Duff McKagan wydał niedawno zaskakującą stylistycznie płytę „Tenderness”. W ramach jej promocji wybrał się również do Europy, gdzie rozpoczął trasę koncertem w warszawskiej Stodole. Po dwóch ogromnych koncertach Guns N’ Roses w naszym kraju, fani artysty tym razem mieli go dosłownie na wyciągnięcie ręki.
Basista Gunsów przyjechał do Polski w towarzystwie Shootera Jenningsa, cenionego w stanach muzyka country, z którym stworzył najnowszy album. To w dużej mierze Shooter jest odpowiedzialny za akustyczny, country-rockowy klimat „Tenderness”. Jennings wystąpił ze swoim zespołem jako support Duffa prezentując swoje kompozycje oraz cover ‘Rock ‘n’ Roll Suicide’ Davida Bowiego. Ku zaskoczeniu wielu, McKagan wyszedł na scenę z towarzyszeniem dokładnie tego samego zespołu wraz z Shooterem. To się nazywa oszczędność na supporcie!
https://www.youtube.com/watch?v=0ljWpwLIwNk
Frekwencja w warszawskim klubie Stodoła nie była porażająca – może około połowę sali – ale zebrani fani, a w szczególności fanki, przygotowały Duffowi niezwykłe gorące przyjęcie. Muzyk często między piosenkami nie mógł dojść do słowa przez owacje i krzyki. Widać było, że był niezwykle miło zaskoczony i nie spodziewał się tak ciepłej reakcji, tym bardziej w tak „egzotycznym” kraju, jakim dla niektórych amerykańskich artystów wciąż jest Polska. Zabawnie zrobiło się w momencie, gdy Duff oznajmił, że będzie mówił powoli, bo pewnie większość nie zna dobrze angielskiego, co spotkało się ze sprzeciwem publiczności. Choć wcześniej nazwałem go „jedynie” basistą Gunsów, McKagan jest również, co oczywiste, zdolnym gitarzystą i songwriterem. Jego głównym instrumentem podczas koncertu była gitara akustyczna, sięgał także po elektrycznego telecastera.
Muzycy zaprezentowali cały materiał z nowego albumu, więc przeważały nastrojowe, akustyczne kawałki, ale rozpoczęli od Gunsowego ‘You Ain’t the First’. Oprócz tego z repertuaru macierzystej kapeli Duffa wybrzmiały jeszcze ‘Dust N’ Bones’ i ‘Dead Horse’, które oczywiście wywołały wielki aplauz. Muzycy sięgnęli jeszcze po trzy inne covery – ‘River of Deceit’ z repertuaru „przyjaciół z Seattle”, jak powiedział Duff, czyli Mad Season, ‘Clampdown’ The Clash i ‘Deepest Shade’ Marka Lanegana na koniec. W porównaniu do wcześniejszej, amerykańskiej części trasy z setlisty wyleciał ‘Cracked Actor’ Davida Bowie i na jego miejsce wskoczyło ‘Breaking Rocks’ z „Tenderness”.
Pod koniec koncertu McKagan zachwycony reakcją słuchaczy, zeskoczył ze sceny do rozentuzjazmowanych fanów i przy barierkach zaśpiewał jeden utwór. Koncert potrwał około półtorej godziny i pomimo długiego wywoływania na bis, zespół nie zdecydował się wyjść ponownie na scenę. Szkoda, że Duff nie zrobił wyjątku, bo publiczność tego dnia była wyjątkowa i zasługiwała na coś więcej. Pomimo że był to pierwszy koncert podejrzewam, że będzie tym, który artysta zapamięta najlepiej z europejskiej trasy. Dobrze było zobaczyć Duffa w bardziej intymnej atmosferze bez całej tej komercyjnej, stadionowej atmosfery towarzyszącej Guns N’ Roses. Myślę, że ze wszystkich Gunsów jest on obecnie w najlepszej formie, co należy docenić tym bardziej po przeczytaniu jego autobiografii „Sex, drugs & rock n’ roll i inne kłamstwa”, która również wśród polskich miłośników rocka doczekała się kultowego statusu.
![Duff McKagan: Relacja z koncertu w Stodole [22.08.2019]](https://deathmagnetic.pl/wp-content/uploads/2019/08/68782886_2394079917474518_4316440186859814912_n-1024x768.jpg)