam. Zespół od zawsze dotykał w swojej muzyce tych aspektów i pokazywał się jako społecznie wrażliwy poprzez ciąg kampanii i akcji charytatywnych. Nie zgodzę się nigdy z przeciwnikami polityki w muzyce. Skoro artysta chce wyrażać swoje przekonania w ten sposób to jest to jego i tylko jego decyzja. Wszelakie komentarze, że Pearl Jam (ale nie tylko, inne zespoły też są aktywne!) powinien zrezygnować ze swojego politycznego oblicza są według mnie krzywdzące. Jeżeli ktoś chce posłuchać rockowego grania bez balastu i problemów codzienności polecam Creed – tam znajdziecie wolność od polityki. I nic poza tym.
„Bu$hleaguer” to protest song przeciwko polityce Busha. Tekst „He’s not a leader, he’s a Texas leaguer” dobitnie pokazuje stosunek zespołu do byłego (na szczęście!) już prezydenta USA. „Love Boat Captain”, w którym po raz pierwszy na albumie PJ pojawia się keyboardzista Kenneth „Boom” Gaspar oraz „I Am Mine” z potężnym wersem: „I know I was born and I know that I’ll die. The in between is mine” są przejawem emocji pojawiających się w zespole po tragedii Roskilde. Gniew i smutek przepełnia też inne utwory: singlowy „Save You”, czerpiący z bluesa popis McCready’ego „1/2 Full” oraz „All Or None”.
Zdaję sobie sprawę, że krążek ten nie jest szczególnie lubiany przez fanów. Dla mnie jednak jest to jedno z ich największych osiągnięć i gdybym miał wybrać swój ulubiony album – zdecydowanie wybrałbym Riot Act.
- Can’t Keep
- Save You
- Love Boat Captain
- Cropduster
- Ghost
- I Am Mine
- Thumbing My Way
- You Are
- Get Right
- Green Disease
- Help Help
- Bu$hleaguer
- 1/2 Full
- Arc
- All Or None
Pearl Jam [2006, J]

Album „Pearl Jam” nazywany przez wzgląd na okładkę również „Avocado” ma dla mnie dwa znaczenia: po pierwsze posiada jedną z najbrzydszych okładek albumu muzycznego wszech czasów, a po drugie, co najważniejsze: to mój pierwszy w życiu przesłuchany album Pearl Jam . Zbiegło się to z ich koncertem na Stadionie Śląskim, który to był również moim pierwszym koncertem zagranicznej kapeli. Chociaż dużo się od tego czasu zmieniło to jednak dalej jest to dla mnie jeden z ulubionych albumów. Nawet do okładki można się przyzwyczaić.
Od wydania „Riot Act” minęły cztery lata. Zespół postanowił powrócić do korzeni i zagrać ciężkiego, klimatycznego rocka. Muzycy pokusili się o porównania z „Ten”. Eddie z zapałem wyznał, że „to najlepszy album, jaki nagraliśmy od czasów debiutu. Jest na nim złość – to dlatego, że tak czuję się jako obywatel USA w ostatnich latach”. Jest to oczywiście nawiązanie do reelekcji Busha, z czym Pearl Jam nie mógł się pogodzić. Zaangażowanie sił zbrojnych USA w wojnę w Iraku zaowocowało singlem „World Wide Suicide”, gdzie podmiot z pewną złośliwością spogląda na codzienną rzeczywistość.
Zespół pragnął dodać trochę więcej solówek do swoich utworów. Mike McCready mógł zaprezentować swój kunszt m.in w utworach „Severed Hand”, „Life Wasted” i „Inside Job”. W dalszym ciągu powraca tematyka samotności i straty: zarówno „Life Wasted” i „Come Back” odnoszą się do śmierci Johnny’ego Ramone.
Warto wspomnieć, że słowa do „Army Reserve” pomógł napisać Damien Echols, jeden ze skazanych w sprawie Trojki z West Memphis, który spędził w celi śmierci 18 lat, zanim stwierdzono jego niesłuszne skazanie. W sprawę włączony był Eddie Vedder, który zawarł z Echolsem szczerą przyjaźń.
- Life Wasted
- World Wide Suicide
- Comatose
- Severed Hand
- Marker In The Sand
- Parachutes
- Unemployable
- Big Wave
- Gone
- Wasted Reprise
- Army Reserve
- Come Back
- Inside Job
Backspacer [2009, Monkeywrench]

Nie lubię Backspacera. O dziwo, świat myśli inaczej. Nowy styl Pearl Jam przypadł do gustu słuchaczom i krytykom. Mariaż z new wave i muzyką pop dla wielu okazał się bardziej strawny niż ich poprzednie, rockowe brzmienie. Warstwa liryczna też jest o wiele bardziej optymistyczna niż w przypadku politycznie zorientowanych poprzedników. Wynika to po części z przejęcia władzy w USA przez demokratów. Eddie Vedder pozytywnie zareagował na wybór Obamy na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Cóż z tego, skoro fani dostali najkrótszy krążek Pearl Jam (36 minut materiału) w historii zespołu. Krążek, który według mnie brzmi jakby był trochę niedopracowany. W wywiadach członkowie zespołu wypowiadali się, że chcą przywrócić do swojej muzyki wiarygodność i emocje. Prawda, dorosłym facetom mający rodziny nie wypada śpiewać już utworów pokroju „Leash” z wersem: „Drop the leash, we are young. Get outta’ my fuckin’ face”. Na płycie jest radośnie („Got Some”), melancholijnie („Just Breathe”) i wzniośle („Unthought Known”). Brak natomiast mocy – takie „Supersonic” nie jest w stanie zmierzyć się z utworami z „Vs”.
Zauważyć należy, że w tamtym okresie do gry wrócili muzycy z Soundgarden (płyta „King Animal” z 2012 roku) oraz Alice In Chains (z nowym wokalistą i albumem „Black Gives Way to Blue” z roku 2009). W ich towarzystwie „Backspacer” wypada naprawdę blado.
Backspacer wydany został w założonej przez Pearl Jam wytwórni Monkeywrench.
- Gonna See My Friend
- Got Some
- The Fixer
- Johnny Guitar
- Just Breathe
- Amongst The Waves
- Unthought Known
- Supersonic
- Speed Of Sound
- Force Of Nature
- The End
Lightning Bolt [2013, Monkeywrench]

Płyta, która spokojnie mogła pojawić się w latach 80. Klimatyczny nastrój przypomina trochę późniejsze dokonania Pink Floyd (trochę!) doprawione punkowym brzmieniem. Nie jest idealnie, ale w porównaniu z poprzednikiem zdecydowanie lepiej. Nie ukrywam, że gdyby zebrać z dwóch ostatnich krążków PJ najlepsze utwory i wydać jako jeden, stworzylibyśmy jeden z najlepszych albumów alternatywnego rocka ostatnich lat. Płyta zyskuje jednak wraz z każdym przesłuchaniem. Vedder postarał w przypadku wokali – zdecydowanie służy mu decyzja o rzuceniu palenia.
Jako single wybrano „Mind Your Manners” (bardzo trafna decyzja!) oraz „Sirens”. Tu następuje szok. Pearl Jam nagrał balladę z lat 80. Nie od dziś wiadomo, że muzycznie oprócz The Who, Neila Younga czy Ramones inspirowali ich właśnie KISS czy Scorpions. Brak temu utworowi jednak charakteru, a chórki „oh ah” to nie ta liga, do której przyzwyczaił nas Pearl Jam. Na płycie pojawia się jednak perełeczka, mistrzostwo świata wręcz – „Pendulum”. Odrzut z poprzedniego albumu i moim skromnym zdaniem, najlepsze ich nagranie w tej dekadzie. Duszny, mroczny klimat. Perkusyjne opus magnum płyty. Utwór przywodzącym na myśl pierwszą płytę zespołu. Jedyny zbędny utwór to „Sleeping By Myself” – nowa aranżacja piosenki z solowego dorobku Eddiego Veddera pt „Ukulele songs”. Zamiast tego wypełniacza wolałbym coś bardziej w stylu utworów ze środkowej części płyty. Warto wspomnieć, że to Brendan O’Brien, producent płyty, nalegał aby zespół nagrał ten kawałek. Na zakończenie płyty otrzymujemy „Future Days”. Nie jest to niestety zakończenie, który zapadnie nam w pamięć. Mogło być lepiej Panowie!
- Getaway
- Mind Your Manners
- My Father’s Son
- Sirens
- Lightning Bolt
- Infallible
- Pendulum
- Swallowed Whole
- Let The Records Play
- Sleeping By Myself
- Yellow Moon
- Future Days
Pojawiające się doniesienie sugeruje, że w najbliższej przyszłości Pearl Jam może wrócić do studia i rozpocząć nagrywanie swojego 11 albumu. Jaki będzie? Cóż, po nich można spodziewać się wszystkiego. A możliwość wygrania wyborów prezydenckich w Stanach przez Trumpa sugeruje, że będzie okazja, by Pearl Jam po raz kolejny zaprezentowali światu swoją złość.
Suplement
Lost Dogs [2003, Epic]

Pearl Jam dba o swoich fanów, którzy świadomi istnienia ogromnej ilości niepublikowanych wcześniej nagrań, domagali się wydania ich w formie kompilacji. Krążek „Lost Dogs” spełnił te pragnienia. Zaprezentowane tutaj utwory pochodzą z sesji nagraniowych w latach 1991 – 2003. Światło dzienne ujrzały kompozycje takie jak: „Sad”, „Strangest Tribe”, „Down”, „Fatal” i „Hitchhiker”. Znajdują się tu także bonusowe utwory z innych płyt i singli: „Yellow Ledbetter”, „Alone”, „Dirty Frank” i „Footsteps”. Ukryta piosenka „4/20/02” to hołd dla zmarłego w 2002 roku Layne’a Staley’a, wokalisty Alice In Chains. Nie ukrywam, że czekam na kolejną składankę, gdyż skarbiec Pearl Jam skrywa jeszcze wiele innych sekretów.
Albumy live
Pearl Jam znany jest z wypuszczania bootlegów ze wszystkich swoich koncertów. W roku 2000 wydał rekordową ilość ponad 70 albumów live. Muzycy wychodzą z założenia, że lepiej jest, gdy fani otrzymują legalne nagrania w dobrej jakości, niż w przypadku wersji od piratów.
Bardzo dobre wrażenie robi podwójny, akustyczny krążek „Live at Benaroya Hall” nagrany w hali Benaroya w Seattle. Zaprezentowanie wykonania „Immortality”, „Fatal”, „All Or None”, coveru „Crazy Mary” i „Black” robią imponujące wrażenie. Szczególnie podczas „Black”, gdy publiczność odśpiewuje wersy: „I know someday you’ll have a beautiful life, I know you’ll be a star in somebody else’s sky, but why can’t it be mine?” czuć szczere emocje.



Mirror Ball [1995, Reprise/Epic]

„Mirror Ball” to dwudziesty drugi studyjny album Neila Younga nagrany z muzykami Pearl Jam. W wyniku przeszkód prawnych tylko nazwisko Younga pojawia się na okładce. Członkowie Pearl Jam zostają wymienieni tylko we wkładce. Wkład Eddiego Veddera, który podczas sesji nagraniowej trzymał się na uboczu, można odnaleźć w piosence „Peace And Love”. Brak jest natomiast dwóch utworów wydanych na EPce „Merkin Ball” z gościnnym udziałem Neila Younga – „I Got Id” i „Long Road”.
- Song X
- Act Of Love
- I’m The Ocean
- Big Green Country
- Truth Be Known
- Downtown
- What Happened Yesterday
- Peace And Love
- Throw Your Hatred Down
- Scenery
- Fallen Angel
W tym miejscu pora kończyć. Zapraszam na kolejny odcinek – sprawdzimy dyskografię Led Zeppelin!
![Dyskografia [odc. 1 – Pearl Jam] – nowy cykl DeathMagnetic.pl!](https://deathmagnetic.pl/wp-content/uploads/2016/07/vinyl-1-1024x576.jpg)